"Najlepszy ojciec"

  Na temat klapsów powiedziano i napisano już wiele. Większość jest zgodna co do tego, że klaps jest formą przemocy, chociaż są też tacy, którzy twierdzą, iż problem jest rozdmuchany. Moim zdaniem nie jest i nie powinno się bagatelizować znaczenia klapsów. Bo dla dorosłego to jest "tylko" klaps, dla dziecka zaś "aż" klaps. 

  Piszę o tym dlatego, ponieważ w ostatni weekend byłam świadkiem sytuacji, gdzie zdenerwowany do granic wytrzymałości ojciec uderzył swoje dziecko. Chłopczyk (na oko dwuletni) wyrywał się rodzicom, więc tatuś wziął go na ręce, po czym przełożył, zamachnął się z całej siły i dał dziecku soczystego klapsa, a trzask temu towarzyszący rozległ się po sklepie. Chłopczyk zaczął przeraźliwie płakać, a ojciec (nadal mocno wkurzony), powiedział do niego: "Uspokój się, bo następnym razem będzie jeszcze gorzej". Matka malucha nie zareagowała na wybuch agresji męża i było jej najzupełniej obojętnie, że synek wył z bólu. Odezwała się za to kobieta, która tak samo jak ja, widziała scenę z bliska:

Czy pan zwariował? Jak można bić takie małe dziecko?

  Ojciec nie zdążył odpowiedzieć, gdyż zrobiła to za niego żona:

- Co się pani wtrąca, to nie pani sprawa! Mój mąż jest najlepszym ojcem, ale czasem traci nad sobą panowanie, zresztą ma do tego święte prawo. Naszemu synowi nie dzieje się żadna krzywda!

  Podobno rodziców nie można oceniać po jednym geście, ale są wyjątki od tej reguły. I tym wyjątkiem było właśnie to smutne zdarzenie, a jego negatywną bohaterką została dla mnie matka chłopczyka. Nie jestem w stanie zrozumieć, jak mogła bronić męża, zamiast solidnie go opieprzyć (ja bym tak zrobiła na jej miejscu). Czy na takie zachowanie jest jakieś usprawiedliwienie? Klaps był mocny, co było widać po reakcji dziecka oraz sile machnięcia ojca, także okoliczności łagodzących w tym przypadku nie ma. Każdy z nas ma słabszy dzień, a cierpliwość rodziców często balansuje na krawędzi wytrzymałości, lecz nie oznacza to, że mamy prawo wyżywać się na dzieciach. Maluchy są żywe, biegają, uciekają, psocą, niemniej jednak klapsy nie są żadną metodą wychowaczą. Szacunek do rodzica to jedna sprawa, natomiast strach przed nim to zupełnie coś innego. Jestem przeciwniczką "klapsowania" dzieci i być może oceniam zbyt pochopnie, ale ojciec, który używa siły w stosunku do syna, to nie jest dla mnie "najlepszy ojciec". Nie przeczę, że kocha swoje dziecko, po prostu niepotrzebnie podnosi na nie rękę. 

  Drogi tatusiu, klapsy naprawdę bolą...


zdjęcie- www.wdonna.it
Obsługiwane przez usługę Blogger.