Migawki z Sardynii

  Minął prawie tydzień, odkąd wróciliśmy z Sardynii. Pobyt upłynął nam pod znakiem przeziębień wszelakich i nie zdążył się na dobre rozpocząć, a już postanowił się skończyć. Z dwóch tygodni, które spędziliśmy na przepięknej wyspie mojego męża, większość przesiedzieliśmy w domu i z powodu grypy zaprzepaściliśmy liczne okazje na zwiedzanie. Nic to, pocieszam się tym, że zapewne niejeden raz odwiedzimy jeszcze Sardynię, a tymczasem zapraszam do obejrzenia kilku kadrów, jakie udało mi się uwiecznić (nie jest ich dużo, ale zawsze coś). Po raz pierwszy w mojej (wątpliwej) karierze blogowej to zdjęcia będą na pierwszym planie, więc ten wpis przejdzie do historii jako przerost formy nad treścią. Obiecuję jednak solidną poprawę :).

1. Tradycyjnie nie mogło zabraknąć zdjęcia z ogródka teściowej, gdzie prym wiodą drzewa pomarańczy. Są one tak pyszne, że objadałam się nimi codziennie, a ilość pomarańczy, którą tutaj widać, zredukowałam do minimun. Cóż, odrosną, zresztą teściowie i tak ich nie jedzą.



2. Tylko raz mogliśmy nieco poszaleć. Pogoda była iście wiosenna, więc skorzystaliśmy z okazji i udaliśmy się na długi spacer nad brzegiem morza. Gaja była zachwycona piaskiem do tego stopnia, że zaczęła mylić go ze śniegiem. Tak to jest, gdy nie mieszka się w Polsce :).





3. Jednym z prezentów, które dostała Gaja, był piękny, różowy samochodzik. I jakkolwiek okazał się on strzałem w dziesiątkę, to w naszym domu jest on bardzo niefunkcjonalny. Mieszkanie jest za małe na tego typu atrakcje, choć to akurat Gai najmniej przeszkadza i obija się autkiem po kątach. Ja zaś najchętniej bym się go pozbyła, taka ze mnie wyrozumiała matka.



4. Nie mam pojęcia, jak jest w pozostałych częściach Italii, lecz na Sardynii przystrojenie szopki na święta jest o wiele ważniejsze od postawienia choinki. Niektórzy członkowie rodziny byli zdziwieni tym, że mamy w domu jedynie symboliczną szopkę, zamiast kilkumetrowej platformy, ale życie w 60-ciu metrach kwadratowych nie pozwala na szaleństwo w tym zakresie. Teściowa natomiast nie zawiodła oczekiwań krewnych i zaserwowała im naprawdę niezłą szopkę (dosłownie i w przenośni). 



I to by było na tyle. Na razie nie snuję żadnych urlopowych planów, chociaż wiem na pewno, że następnym razem odwiedzimy Sardynię latem. Poza tym będzie nas już czworo. A reszta, jak zwykle, wyjdzie w praniu :).
Obsługiwane przez usługę Blogger.