Na finiszu, czyli ciążowy beznadziejnik

  Nóg nie czuję, a brzuch coraz bardziej mi ciąży, jak to w ciąży. To już ostatni miesiąc i jestem pewna, że będzie on naprawdę wyskokowy i zafunduje mi kolejną huśtawkę nastrojów. Cały czas mam w podświadomości słowa, o których zresztą ciągle ktoś mi przypomina, że ciąża to nie choroba, ale do cholery, normalny stan to nie jest. Nie funkcjonuję tak samo, moje ciało nieustannie się buntuje, a ja chodzę nabuzowana niczym uczeń przed maturą. To, co do tej pory, było prostą czynnością, okazało się barierą nie do przeskoczenia i najchętniej pół dnia przeleżałabym na kanapie, taka ze mnie aktywna ciężarna. Na domiar tego wiecznie słyszę uwagi na temat roszczeniowej postawy kobiet w ciąży, ich wstydliwej rozpasłości i brzucha w ogóle, jakby był on czemuś winien. A ja się ani o nic nie proszę, ani też niczego nie żądam, może poza tym, żeby ludzie byli trochę bardziej wrażliwi. Bo im głębiej brnę w ciążę, tym więcej ekspertów wokół widzę i mocno się wkurzam, słysząc głosy sprawiedliwych. Dobrze, że do rozwiązania bliżej niż dalej i za niedługo mój brzuch przestanie być w centrum chorego zainteresowania. A tymczasem przedstawiam moją subiektywną listę zagadnień niepożądanych, których lepiej nie zadawać kobiecie w zaawansowanej ciąży (inaczej istnieje groźba pokąszenia wścibskich zainteresowanych):

1. Ale masz wielki brzuch, gdzieś ty się uchowała?

  Ciążowe brzuchy mają to do siebie, że są duże, czasem i ogromne, zwłaszcza w końcowych miesiącach. Nietaktem jest zatem pytać ciężarną, skąd u niej taki brzuch, ponieważ to chyba logiczne. Dziecko rośnie, rozwija się, waży niemało, sama zaś matka, gdy zadaje jej się to niewinne z pozoru pytanie, czuje się jak wieloryb. W ciąży ciało się zmienia, zaś brzuch systematycznie powiększa swoją objętość, w końcu tli się w nas nowe życie. Niedalej jak wczoraj byłam w moim ulubionym warzywniaku i jego właściciel, którego żona również jest w dziewiątym miesiącu ciąży, od razu zaczął porównywać mnie z nią:

-Niemożliwe- powiedział- masz o wiele większy brzuch od mojej żoneczki. Co tym tam w środku chowasz, dynię?

No tak, już starożytni Rzymianie wiedzieli, że każda ciężarna musi mieć identycznych rozmiarów brzuch!

2. Kiedy zamierzasz schudnąć?

  Jeszcze kobieta nie urodziła, jeszcze ciąży nie donosiła, a zewsząd słyszy głosy o tym, by po rozwiązaniu natychmiast wzięła się za siebie i odzyskała utraconą sylwetkę! A dajcie mi wszyscy święty spokój, powrót do formy jest ostatnią rzeczą, o której teraz myślę. Wiem, że media karmią nas idealnymi matkami w nienagannych makijażach i figurami modelek, ale ja nie z takich. Nie mam osobistego trenera, dietetyka i milionów dolarów na koncie, więc w kilka dni po porodzie nie będę wyglądać jak ten milion dolarów właśnie, tylko jak trzy ćwierci do śmierci. Priorytetem będzie dla mnie moja mała Sara, a nie katowanie się z Chodakowską. 

3. Jak tam rozstępy, chyba ich nie masz?

   A mam i to niemało! Nie tryskam przez to entuzjazmem, niemniej podchodzę do sprawy zdroworozsądkowo. Rozstępy są naturalną kosnekwencją powiększającego się brzucha i nie ma co robić z nich tragedii. Pojawiły się, to i znikną, jak to miało miejsce podczas poprzedniej ciąży. Nie płaczę spoglądając na nie, używam kremów i nie zawracam sobie nimi zbytnio głowy. Na szczęście dostępu do nich nie ma cały świat!

4. Do trzech razy sztuka, czyli kiedy następne?

  Na wiadomość o tym, że ponownie zostaniemy rodzicami dziewczynki, niektórzy zaregowali histerycznie. Teraz czas na syna, na pewno wam się uda, przekonywali nas, patrząc na mój ciążowy brzuch i nie rozumiejąc tego, że nie mamy potrzeby posiadania trzeciego dziecka, koniecznie płci męskiej. Bardzo się cieszymy, że będziemy mieć drugą córkę (tak samo byśmy byli szczęśliwi, gdyby miał nam urodzić się syn) i nasza rodzina bez męskiego potomka jakoś sobie poradzi. Dzieci kocha się bez względu na płeć, a posiadanie uroczej parki nie dla każdego jest szczytem marzeń. Dajcie kobietom odetchnąć, bo może jej ciążowy limit w drugiej ciąży się wyczerpał?

5. Kiedy wracasz do pracy? Przecież siedzenie w domu to obciach!

  Posiadanie dzieci nie ogranicza, a ciąża nie oznacza, że kobiecie zlasował się mózg. Odkąd przyjechałam do Włoch, nie pracuję, jako że dla mojego męża świadomie zrezygnowałam z etatu. Nie żałuję tego i nie mam poczucia, że się nie spełniam, aczkolwiek nie ukrywam, iż w nieokreślonej przyszłości chciałabym znowu być aktywna zawodowo. Niejednokrotnie słyszałam głosy o tym, że siedzienie w domu nie przystoi kobiecie i jest czymś gorszym, lecz w moim przypadku było akurat zupełnie na odwrót. Urodzenie Gai mnie wzbogaciło i poszerzyło moje horyzonty i nigdy nie miałam kompleksów z tego powodu, że się nią zajęłam. Nie ma sensu wmawiać matkom, że nie mają ambicji, siedząc w domu. Na wszystko przyjdzie właściwa pora.








zdjęcie- www.donnaclick.it
Obsługiwane przez usługę Blogger.