25-ty listopad, gdy umiera nadzieja...

by 25 listopada
  Jest taki Dzień, który nie powinien być obchodzony. Jest taki Dzień, który osobom go "świętującym" przysparza jedynie cierpień. Jest taki Dzień, kiedy zastanawiam się, jak to jest z tym rodzajem męskim i dochodzę do wniosku, że nie każdy mężczyzna zasługuje na to miano. To Międzynarodowy Dzień Walki z Przemocą wobec Kobiet, jeden z najsmutniejszych dni w roku. We Włoszech problem przemocy jest naprawdę poważny i tylko w 2016 roku odnotowano 107 przypadków zabójstw kobiet, a rok jeszcze się nie skończył. Zjawisko to nazywa się "femminicidio" (kobietobójstwo) i nie zanosi się na to, by mogło być powstrzymane. Mężczyźni, uważający kobiety za swoją własność, nie mogą się pogodzić z ich odejściem, więc je mordują. Bez krzty litości i z zimną krwią, w myśl zasady- nie jesteś już moja, ale nikt inny też cię nie dotknie.

  22-letnia Sara została spalona żywcem przez byłego chłopaka. Zatrzymał ją, kiedy wracała autem do domu, przywiązał do siedzenia, a następnie oblał denaturatem i podpalił. Później wrócił jak gdyby nigdy nic do pracy, gdzie próbował stworzyć sobie alibi. Kiedy go złapano, opowiedział z przerażającą wręcz obojętnością, jak zamordował Sarę i przyznał, że motywem zbrodni była zazdrość. Nie potrafił znieść, że Sara z nim zerwała i związała się z kimś innym. Dlatego właśnie ją zabił. 

  24-letnia stewardessa Mariana padła ofiarą byłego męża, który zamordował ją, strzelając do niej z bliskiej odległości. Mariana poznała męża w Niemczech, gdzie pracowała i po trzech latach związku postanowiła od niego odejść. Wróciła do Włoch, zamieszkała z rodzicami i pragnęła ułożyć sobie życie na nowo, lecz eks mąż jej na to nie pozwolił. Powodem zabójstwa również była chorobliwa i obsesyjna zazdrość mężczyzny. 

  38-letnią Carlę zaatakował po kłótni narzeczony. Wyjął zapalniczkę, podpalił Carlę na ulicy i uciekł z miejsca zdarzenia. Dziewczynę znalazł sąsiad, który zadzwonił po pomoc i dzięki szybkiej interwencji lekarzy udało się uratować Carlę wraz z jej córeczką. Carla była bowiem w ósmym miesiącu ciąży, lecz nie przeszkodziło to jej oprawcy, nota bene ojcu dziecka, w dokonaniu zbrodni. Carla została matką w dramatycznych okolicznościach, a córeczkę mogła zobaczyć dopiero kilka miesięcy po porodzie. Partner Carli nie poczuwał się absolutnie do winy, a nawet przyznał się do tego, że planował ją zabić wcześniej, potrącając autem na pasach. Rozmyślił się jednak i "zafundował" jej "tylko" podpalenie, nie miało ono wszakże na celu morderstwa, a zastraszenie. Cóż za szlachetna postawa! Mężczyzna został skazany na 18 lat więzienia. Jedynie 18 lat. Carla, przepiękna dziewczyna, do końca życia będzie już okaleczona. 


  Takich przykładów są tysiące. Każda z ofiar zostawiła niezapisane stronice w swej życiowej książce, każda z ofiar opuściła osoby, które kochała, każda z ofiar nie miała możliwości obrony. Każda z ofiar została zamordowana w imię chorej miłości...

  Femminicidio się nie skończy, gdyż kary dla oprawców są tak niskie, że aż śmieszne. Przemoc wobec kobiet będzie się rozszerzać, ponieważ istnieją osoby rozgrzeszające katów. "Mój syn zabił, ale nie jest potworem, nie oceniajcie go tak łatwo"- te słowa słyszy się niejednokrotnie i tym bardziej one bolą, bo padają z ust innych kobiet. Matczyna miłość bywa bardzo ślepa, niemniej usprawiedliwianie zabójstwa jest niewybaczalne i jest policzkiem dla rodzin ofiar. 

