Bądźmy dla siebie mili

  Często robię zakupy w Mydlu. Lubię ten sklep, bo jest tani i mogę w nim znaleźć produkty, których nigdzie indziej nie ma. Ostatnio jednak bardzo źle mi się tam kupuje, ponieważ za każdym razem, kiedy odwiedzam Mydel, trafiam na awanturujących się klientów. Ludzie krzyczą na siebie, grożą sobie nawzajem sądami, a biedne kasjerki stają się ofiarami zniecierpliwionych emerytów, nie mających ochoty stać w kolejce do kasy.

  Niedawno byłam świadkiem absurdalnej sytuacji, w którą bym zapewne nie uwierzyła, gdyby nie to, że było mi ją dane widzieć na własne oczy. Starsza klientka pomyliła wózki sklepowe i zamiast wziąć swój, odjechała z wózkiem innej klientki. Gdy ta to zobaczyła, zaczęła się wydzierać na cały sklep i pobiegła do kobiety, aby oddała jej wózek. No i panie zaczęły się kłócić na całego, a kulminacją ich konfliktu była scena rodem z "Trudnych spraw". "Poszkodowana" (czyli pozbawiona wózka) rąbnęła torebką "złodziejkę" i gdyby nie interwencja ochroniarza, skończyłoby się o wiele gorzej. I wszystko przez zwykły wózek, jakby nie było większych problemów w życiu. Czy ludzie tak po prostu nie mogą być dla siebie mili? 

  W tym samym Mydlu (ale innego dnia) pewien krzepki emeryt zmieszał z błotem kasjerkę tylko dlatego, że doliczyła mu towar innej klientki (nie był oddzielony na taśmie). Facet zaczął krzyczeć na Bogu ducha winną kasjerkę, zarzucił jej brak profesjonalizmu, a na końcu wydyszał, że wyśle na nią skargę i to do samych Niemiec. "A niech pan wysyła"- odpowiedziała dziewczyna, na co mężczyzna omal nie dostał palpitacji. Wziął zakupy, odwrócił się na pięcie i powiedział, że jego noga więcej w Mydlu nie postanie, na co kasjerka (bardzo słusznie zresztą) obojętnie wzruszyła ramionami. Tyle hałasu o kilka produktów, za które emeryt przecież nie zapłacił, bo zostały odliczone z rachunku. Czy ludzie tak po prostu nie mogą być dla siebie mili?

  I kiedy myślałam, że już nic nie jest w stanie mnie zaskoczyć, wydarzyło się coś, co spowodowało, że musiałam zmienić zdanie. Tym razem bohaterką zdarzenia była moja skromna osoba, aczkolwiek wcale się o to nie prosiłam. Wybraliśmy się do Mydla w sobotę, ludzi, jak to w weekend, było tam na pęczki, więc poruszanie się z Sarą w wózeczku do łatwych nie należało. W pewnym momencie dosłownie stanęłam, gdyż zostałam zablokowana i siłą rzeczy usłyszałam rozmowę dwóch kobiet, oburzonych obecnością matki z dzieckiem w sklepie:

-Bokami mi wychodzą te mamuśki z wózkami- "zaszczebiotała" klientka- nie można kupować w spokoju, bo wszędzie ich pełno i trzeba się przez nie przedzierać.

-Zgadzam się- odpowiedziała druga- do autobusów się pchają, w kawiarniach siedzą, po sklepach łażą i zakłócają przestrzeń porządnym klientom, a powinny dziećmi się zająć i nie wychodzić do ludzi!

  Co to ja pisałam? O byciu dla siebie miłym? Przesadziłam, absolutnie!





zdjęcie- www.aforisticamente.com

  
Obsługiwane przez usługę Blogger.