Mafijna opowieść

Ten dzień w żaden sposób nie zapowiadał nadchodzących wydarzeń. Wracałam do domu obładowana siatkami, gdy nagle drogę zatarasował mi samochód z wyższej półki. Nie znam się na autach, niemniej jednak od razu się zorientowałam, że to należy do klasy A i jego właściciel musi być nieprzyzwoicie bogaty. Tymczasem z maszyny wyszedł jakiś ulizany laluś w wypasionym garniturze i zaprosił mnie do środka.

- Spadaj pan- powiedziałam- nie zadaję się z nieznajomymi!

Chciałam odejść, ale Ulizany na to nie pozwolił. Popatrzył na mnie jak na idiotkę, po czym rozchylił marynarkę i moim oczom ukazała się wystająca ze spodni spluwa. Zamarłam, lecz nie zabrakło mi animuszu i z typową kobiecą przebiegłością zaczęłam przekonywać typka, że mnie z kimś pomylił.

- W naszej branży nie ma mowy o pomyłkach- stwierdził- proszę wsiadać i nie urządzać scen.

- Gdzie mnie pan zabiera?- zapytałam, siląc się na spokój.

- Proszę nie zadawać pytań- odpowiedział bezczelnie- za niedługo wszystko się wyjaśni.


Co za cham, pomyślałam oburzona. Porywa mnie w biały dzień, zachowuje się jak dupek i jeszcze żąda, abym się nie odzywała. Oskarżę go o uprowadzenie, to mu w pięty pójdzie i ta jego brylantyna we włosach przestanie tak lśnić. Moje rozważania przerwał sam zainteresowany, gdyż zaparkował samochód w podziemnym parkingu, otwarł mi drzwi i kazał iść za nim. Tak też zrobiłam, bo innego wyjścia nie miałam.


Weszliśmy do windy. Ulizany nadal nie uraczył mnie słowem ani spojrzeniem i zachowywał się w taki sposób, jakby mnie przy nim nie było. Gdybyśmy nie znajdowali się w windzie, mogłabym rozważyć opcję ucieczki, a tak dane mi było tylko patrzeć na połyskujący pistolet, którego koleś już nie ukrywał. Chcąc nie chcąc, coraz bardziej ogarniała mnie panika.

Po wyjściu z windy znalazłam się nie na korytarzu, a w dziwnym pomieszczeniu, składającym się z ogromnego stołu i fotela przywodzącego na myśl tron. Siedział na nim mężczyzna wyglądający iście po królewsku- kiwnięciem palca odprawił Ulizanego i rozkazał mi stanąć naprzeciw tronu. Posłuchałam bez szemrania, jako że z faceta bił silny autorytet i byłam pewna, iż nie cofnie się przed niczym. Kiedy jednak podał mi do pocałowania swój sygnet, coś we mnie nieprzyjemnie drgnęło i zdołałam się przeciwstawić jego żądaniu:

- A co to, papież z pana, żebym go musiała po rękach całować?- spojrzałam na niego buńczucznie.

- Dla moich ludzi jestem kimś więcej niż papież- odpowiedział- mój kierowca przyprowadził tu panią na moją prośbę. Jest mi pani potrzebna do wypełnienia niezwykle ważnego zadania. Moja Rodzina utraciła wpływy i pani pomoc jest mi niezbędna.

- Pan nie wie, co mówi- roześmiałam się- ze mnie jest zwyczajna kura domowa i wątpię, żebym mogła panu w czymkolwiek pomóc.

- Myli się pani- odpowiedział- jest pani jedną z nielicznych osób, która ma dostęp do Dony Cateriny i zaprowadzi mnie pani do niej, nawet idąc po trupach do celu!

- Dona Caterina? - zdziwałam się- muszę pana rozczarować, nie znam nikogo takiego. 

- Zna pani i to dobrze- uśmiechnął się zimno i podał mi karteczkę, na której wypisane były tylko trzy słowa- Matka na Szczycie. Ze zdumienia upuściłam kartkę na podłogę.

- Tak, tak- popatrzył na mnie- pani blogowa koleżanka wykiwała mnie, nie podpisała ze mną przewidzianej umowy i zapadła się pod ziemię. Makowy biznes, dzięki któremu wyniosłem Donę Caterinę na sam szczyt, prędzej czy później i tak do mnie wróci.

- Pana chyba pogięło- oburzyłam się- komuś innemu może pan sobie wciskać kit, że Kasia uprawia mak, ale ja nigdy w to nie uwierzę!