  Przemoc ma różne oblicza. Drogie kobiety, nie wierzcie mężczyznom, którzy Was biją, a potem mówią, że to był ostatni raz, po czym błagają o wybaczenie. Miłość nie stosuje pięści, pamiętajcie o tym. Nie słuchajcie ich, gdy zabraniają Wam założyć mini, nie gódźcie się na zamykanie w domu. Nie dajcie się zastraszyć, nie bądźcie bierne i odważcie się uciec od domowych tyranów. Oni się nie zmienią, a jeśli tak, to tylko na gorsze. Oni nie pozwolą Wam odejść, nie łudźcie się. To Wasze życie i jest ono wyłącznie w Waszych rękach, partnerstwo zaś oznacza równość, a nie dominację agresywnych maczo. Wiedzcie o tym, że żaden mężczyzna nie jest wart tego, aby przez niego cierpieć, zwłaszcza wtedy, gdy się kocha. Nie bójcie się zgłosić dzisiaj po pomoc, bo jutra może już nie być...
  

czerwone szpilki, symbolizujące ofiary femminicidia

Drżący&Kabanos na tropie pewnej blogerki

by 02 listopada
Słynny projektant Dobrosław Drżący nie miał zbyt dobrego humoru, a właściwie mówiąc to nie miał go wcale. Jego ostatnia kolekcja okazała się klapą i zalegała sklepowe półki, gdyż nawet pies z kulawą nogą się nią nie interesował. Szefowa "Woka" Anna Wilczur ostentacyjnie olewała Drżącego i nie odbierała od niego telefonów, muza stylisty Heidi Plum Plum nie zamierzała z nim więcej współpracować, a jego wspólnik i były życiowy partner Szczepan Kabanos bardziej zajmował się nowym kochankiem, niż upadkiem firmy. Nic więc dziwnego, że Drżący z coraz większą grozą spoglądał w przyszłość i desperacko szukał rozwiązania, które pomogłoby mu wyjść z impasu i być znowu na topie. Na domiar złego długi rosły, a projektant, przyzwyczajony przecież do wygód wszelakich, nie mógł tak po prostu z nich zrezygnować. "Luksusowe życie to ogromny stres"- wspominał w myślach święte słowa kultowej modelki Renulki. "Muszę coś zrobić z tym fantem, inaczej czekają mnie autobusy i bratanie się z plebsem, a to poniżej mojej godności".

Tak rozważając, Drżący postanowił zacząć działać. Włączył przeglądarkę, wpisał hasło "moda na szczycie", poczekał na rezultaty i... aż otworzył usta ze zdziwienia. Na ekranie bowiem pojawiła się kolekcja-marzenie, dopracowana w każdym szczególe i stary wyjadacz Drżący od razu poznał, że ma ona wielki potencjał. "To niesamowite"- dumał- "właśnie coś takiego jest mi teraz potrzebne"! Spojrzał przy tym na adres strony, przeczytał słowo "blog" i zadumał się po raz kolejny. Nic mu nie przychodziło do głowy, jako że blogosfera była dla niego czymś nieznanym, tak samo jak autorka tej wspaniałej kolekcji. "Katarzyna Targosz, Matka na Szczycie"- mruczał pod nosem, wyraźnie zaintrygowany- "Nie wiem, kim jesteś, ale masz kobieto talent, choć tego akurat mówić ci nie zamierzam". Szybko zadzwonił do Kabanosa, ściągnął go do siebie i obaj powzięli niecny plan przywłaszczenia sobie ubrań wykonanych przez Katarzynę Targosz. "Jestem przekonany, że się nie pokapuje"- drwił cynicznie Drżący- "mieszka na prowincji, tworzy jakieś blagi i nie ma pojęcia, czym jest wielki świat. Nie dowie się o naszej pożyczce, bo i tak na pewno nie czyta prasy" I Drżący wraz z Kabanosem bez skrupułów splagiatowali kolekcję Matki na Szczycie, nie spodziewając się nawet, komu tak naprawdę się narazili. 

Tymczasem autorka, która wiodła spokojny żywot w polskich górach, faktycznie nie była świadoma kradzieży, jakiej dopuściła się para projektantów. Pisała swoją następną powieść i nie śledziła ostatnich trendów w modzie, a duet Drżący&Kabanos nigdy nie należał do jej ulubieńców. Tak się jednak złożyło, że dostała zaproszenie na najnowszy pokaz projektantów, ponieważ jej dobra znajoma, dziennikarka Katarzyna Przemyt, podarowała jej wejściówki na to wydarzenie. Matka na Szczycie wybrała się więc na rewię mody razem z przyjaciółką- Gosią Jurną, znaną w internetach jako Antyglobalistka i obie doznały niemałego wstrząsu, gdy zobaczyły "metody" pracy Drżącego i Kabanosa. "Nie ujdzie im to na sucho"- zagrzmiała Antyglobalistka- "Nie wiedzą, dranie, komu podpadli"! Katarzyna Targosz, zszokowana zaistniałą sytuacją, przysięgła zemstę złodziejom jej kolekcji. "Już mnie popamięta ta para pseudo- stylistów"- wkurzała się utalentowana autorka. I jak pomyślała, tak zrobiła.

