Na pohybel gadżetom!

  Nie milkną echa po ostatnim, bardzo odważnym tekście Antyterrorystki o ciemnych stronach blogosfery. Nie zamierzam powielać wpisu Gosi, gdyż zgadzam się ze wszystkim, co napisała, chciałabym tylko rozszerzyć nieco aspekt związany z gadżetami. Z niektórych komentarzy, zarówno na blogu jak i na fanpejdżu Gosi wynika mniej więcej tyle, że nas, niszowe blogerki, zżera internetowa zazdrość o gadżety właśnie. Naprawdę? Mnie gadżety ni ziębią, ni gryzą i wcale mi nie zależy na tym, by prezentować je na blogu. Oto przyczyny, dla których nie mam ochoty tego robić:

1. Wpisy gadżetowe z reguły śmiertelnie mnie nudzą i rzadko je czytam (chyba że jakaś poetycznie utalentowana blogerka zacznie o nich pisać limerykami- wtedy na pewno uczynię wyjątek).

2. Mieszkam za granicą i nie znam firm działających w Polsce (przed wyjazdem do Włoch nie byłam jeszcze mamą, więc kompletnie się tymi sprawami nie interesowałam).

3. Sama nigdy nie sugeruję się opiniami innych blogerek na temat gadżetów i wychodzę z założenia, że moje zdanie również nie będzie miało większego przełożenia.

4. Nie jestem gadżeciarą i nie jarają mnie drogie rzeczy, a moje dziecko jest szczęśliwe i bez nich

5. Obrałam sobie kierunek blogowania mający na celu polepszenie mojego stylu pisania (o ile taki mam) i nie wyobrażam sobie stworzyć poprawnego, gadżetowego wpisu. Krótko mówiąc, nie jestem dobra w reklamowaniu czegokolwiek.

6. Do pokazywania gadżetów potrzebny jest model, czyli najchętniej dziecko. Ci, którzy mnie odwiedziają, wiedzą o tym, że nie pokazuję zdjęć Gai, jakim zatem cudem miałabym cokolwiek przedstawiać? Siebie na rowerku biegowym raczej nie widzę, znaczy nie widzę rowerka, bo by się rozwalił pod moim ciężarem i jeszcze bym musiała dopłacać do interesu.

7. Do nawiązania współpracy potrzebny jest profesjonalny blog. Mój taki nie jest, nie ma co ukrywać, aczkolwiek nie czuję się gorsza z tego powodu. Po prostu bloguję dla przyjemności, chociaż są tacy, którzy nie potrafią tego zrozumieć. Pisać dla samego pisania, a nie korzyści, no to się w pale nie mieści! Gdyby mi ktoś płacił za blogowanie, najpewniej bym się nie obraziła, ale do tego nie dojdzie, co też nie spędza mi snu z powiek. Być może za jakiś czas mój blog ewoluuje i będzie wypasiony, lecz na razie nie planuję niczego zmieniać. Mam ważniejsze sprawy na głowie.


 Podsumowując, mogę stwierdzić z pełną stanowczością, że wartości bloga nie stanowią zamieszczone na nich gadżety. Każdy z nas ma własną wizję blogowania i wrzucanie wszystkich do jednego worka z napisem "oddam życie za gadżety" jest trochę niesprawiedliwe. Jeśli ktoś lubi o nich pisać i ma z tego wymierne korzyści, to super. Jeśli jednak nie ma gadżetowego przepychu na blogu, nie próbujcie go przekonywać, że jest gorszy i nic nie osiągnął. Pogarda z racji tego, że nie zarabia się na blogu i nie doszło się do pułapu blogerki X, jest według mnie po prostu małostkowa. 

  Rzadko mi się zdarza publikować w emocjach, ale tym razem odrobinę mnie one poniosły. Wybaczcie ciężarnej, hormony buzują :).


zdjęcie ze strony- www.realistic.pl
  
Obsługiwane przez usługę Blogger.