- Nie o taki mak chodzi- zniecierpliwił się facet- Dona Caterina zajmuje się produkcją makowej biżuterii i moje wpływy sprawiły mniej więcej tyle, że kobiety w Neapolu oszalały na jej punkcie. Zarobiłem miliony, Dona wyszła na interesie całkiem przyzwoicie, lecz to jej nie satysfakcjonowało, więc zerwała ze mną umowę, po czym zarzuciła mi kłamstwo. Ośmieliła się sprzeciwić samemu Donowi Koralone, a takiej zniewagi nie mogę puścić płazem, zwłaszcza że miałem wobec Doni Cateriny rozległe plany. Chciałem z niej uczynić Matkę Chrzestną Rodziny, a ona odważyła się powiedzieć mi "nie" i zwyczajnie przepadła. Tego darować nie mogę, jakem Don Koralone!

Brawo Kasiu, ucieszyłam się w duchu, wiedziałam o tym, że masz jaja. Mało kto odważyłby się wypiąć Ojcowi Chrzestnemu mafii (swoją drogą zawsze śmieszyło mnie, czemu mafiosi wolą nazwę Rodzina, bo w końcu każdy głupek wie, o co tam naprawdę biega).

- Do czego zatem miałabym się przydać?- zapytałam Dona Koralone- nie mam pojęcia, gdzie może się teraz znajdować Dona Caterina, zresztą nawet gdybym miała, to i tak bym panu nie powiedziała.

  Don Koralone się wkurzył i walnął pięścią w stół.

- Dosyć- wrzasnął- na razie chroni was płeć, gdyż z zasady nie zabijamy kobiet, lecz jeśli się zdenerwuję, może to się zmienić. Dona Caterina jest silna i się nie poddaje, ale gdy usłyszy, że jedną z jej przyjaciółek uprowadziliśmy, drugiej zablokowaliśmy bloga, a z pani uczyniliśmy naszą informatorkę, to zmięknie i w końcu się ujawni. Z babami zawsze są kłopoty i żałuję, że dałem się wciągnąć w makową przygodę. 

- Kogo żeście uprowadzili?- wyjąkałam, wreszcie zdając sobie sprawę z tego, że z Donem Koralone nie ma żartów.

  Po raz kolejny mafioso podał mi karteczkę i po raz kolejny przeczytałam trzy słowa- Books and Babies.

- Tego już za wiele- przestraszyłam się- jeśli coś się stanie Kasi, nie darujemy wam tego!

- Pani Kasia ma się całkiem dobrze! Jej niewola polega na siedzeniu w przepięknym kurorcie, piciu wytwornego Chianti i delektowaniu się smakiem muli w occie. Nawiasem mówiąc, tak jej one zasmakowały, że nie chce jeść nic innego i kosztuje nas coraz więcej. Jednakowoż, to od pani zależy, czy pojutrze do Chianti nie dodamy odrobiny cyjanku, a mule nie będą miały w sobie arszeniku. 

- Co więc mam zrobić?- poddałam się zrezygnowana.

- Jak najszybciej odnaleźć Donę Caterinę i przekonać ją nie tylko do tego, żeby odnowiła ze mną umowę, ale przede wszystkim do tego, aby została pierwszą Matką Chrzestną Rodziny. Następnym pani zadaniem będzie zmuszenie blogerki Antyterrorystka do zmiany nazwy bloga na Proterrorystka. Dopóki nie zmieni adresu, dopóty jej strona nie zostanie odblokowana. Ma pani czas do pojutrza, inaczej wszystkie będziecie w niebezpieczeństwie. A teraz żegnam!

I poszedł sobie najzwyczajniej na świecie. Ulizany zjawił się ponownie, odwiózł mnie do domu, a ja usiłowałam skontaktować się z Doną Cateriną, Matką na Szczycie znaczy. Gdzie jesteś, miła Kasiu? Zostań Matką Chrzestną mafii, inaczej mamy przechlapane!

Czy uda mi się odnaleźć Donę Caterinę?
Czy Antyterrorystka wkrótce objawi się nam jako Proterrorystka?
Czy Kasia z Books and Babies zatruje się mulami?

O tym opowiem niedługo, o ile Don Koralone w międzyczasie mnie nie kropnie.


*Niniejszy wpis dedykuję dzisiejszej solenizantce- mojej ukochanej Matce na Szczycie!


Wybór zdjęcia był oczywisty- nie ma słynniejszego mafioso :).
www.tvzap.kataweb.it

Obsługiwane przez usługę Blogger.