Docenić siebie

  Zaczął się gorący okres dla piszących blogi- wystartował Blog Roku. Połowa blogosfery ostrzy sobie zęby na tytuł i wysyła swoje kandydatury, druga zaś połowa nie zamierza tego robić, jako że nie czuje się na siłach, aby brać udział w tak prestiżowym konkursie. Nie zgłaszam się, bo jestem pionkiem w blogosferze i nie mam zamiaru się kompromitować- usłyszałam od zaprzyjaźnionej blogerki i nie za bardzo mnie ta odpowiedź usatysfakcjonowała. Blog Roku nie jest zarezerwowany dla znanych blogów, tylko jest dostępny dla każdego, dlaczego więc nie skorzystać? Nic się nie stanie, jeśli przegramy, w końcu to tylko zabawa.

  Nie traktuję blogowania śmiertelnie poważnie. Lubię tworzyć wpisy, dzielić się przeżyciami, odpowiadać na komentarze i podoba mi się cała ta otoczka związana z blogosferą, niemniej pisanie bloga to zwyczajnie moje hobby. Nie łudzę się, że nagle ktoś zaproponuje mi wielką kasę i zostanę wybitną influencerką, a moje teksty będą udostępniane szerokiej publiczności. Mój blog jest niszowy i dobrze mi z tym, zresztą nie przeszkadza mi to wcale, by zgłosić swój akces do Blogu Roku. Ewentualna (i raczej stuprocentowa) porażka nie spędza mi snu z powiek, ponieważ już dawno nauczyłam się przegrywać. Co więc stoi na przeszkodzie? 

  Nie wyobrażam sobie zamęczać ludzi prośbami o głosy i atakować ich ze wszech stron wirtualnej przestrzeni. Nie jestem mistrzynią promocji i nie dałabym rady nikogo przekonać, że mój produkt jest najlepszy. Nie chce mi się dzwonić do rodziny i błagać jej chociaż o jeden sms, żeby nie robić sobie obciachu. Ze względu na mój błogosławiony stan nie mogę się niepotrzebnie stresować, a emocje związane z Blogiem Roku dałyby mi niezłą dawkę adrenaliny. Boję się też, że naprawdę wygram i wtedy kompletnie mi odbije. A już całkiem serio, to moje niepoważne podejście do blogowania zabrania mi udzielać się w tego typu konkursach. Może w niedalekiej przyszłości zdecyduję się na profesjonalne potraktowanie mojej strony i dokonam tu niemałej rewolucji, a wtedy na pewno stanę w szranki z tuzami blogosfery. Na razie nie jestem do tego odpowiednio przygotowana.

  Niedawno zadałam pytanie odnośnie startu w Blogu Roku na jednej z fejsowych grup. Dużo dziewczyn odpowiedziało, że to nie dla nich, gdyż są blogowo za cieńkie, nie mają tabuna fanów itepe. Zasmuciła mnie ta niewiara w siebie, jako że większość koleżanek blogerek potrafi pięknie pisać, ma spory potencjał, a zatem i szanse na zaistnienie w konkursie. Nie trzeba oglądać się na znane blogi, skoro macie ochotę, to zgłaszajcie Wasze strony, na pewno tego nie pożałujecie. Blog Roku, jak wspominałam na początku, to dobra zabawa i nie ma się co spinać. Nie wydarzy się tragedia, jeżeli ten zaszczytny tytuł przypadnie komuś innemu, zawsze możecie spróbować za rok. Weźcie przykład z Leo Di Caprio, któremu ciągle sprząta się Oscara sprzed nosa, a mimo to nie wydaje się tym faktem specjalnie przejęty. Tymczasem doceńcie siebie, bo warto!


  
zdjęcie pochodzi ze strony www.blogroku.pl

Obsługiwane przez usługę Blogger.