Bij się w pierś, matko!

  Gdy sięgam pamięcią wstecz i przypominam sobie pierwszy poród i pobyt w szpitalu wraz z Gają, przed oczami mam siebie samą co chwila odciągającą mleko. To nie było piękne przeżycie i choć tyle się naczytałam i nasłuchałam o cudzie karmienia, nie miałam możliwości być jego częścią. Co więcej, dotknął mnie laktacyjny terror ze strony personelu szpitala i w podtekście dano mi do zrozumienia, że jestem gorszą matką. Zbliża się mój drugi poród, kolejna cesarka i jakkolwiek zdanie innych na temat takiej formy porodu spływa po mnie jak po kaczce (nie będę nikomu tłumaczyć, że zadecydowały o tym względy zdrowotne), to sprawa związana z karmieniem piersią spędza mi trochę sen z powiek. Wiele razy próbowano mi wmówić, że problem tkwi we mnie i powinnam się pozytywnie nastawić, a efekty same przyjdą, ale dla mnie to puste słowa. Gdyby sukces karmienia zależał od samopoczucia, to do dziś dzień nie odstawiłabym Gai od cycka. Nie dałam rady nie dlatego, że nie chciałam, lecz dlatego, że nie mogłam. To mała, aczkolwiek subtelna różnica.

  Rozumiem, że karmienie piersią jest najlepszą rzeczą, jaka może się przytrafić matce. Dużo bym dała za ten komfort, bo używanie laktatora nie należy do najprzyjemniejszych rzeczy pod słońcem, jednak nie potrafiłam opanować sztuki karmienia. Córeczka nie umiała się przyssać do sutka, a jeśli to się zdarzyło, to wyłam z bólu, więc prawie natychmiast zrezygnowałam z naturalnego karmienia. Zamiast mleka nierzadko wychodziła mi krew, dlatego doszłam do wniosku, że nie ma sensu więcej się katować. I w tym momencie powinnam była dostać medyczne wsparcie, które pomogłoby mi przejść przez trudne chwile początków macierzyństwa. Niestety, nikt mi tego nie zapewnił, a między wierszami słyszałam opinie, że kiepska matka ze mnie, jeśli nie dbam o dobro dziecka. Niektóre pielęgniarki kpiły sobie wprost z mojego rozmiaru piersi i głośno się zastanawiały, jak to możliwe, że nie mogę sobie poradzić z laktacją, skoro mam tak duże piersi. A przecież w wypadku karmienia rozmiar nie ma żadnego znaczenia, często zaś bywa przeszkodą.

  Przez pierwszy miesiąc życia Gai byłam jak w amoku. Z każdej strony dobiegały mnie głosy o karmieniu naturalnym i wylałam z tego powodu wiele łez. Miałam trenować w domu, ale moje żałosne próby nie przynosiły efektów, więc rosło we mnie poczucie winy. Chodziłam spać z laktatorem u boku, by w środku nocy odciągać mleko i choć rano wyglądałam jak zombie skrzyżowane z czarownicą, nikogo nie obchodził stan mojej duszy. Fizycznie czułam się źle, psychicznie jeszcze gorzej, a kiedy widziałam uśmiechnięte mamy z dziećmi pijącymi mleko bezpośrednio z piersi, moje wyrzuty sumienia sięgały zenitu. Ja nie umiałam, zbyt szybko się poddałam i poszłam na łatwiznę, posiłkując się tym cholernym laktatorem. Idealne macierzyństwo, o którym tyle się nasłuchałam, runęło jak domek z kart, a kłopot z karmieniem naturalnym pozbawił je prawdziwej magii. Przed porodem wyobrażałam sobie sielankowy nastrój i Gaję przyssaną do piersi dumnej matki, natomiast życie brutalnie zweryfikowało te idylliczne wizje. Kiedy więc po pół roku karmienia moje zasoby mleka na dobre się wyczerpały, zwyczajnie odetchnęłam z ulgą.

  Dzisiaj, w przededniu drugiego porodu, jestem już przygotowana na laktacyjny terror. Wiem na pewno, że nastąpi powtórka z rozrywki i karmienie naturalne będzie znów poza moim zasięgiem, lecz tym razem nie posłucham tych, którzy stwierdzą, iż wybrakowana ze mnie matka. Laktator ponownie pójdzie w ruch i mam zamiar używać go do oporu, nawet jeśli narazi mnie to na krytyczne opinie. Moim ambitnym zamierzeniem jest przejść przez początki macierzyństwa z podniesioną głową, a nie na kolanach, jak było to w przypadku koszmaru debiutantki. Są matki, które zaraz po porodzie rezygnują z naturalnego karmienia, jako że mają do tego prawo i nikogo nie powinno to obchodzić. Chcę cieszyć się chwilami spędzonymi z moją małą córeczką, a nie katować się myślami o tym, że z powrotem dałam ciała. Naturalnie czy nie, Sara dostanie moje mleko, a to chyba w całym tym zamieszaniu jest najistotniejsze. Nie będę więcej bić się w pierś!



zdjęcie- www.yogayournal.it
Obsługiwane przez usługę Blogger.