Manifest ciężarnej

  Wszystko układa się wspaniale- zachodzisz w ciążę i jesteś w stanie takiej euforii, że mogłabyś przytulić do siebie cały świat, nie wyłączając przy tym nawet najbardziej wkurzającego sąsiada, czy kontrolera biletów autobusowych. Przyzwyczaiłaś się do porannych mdłości, nie przeszkadzają Ci liczne wizyty u lekarza i pierwszy raz w życiu cieszą Cię nadprogramowe kilogramy. Czujesz się wybornie, chociaż niektórzy myślą, że szajba Ci odbiła, bo nabrałaś dziwnego zwyczaju, jakim jest głaskanie brzucha i przemawianie do niego bez powodu. Zmieniły się Twoje upodobania kulinarne, więc budzisz biednego męża w środku nocy i z obłędem w oczach mówisz mu, że masz ochotę na rolmopsy. Bywasz pobudzona, zdarza Ci się wpadać w otchłań bezdennej rozpaczy, by po pięciu minutach śmiać się jak głupia do sera. Lawirujesz sobie spokojnie między nieświadomymi niczego ludźmi, aż w końcu nadchodzi godzina zero, czyli Twój brzuch zaczyna być coraz większy i ciąża wychodzi na jaw. No i masz przechlapane!

  Nikt co prawda nie wytyka Cię palcami, ale i tak wzbudzasz zainteresowanie otoczenia. Zdarza się, że podchodzi do Ciebie nieznajoma kobieta i pieści Twój brzuszek, po czym spokojnie wyjaśnia powód tak intymnego gestu (zrobiła to po to, żeby odpędzić uroki od dziecka). Innym razem jakaś natrętna baba kładzie obie ręce na Twoim brzuchu i maca Cię bez skrępowania, bo niby jest w stanie rozpoznać w ten sposób płeć dzieciątka. Z kolei matka Twojego męża posuwa się jeszcze dalej i całuje Twój ciążowy brzuszek, traktując go niemał jak relikwię. Denerwuje Cię to, lecz jesteś w stanie wytrzymać ten spontaniczny napływ uczuć, gdyż dobrze wiesz, że po rozwiązaniu sytuacja wróci do normy i teściowa znowu będzie sympatyczną jedzą. Z niemałym zdumieniem przekonujesz się, że otaczają Cię ciążowi specjaliści, którzy na temat karmienia, noworodków i Twojej budowy ciała wiedzą absolutnie wszystko, a co gorsza, mają świadomość tego, co jest dla Ciebie najlepsze. O ciążowych przesądach mogłabyś napisać książkę, ponieważ jesteś nimi atakowana z każdej strony i nie waż się nie traktować ich poważnie. I kiedy masz już naprawdę dość, a apogeum zainteresowania Twoim brzuchem osiąga stan krytyczny, przytrafia się coś, na co czekałaś z wielkim utęsknieniem- stajesz się niewidzialna. Szkoda tylko, że w niezbyt przyjemnych okolicznościach.

  Stoisz w kolejce do kasy (tej z pierwszeństem dla ciężarnych) i nagle okazuje się, że pomimo tłumu nikt Cię nie widzi. Klienci patrzą przed siebie, ewentualnie ciekawi ich towar znajdujący się w wózku sklepowym i żaden nie kwapi się do tego, by Cię przepuścić. Gdy wchodzisz do autobusu, większość pasażerów odwraca głowę i ani raczy spojrzeć w Twoją stronę, więc o ustąpieniu miejca możesz sobie pomarzyć. Podobnie jest w gabinecie lekarskim, gdzie czekasz na swoją kolej, a inni pacjenci gapią się w smartfony i mają wyjechane na to, że ciężarna może poczuć się zmęczona. I chociaż nikogo nie prosisz, aby Ci nieco ulżył w cierpieniu, to słyszysz oburzone głosy, że nic takiego się nie stanie, jeśli trochę postoisz, bo przecież ciąża to nie choroba. Ze smutkiem dochodzisz do wniosku, że uprzejmość jednak czasem boli, a Twój brzuch, jeszcze do niedawna tak podziwiany, nieoczekiwanie został wrogiem publicznym numer jeden. Twoje nogi odmawiają posłuszeństwa, robi Ci się słabo i mdlejąc, upadasz na podłogę, wywołując tym pospolite ruszenie. Ludzie rzucają się na pomoc, ofiarowując Ci dziesiątki pustych krzeseł, ktoś poleciał po lekarza i większość spogląda na Ciebie ze współczuciem. Później do poczekalni wychodzi zdenerwowany doktor, który pyta, jak to możliwe, że ciężarna przez tyle czasu stała i w odpowiedzi słyszy, że skoro jej było słabo, to mogła się odezwać. A mówią, że ciąża to stan błogosławiony...


zdjęcie- www.bimbisaniebelli.it

Obsługiwane przez usługę Blogger.