Syn czy córka?

  Tak sobie myślę, że z powodu mojej drugiej ciąży Myster Pi ma przechlapane. Wszyscy oczekują od niego (a niektórzy wręcz żądają) syna, bo przecież prawdziwy mężczyzna musi spłodzić potomka rodzaju męskiego, inaczej z niego dupa, a nie facet (bzdura na kółkach). Poza tym skoro mamy już córkę, wypadałoby się postarać o przedłużenie nazwiska męża, a posiadanie uroczej parki byłoby rzeczywiście czymś wielkim. Córka i syn zapewnią nam pełnię radości, o której wcześniej mogliśmy tylko pomarzyć, jeśli zaś na świecie pojawi się (o zgrozo) kolejna dziewczynka, nasz familijny obraz nie będzie zupełnie kompletny. Sędziwi członkowie rodziny ze strony tatusia Gai są absolutnie pewni, że urodzi nam się synek, a ich przeczucia opierają się na doświadczeniu życiowym i (poniekąd) skłonnościach paranormalnych. Będziecie mieli syna, bo ja tak czuję- to zdanie towarzyszy nam od początku mojej ciąży, jakby to miało coś do rzeczy. A idźcie do diabła i dajcie nam w końcu święty spokój!


   Jestem osobą z natury spokojną i do podobnych prognoz podchodzę z dystansem, niemniej kiedy po raz trzydziesty z rzędu słyszę, że życzy mi się syna, gdyż córkę już mam, to po prostu się wkurzam. Dla mnie liczy się jedynie to, aby maluch był zdrowy, a jego płeć naprawdę nie ma żadnego znaczenia. Nie pragnę chłopca bardziej od dziewczynki i vice versa, ale cieszę jak wariatka z tego, że za niedługo znowu przywitam się z kimś wyjątkowym. Nasza rodzina się powiększy, a Gaja zostanie starszą siostrą, chociaż jeszcze nie całkiem zdaje sobie z tego sprawę. Wie co prawda, że w brzuszku mamy zamieszkał nowy lokator, lecz chyba nie rozumie, iż wkrótce opuści on swój mały domek. W obliczu tych wyzwań oraz powolnym przygotowywaniu Gai na przybycie brata bądź siostry, nie w głowie nam modlitwy o pożądany rodzaj męski, zresztą niedalej jak wczoraj dowiedzieliśmy się prawdy. Nie trzeba dodawać, że oszaleliśmy z radości!


  Kiedy doktor Simpatija (tak go nazywam, oczywiście na przekór) oznajmił nam dobrą nowinę, pierwszą moją reakcją był płacz i głębokie wzruszenie. Później odebrało mi mowę, a gdy ją odzyskałam, kilkakrotnie spytałam lekarza, czy się nie pomylił. Spoglądałam na męża, którego również rozczuliła diagnoza doktora i bynajmniej nie wydawał się rozczarowany faktem, że jak byk przylgnie do niego przydomek "babski król". Tak, tak, to dziewczynka, nasza druga córeczka, a my jesteśmy wniebowzięci! Nie da się opisać słowami tego, co czuję i jak bardzo ta wiadomość dodała mi skrzydeł. Po opuszczeniu gabinetu doktora natychmiast zawiadomiliśmy naszych bliskich, a ich reakcja była do przewidzenia. A nie mówiłam- krzyczeli zwłaszcza ci, którzy wieszczyli nam syna, natomiast inni starali się nas pocieszyć. Nie załamujcie się- prawili- do trzech razy sztuka... 



Grafiki:
1. www.gravidanzaonline.it
2. www.test-maschio-femmina.jpg
3. www. diavolivicenza.it


Obsługiwane przez usługę Blogger.