Wszyscy jesteśmy hejterami

  Wydawało mi się, że limit na wpisy o hejcie został już wyczerpany, a jednak i ja się do niego dołączam. Opierałam się długo, ale po ostatnich ekscesach niektórych osób nie mogę przejść obojętnie wokół tego, co dzieje się w internecie. I bynajmniej rzecz nie odnosi się do mnie, bo jakimś cudem hejtowanie (poza małymi wyjątkami) omija mój blog. Poruszam tą kwestię wyłącznie z tego powodu, aby stanąć w obronie krytykowanej niesłusznie blogerki. Nie znoszę bowiem, gdy podcina się komuś skrzydła na samym początku jego drogi (obojętnie jakiej). A kiedy robią to inne blogerki, które w ramach solidarności powinny się nawzajem wspierać, tym bardziej się we mnie gotuje. Kto bowiem najczęściej i najgłośniej krzyczy o hejterach? No właśnie...

  Niedawno natknęłam się na pewnym forum na gorącą dyskusję, dotyczącą jednej z początkujących blogerek. Ze zdumieniem zaczęłam czytać, jakie to "dobre" rady dawały jej koleżanki "po fachu". Hejt lał się gęsto, na blogerce nie zostawiono suchej nitki i poradzono jej jak najszybciej zamknąć blogaska, ponieważ przynosi wstyd środowisku. Zarzucono jej każdy możliwy błąd, stronę zrównano z ziemią i zwyczajnie wyśmiano pisemne poczynania autorki. I nie zrobili tego czytelnicy, tylko niestety inne blogerki, które przecież tak mocno brzydzą się hejtem. Oczywiście w ich mniemaniu to konstruktywna krytyka wyrażona z klasą, natomiast w moim odczuciu było to chamskie trollowanie. Bez owijania w bawełnę i bez jakiejkolwiek litości dla debiutantki.

  Prowadzę bloga ponad dwa lata i staram się jakoś funkcjonować w tym hermetycznym i poniekąd dziwnym świecie. Przez ten czas zdążyłam wyciągnąć wnioski, posypać głowę popiołem i spokornieć, dlatego też wkurzyłam się na ten chamski, zmasowany atak. Z tego, co zauważyłam, musiało kogoś ruszyć sumienie, jako że wpis szkalujący blogerkę został usunięty, lecz niesmak pozostał i to duży. Nikt z nas nie jest blogową alfą i omegą, wszyscy popełniamy błędy, więc zamiast pastwić się nad biedną dziewczyną, lepiej zajrzeć do własnego ogródka i sprawdzić, czy nie szpecą go ortograficzne (lub stylistyczne) chwasty. Walczmy z hejtem, ale nie pozwólmy na to, aby ta walka obróciła się przeciw nam, bo łatwo jest przejść na drugą stronę barykady. Nie zapominajmy również o tym, że kto mieczem wojuje, ten od miecza ginie, nawet w wirtualnej rzeczywistości.

  Zanim zatem zechcesz kogoś zhejtować, zastanów się dobrze, czy chcesz to zrobić, a jeżeli nie umiesz wytrzymać i świerzbi Cię ręką nad klawiaturą, masz konkretne wyjścia:

- skontaktuj się prywatnie z blogerką, którą zamierzasz strollować i napisz (w wyważonych zdaniach), czemu nie podoba Ci się jej blog

- skoro już robisz to publicznie, nie używaj wulgaryzmów, ani słów mogących zranić drugą blogerkę (najlepiej zajrzyj do słownika synonimów)

- postaw się na miejscu krytykowanej osoby (jakbyś się czuła, gdyby anonim napisał Ci, że jesteś kiepska w tym, co robisz?)

- weź pod uwagę fakt, iż żaden bloger to nie jest następca Bułhakowa i bliżej nam do prostoty E.L. James (niestety), niż do finezyjnych zwrotów największych pisarzy

- uśmiechnij się do życia, a nie rzucaj wokół mięsem (i to jest idealne rozwiązanie)

Proste, prawda :)?



www.designigniteschange.org
  
Obsługiwane przez usługę Blogger.