Na początku Matka na Szczycie chciała rozwiązać sprawę polubownie, czyli zmusić stylistów do przeprosin i rekompensaty za poniesione straty, lecz Drżący i Kabanos mieli gdzieś jej prośby. Nie odpowiadali na jej wiadomości, nie odbierali telefonów i żeby ją przestraszyć, próbowali włamać się na jej fejsbukowe konto. Skradziona kolekcja cieszyła się niesamowitym powodzeniem, a jej kulminacją miał być pokaz w stolycy, gdzie zdesperowana Katarzyna zamierzała się udać. Znowu miała jej towarzyszyć Antyglobalistka, która wspierała Matkę na Szczycie z całych sił, a w dodatku okazała się kopalnią pomysłów. Przygotowała transparent szykanujący projektantów i gdy Katarzyna Targosz zobaczyła Gosię wymachującą flagą, wpadła w doskonały humor.

Lepsze pączki i precelki
Niż śmierdzące frankfuterki!

"Nie znalazłam rymu do kabanosa"- tłumaczyła Antyglobalistka, po czym niechcący rąbnęła transparentem przechodzącego obok Dobrosława Drżącego. Projektant nie zdążył zaprotestować, bo właśnie ujrzał Katarzynę Przemyt wraz z grupką kobiet wykrzykujących:

Zamiast wcinać kabanosy
Wolę iść na sianokosy!

Szczepanowi Kabanosowi nie udało się uciszyć wrzeszczącego tłumu, a Drżący w myślach poprzysiągł zemstę "roszczeniowym babskom". Nie mógł jednak wyprosić ich z pokazu i robił dobrą minę do złej gry, widząc Matkę na Szczycie siedzącą w pierwszym rzędzie i oklaskującą "jego" wybitne dzieła. Kiedy zaś zobaczył, że przysiadł się do niej sam Don Koralone, natychmiast do niego podszedł i zaprosił go na scenę. 

-Drodzy państwo- przemówił- mam zaszczyt przedstawić naszego honorowego gościa, wielkiego znawcę mody i konesera piękna, niepospolitego człowieka i mojego osobistego przyjaciela"'! Wprost z Neapolu, specjalnie na nasz pokaz, przyjechał nie kto inny, jak Don Koralone!

W tym momencie Don Koralone szepnął coś do ucha styliście. Drżący, gdy usłyszał, co groźny mafioso miał mu do przekazania, przełknął ze strachu ślinę i zadrżał z przerażenia. Szczepan Kabanos też miał nietęgą minę, a publiczność obecna na pokazie domagała się powtórzenia słów Koralone. Projektanci nie mieli wyjścia i musieli oznajmić wszem wobec, iż zapożyczyli sobie projekty od obecnej na widowni Matki na Szczycie, która błyskawicznie została otoczona wianuszkiem fanów. 

-Nasze rachunki zostały wyrównane- uśmiechnął się do niej Don Koralone- znowu możemy walczyć po dwóch stronach barykady.

I wyszedł z pokazu, a Matka na Szczycie zastanawiała się, co takiego kombinuje Ojciec Chrzestny włoskiego podziemia. Antyglobalistka i Katarzyna Przemyt natomiast zostały wyróżnione prestiżowym tytułem Weganek Roku, mimo że wcale wegankami nie były. Ich hasła tak podziałały na wyobraźnię wegańskiego jury, że zdecydowano się je nagrodzić. 


Ciąg dalszy być może kiedyś nastąpi. Wszelkie podobieństwa nieprzypadkowe i zamierzone. 

Wpis dedykuję dzisiejszej solenizantce, dzięki której czasem dopada mnie natchnienie. Jeszcze raz wszystkiego najlepszego, droga Kasiu!

Takich pięknych zdjęć to ja nie robię, autorka www.matkanaszczycie.pl








Obsługiwane przez usługę Blogger.