To nie jest kraj dla zwykłych Włochów

  Kwestia uchodźców budzi skrajne emocje nie tylko w Polsce. W Italii też, chociaż Włosi mają podstawy do tego, aby mieć pretensje do rządu. U nas się tylko mówi, u nich natomiast się dzieje i to dzieje się na całego. Włosi nigdy nie byli rasistami i nazywanie ich tak jest zwyczajnym przegięciem, niemniej stało się- mają oni dość nielegalnych imigrantów. I jeśli coś się w tej sprawie nie zmieni, za niedługo będziemy świadkami rewolucji. A nastroje są jakie są, gdyż rząd leci w kulki i zmusza ludzi do przyjmowania coraz większej ilości uchodźców. Problem w tym, że tacy z nich uchodźcy jak ze mnie diva. To imigranci ekonomiczni, którzy przypływają tutaj, bo szerzy im się propagandę, że w Italii dostaną wszystko gratis. No i dostają, a Włosi zostają- na lodzie.

  W tym roku do Włoch przybyło drogą morską około 175 tysięcy osób i tylko 10 procent z nich to uchodźcy. Reszta to imigranci ekonomiczni, a kraje ich pochodzenia nie toczą żadnych wojen, nie ma w nich nawet skrajnej biedy. Młodzi mężczyźni (kobiet i dzieci jest niewiele) żeby wejść na pokład barki, która zawiezie ich do Italii, muszą zapłacić niemałą kwotę (waha się ona od 10-ciu do 15 tysięcy euro). Ktoś więc na tym interesie nieźle zarabia, a rząd wspiera ten przestępczy proceder. Wiecie, że kobiety przyjeżdżające do Włoch, żeby spłacić dług, lądują później na ulicy (dla mniej kumatych- zmuszane są do prostytucji)? Na pewno nie wiecie, bo nikt o tym głośno nie mówi, tak samo jak o tym, że nielegalna imigracja to niebotyczny, liczony w miliardach euro, biznes.

  Włosi to naród opuszczony przez własny rząd. Drobni przedsiębiorcy, którzy są przecież siłą napędową Italii, zostają obłożeni coraz większymi podatkami i w związku z tym muszą zamykać interesy, a niektórzy z nich lądują na ulicy. Mieszkają w samochodach, ich domy idą pod młotek za śmieszne pieniądze i nikt nie pochyla się nad ich cierpieniem (odnotowano już kilka przypadków samobójstw). Nielegalnych zaś imigrantów kwateruje się w hotelach lub ośrodkach, gdzie zbijają bąki, lecz według nich to i tak za mało. Protestują, wyzywają Włochów od najgorszych, domagają się smartfonów oraz afrykańskiego jedzenia, ponieważ włoski makaron jest niedobry. Czy tak zachowują się ludzie uciekający przed wojną i głodem? Ich roszczeniowa postawa razi zwykłych obywateli, zmagających się na co dzień z biedą i bezrobociem. Włochom w potrzebie nikt nie daje nic za darmo, ani nie umieszcza w hotelach. Muszą sobie radzić sami.

  Tak, wiem, biedniejszym trzeba pomagać, jednak w sytuacji, gdy rząd przestał się przejmować społeczeństwem i zamiast tego zajął się fałszywymi uchodźcami, ta pomoc powoli odbija się czkawką. Imigranci są transportowani na półwysep, a potem rozrzucani po całym kraju, oczywiście z daleka od willi włoskich notabli. Kiedy padł pomysł, by około 30 imigrantów zasiedlić obok nadmorskich daczy polityków, od razu padł on śmiercią naturalną, bowiem w okolicy nie było godnych warunków do przystosowania gości (akurat). Tymczasem gdy rzecz dotyczy normalnych Włochów, nikt nie ma skrupułów i umieszcza imigrantów w ich sąsiedztwie, rzecz jasna bez pytania. Wyobraźcie sobie, że do bloku, w którym mieszkacie nagle przybywa 50 młodych mężczyzn. Wyobraźcie sobie, że ceny Waszych mieszkań spadają przez to na łeb na szyję. Wyobraźcie sobie, że nie macie nic do gadania i nikogo nie obchodzi, że w kamienicy mieszka więcej imigrantów niż Was samych. Wyobraźcie sobie, że ludzie, których zaprosiliście do domu, zaczynają w nim rządzić, a Wy musicie siedzieć cicho. A teraz postawcie się na miejscu Włochów. Nadal się dziwicie, że się wkurzają? Gdyby w moim sąsiedztwie znienacka zamieszkałoby kilkadziesiąt młodych facetów, o których nic nie wiadomo, również nie skakałybym z radości. I gdzie w tym rasizm?

  Właśnie, rasizm... Trochę zapędziliśmy się w kozi róg z tym rasizmem. To słowo jest nadużywane i nadinterpretowane, jako że niechęć do imigrantów nie jest spodowodowana ich kolorem skóry, czy wyznaniem. Łatwo jednak oskarżyć człowieka o poglądy rasistowskie, zwłaszcza gdy na problem imigrantów spogląda się z Polski, gdzie uchodźców jest niewiele. Włosi mają po dziurki w nosie tłumaczenia wszem wobec, że nie są wielbłądami, bo nimi nie są, tak samo ja nie jestem, ani mój mąż, sąsiedzi, rodzina męża, pani w mięsnym i mogłabym tak wyliczać do znudzenia. Uważam, że należy pomagać, ale trzeba to robić z głową, a nie tracić nad tym kontroli. Prawdziwe ofiary głodu i wojny nigdy tu nie przyjadą, gdyż są na to za słabe, a przypływają tu najsprytniejsi. Na dobrą sprawę nie wiemy, kim są, ponieważ nie mają przy sobie żadnych dokumentów. Może to groźni przestępcy uciekający przed wyrokiem sprawiedliwości? A może niektórzy z nich to potencjalni terroryści chcący zrobić wielkie kuku (potwierdził to zresztą włoski Minister Spraw Wewnętrznych Angelino Alfano)? Odnoszę wrażenie, że Italia to trochę taki Koń Trojański dzisiejszej Europy. Oby rząd się przebudził, zanim będzie za późno.













Obsługiwane przez usługę Blogger.