Blogierko, dokąd zmierzasz?

  Marna ze mnie blogerka. Dwa lata prowadzę bloga, a szablon nadal mam do kitu, w adresie ciągle widnieje komiczne słowo "blogspot", zaś współprac u mnie jak na lekarstwo. Statystyki nie powalają, nie wiem nawet kim są "unikalni użytkownicy", korzystam z grafik znalezionych w necie i nie jeżdżę na spotkania blogerek. Siły przebicia nie uświadczyłam, spamować nie potrafię, a zasoby portfela nie pozwalają mi na płacenie tu i ówdzie grubej kasy za reklamę. Mimo tych przeciwności i popełnionych błędów nie uważam mojej przygody z blogowaniem za straconą. W kończącym się coraz większymi krokami roku opublikowałam mniej wpisów niż zwykle, ale to był mój świadomy wybór. Doszłam bowiem do wniosku, że pisanie na siłę oraz pod publikę nie sprzyja mojemu rozwojowi i pogodziłam się z faktem, że nie będę "wielka". Marzenia o ulotnej i wątpliwej blogowej sławie zakiełkowały w moich myślach na początku blogowania, natomiast dzisiaj priorytety mam inne. Interesuje mnie pisanie i nie mam ciśnienia na bycie "kimś", może tylko poza byciem sobą. Nie lubię i nie umiem się ścigać, więc mój blog nigdy nie będzie stawał w szranki z konkurencją, bo i tak by przegrał. Przyznaję jednak, że niezbyt mnie to martwi.

  Nie chce mi się podsumowywać blogoroku pod kątem statystyk i podobnych pierdoł. Są wpisy gorsze, są też odrobinę lepsze, z paru jestem bardzo zadowolona (co rzadko mi się zdarza), niektóre wołają o pomstę do nieba i tak dalej, i tak dalej. Najważniejsze jest dla mnie to, iż wreszcie dostrzegłam jedną rzecz- nie jestem tak beznadziejna pisarsko, jak to sobie wyobrażałam. Co więcej, zdobyłam się w końcu na odwagę i zaczęłam przymierzać się do napisania książki. Marzyłam o tym od dawna, lecz zawsze na przeszkodzie stawała mi niezmiennie nikła wiara we własne możliwości. Prowadzenie blogu okazało się motywacyjnym strzałem w dziesiątkę, ponieważ oświeciło mnie po latach, że poważniejsze pisanie jest w zasięgu moich skromnych możliwości. I właśnie to uważam za mój największy blogowy sukces. No i oczywiście powołanie przeze mnie do życia jedynej w swoim rodzaju Poli Szynel.
  
  To urocze resume nie może odbyć się bez postaci Poli, bo to jej przygody zostały uznane za najlepsze w historii blogu (wyboru dokonałam ja sama), a bohaterka w niektórych kręgach (przede wszystkim jej własnych), uchodzi za kultową. Lubię Polę i często wracam do jej perypetii, gdyż bawią mnie one nieustannie. Nie wiem, czy pojawią się dalsze części, lecz postaram się sprawić, by nie zapomniano o Poli. Któż bowiem, jak nie ona, tak wspaniale reprezentuje rozległy świat blogosfery? Trochę się podlizuję, ponieważ mam nadzieję, że Pola przekona Rozmarynka do tego, aby nie umieszczał mnie na swojej Liście Najbardziej Obciachowych Blogerów Minionego- znaczy jeszcze tego- Roku (nie przeżyłabym takiego obciachu). Nie pamiętam, czy już o tym wspominałam, ale Pola i boski Rozmarino zakopali wojenny topór i znowu robią razem interesy (czyli podkopy) w blogosferze. Także, strzeżcie się, drodzy koledzy po fachu, jako że nie znacie dnia ani godziny, kiedy Pola i jej kompan i do Was się dobiorą!

  Do Siego Roku, kochani!



zdjęcie- johnclipper.com
Obsługiwane przez usługę Blogger.