Smutniejemy, głupiejemy, smartfonujemy

  Nie lubię komórek. Oprócz dzwonienia do niczego więcej mi nie służą i bardzo się z tego powodu cieszę. Kiedy mieszkałam jeszcze w Polsce, wysyłałam dużo sms-ów, teraz zaś nienawidzę tego robić. Mam starego Samsunga i nie mam zamiaru zamieniać go na lepszy model, no chyba że w końcu wysiądzie. Mój mąż również posiada przedpotopową komórkę, z której śmieją się jego znajomi z pracy, ale wcale go to nie dotyka. Patrząc na nasze telefony, można wysnuć śmiałą hipotezę, że z nas para starych zgredów, bo nie idziemy z duchem czasu i nie podniecamy się cudami współczesnej techniki. No cóż, naszym zdaniem nic nie tracimy.

  Smutniejemy. Wokół siebie widzę ludzi wgapionych w smartfony, piszących coś zawzięcie na klawiaturze, serwujących po necie, łapiących Pokemony, czy co tam jeszcze. Rozmawiamy coraz rzadziej, nie zwracamy uwagi na drugiego człowieka, gdyż jedyne, co nam do pełni szczęścia potrzebne, to najnowszy model super komórki. Ostatnio często bywam w szpitalu i ze zdumieniem przyglądam się fenomenowi "spuszczonych głów". Gdzie się podziały czasy, gdy plotkowało się z nieznajomymi w poczekalni przychodni lub na przystanku autobusowym? Odpłynęły w siną dal, ponieważ dzisiaj większość wybiera towarzystwo swojego smartfona.

 Głupiejemy. Nie tak całkiem dawno temu robiłam sobie niezliczoną ilość selfie, które potem wrzucałam na fejsa. Przestałam dopiero wtedy, gdy zauważyłam, że się od tego uzależniłam. Usunęłam prawie wszystkie zdjęcia, zaczęłam się kontrolować i poczułam się o wiele lepiej. Nie musiałam już szukać idealnie dobranego kadru, próbować naśladować uśmiech Mona Lisy i straszyć znajomych pseudo-uwodzicielskimi spojrzeniami. Moda na selfie ewoluowała i zwykłe zdjęcia na nikim nie robią już żadnego wrażenia. Fotki z cmentarza, z sypialni, nad przepaścią czy z samego szczytu drapacza chmur pokazały, jak niebezpiecznym zjawiskiem może być zwykła fotka. Dlatego cieszę się, że w porę się otrząsnęłam, bo mogłabym kompletnie skretynieć, a tego jednak wolałabym uniknąć.

  Nie lubię komórek, to prawda, lecz nie oznacza to, że nie doceniam ich wkładu w nasze życie. Po prostu bez telefonu nie czuję się jak bez ręki, a w miejscach publicznych go wyłączam. Wolę przyglądać się światu i kontemplować miejskie uroki, a nawet patrzeć ludziom w oczy, ot tak, dla przyjemności. Tego właśnie życzę tym, którzy bez smartfona nie potrafią funkcjonować- aby schowali go do kieszeni i zobaczyli to, co dzień po dniu tracą. I kiedy piszę te słowa, to mam przed oczami wymowną scenę z domu mojego męża, gdy byliśmy tam na święta. Jego dwie kuzynki przyszły do nas w odwiedziny i przez dwie godziny nie wypuszczały z rąk komórek. Nie zamieniły ze mną ani słowa i moja obecność spłynęła po nich jak po kaczce, co nie przeszkadzało im wylewnie się ze mną pożegnać. Miło było cię poznać- powiedziały- naprawdę świetnie się bawiłyśmy. Gdyby nie smartfony, wytrzymałyby tylko piętnaście minut.


zdjęcie- www.mobile.excite.it
Obsługiwane przez usługę Blogger.