Bój się bloga!

  W pewnych kręgach twierdzą, że blogowanie stało się modne. Jeszcze inne środowiska trąbią, że to całe blogowanie to obciach, bo teraz każdy głupi może założyć bloga. Podobno pisanie bloga odmóżdża, ponieważ ludzie zamiast udać się z problemami do specjalisty, powołują się na znanych blogerów, będących dla nich wielkimi autorytetami. Według mnie nie ma się o co burzyć i przeżywać, jako że każdy z nas ma swój rozum. Mogę czytać milion blogów, lecz nie znaczy to, że będę ślepo wierzyć w to, o czym traktują. Blogowanie poprawia mi humor, blogosfera zaś jest dla mnie wspaniałą rozrywką, a poza tym socjologicznym fenomenem. Nigdy nie kieruję się wskazówkami i poradami dotyczącymi wychowywania dzieci, aczkolwiek wiele z nich trafia w sedno, tak samo jak nie lecę do sklepu kupić rzeczy proponowanych przez blogujące mamy. Lista moich ulubionych blogów jest spora, niemniej coraz bardziej się zawęża. I nie dlatego, że mam wysokie blogowe wymagania, po prostu zauważyłam, iż wiele wartościowych blogów znika.

  Sama nie jestem już tą blogerką, którą byłam cztery lata temu. Nie piszę regularnie, nie planuję postów z dwumiesięcznym wyprzedzeniem i nie oczekuję pochwalnych hymnów. Piszę, kiedy mam ochotę i o czym mi się akurat podoba, a podążanie za trendami zostawiam ambitniejszym blogerom. Mój blog jest wytarty i często zarasta kurzem, nie znajdziecie w nim cukrowych opowieści i nie pokażę Wam moich wnętrz, nawet jeśli byłyby z marmuru. Niedawno zadałam sobie pytanie, czy to, co robię ma jeszcze sens. Przeanalizowałam jednak wszystko i doszłam do wniosku, że w tym szaleństwie jest metoda. Blog jest moją faktyczną wizytówką i jest dla mnie szalenie ważny. To tutaj opowiadam o moich emigracyjnych bolączkach i tutaj mogę się słownie wyszaleć. Nie muszę stroić słodkich minek i nie muszę być kimś, istotne jest to, że zawsze jestem sobą. Ta moja mała internetowa przystań daje mi naprawdę wiele, bo pozwala wykrzyczeć siebie. A że i wirtualny papier bywa cierpliwy, testuję jego wytrzymałość z prawdziwą rozkoszą.

  Nie mam blogowych autorytetów i dobrze mi się wiedzie z tą moją niewedzą. Nie próbuję być wszędzie i wdzięczyć się do influencerów, gdyż takie zachowanie zwyczajnie mnie razi. Gdyby bloga prowadził Tołstoj bądź inny klasyk, najpewniej byłabym ich psychofanką, a tak jestem tylko bierną obserwatorką. Jest masa blogerów umiejących pisać tak, że przechodzą mnie ciarki, gdy czytam, jak wspaniale potrafią żonglować językiem polskim. Nie będę ukrywać, że zdarzało mi się zazdrościć, lecz i z tym dałam sobie jakoś radę. Nie planowałam być niczyją kopią, albo złodziejką cudzego stylu pisania, ponieważ nie o to mi chodziło, kiedy zajęłam się blogowaniem. A to, że drażniło mnie, iż pewne osoby osiągnęły blogowy sukces, jest absolutnie wytłumaczalne. Blogosfera jest bowiem w jakimś tam minimalnym stopniu odzwierciedleniem naszego życia. Tu też mamy swoje sympatie i antypatie, jednych kochamy, drugich nienawidzimy, niektórych podziwiamy, kilku zawiścimy. Często psioczyłam na podziały blogowe, z czego dzisiaj się śmieję, bo przecież to nie mój interes. Nie sprawia mi już zatem przykrości bycie blogową outsiderką, co więcej, jest mi z tym bardzo dobrze.

Bój się bloga? Ależ skąd!



zdjęcie- www.webna.ir
Obsługiwane przez usługę Blogger.