A to Włochy właśnie!

  Lubię odczarowywać Italię. Niejednokrotnie wspominałam, iż to najpiękniejszy kraj na świecie i zdania nie zmienię, co nie znaczy, że jest tu idealnie. We Włoszech naprawdę bardzo łatwo jest się zakochać, zwłaszcza gdy widzi się je z perspektywy turysty, bądź obserwatora stron pokazujących jedynie jasne oblicze Italii. Darzę włoską ziemię głębokim uczuciem, choć jest to miłość z kategorii szorstkich. Trochę wyświechtana, nieco przygaszona, mocno nadwątlona, ale zawsze prawdziwa. Nie można nie kochać Italii, nie da się jej podziwać i kto był tu raz, musi kiedyś wrócić. W dzisiejszym wpisie chciałabym Wam przedstawić ciemniejsze strony Włoch, o których rzadko się mówi, jednak istnieją i nie ma ich co zamiatać pod dywan:

-We Włoszech panuje bieda. To żadna ściema, kraj jest coraz biedniejszy. Ekonomia kuleje, dług publiczny wzrasta, brakuje perspektyw, a emerytury są śmiesznie niskie. Kilka milionów Włochów żyje na pograniczu ubóstwa, a rząd udaje, że tego nie widzi. Przyczyną kryzysu w Italii jest euro, którego pojawienie się podwoiło wydatki i wzrost cen, a pomniejszyło pensje. Były premier Włoch, Romano Prodi, wielki entuzjasta wprowadzenia euro, zapowiadał, że kiedy nowa moneta wejdzie w obieg, "będzie się pracować jeden dzień mniej, a zarabiać tyle, jakby pracowało się o jeden dzień więcej", tymczasem jest na odwrót. 

-We Włoszech jest duże bezrobocie, zwłaszcza wśród młodych ludzi, którzy muszą emigrować, aby znaleźć zajęcie. Nic nie daje skończenie studiów, wysokie kwalifikacje, bo pracy nie ma, a jeśli już jest, to tylko dla wybranych (czytaj protegowanych). Niedawno włoski Minister Pracy, Giuliano Poletti stał się obiektem medialnej (i słusznej) krytyki, ponieważ zminimalizował problem emigracji młodych ludzi, stwierdzając z typową bezczelnością, charakteryzującą polityków, że przynajmniej nie będą mu się pałętać pod nogami. W kontekście bezrobocia i desperacji społeczeństwa, takie słowa są zwyczajnie niedopuszczalne. Poletti zdał sobie sprawę z tego, że przesadził, więc przeprosił, lecz ze stanowiska nie ustąpił. 

-We Włoszech nie ma waloryzacji rent i emerytur. Nieważne, że z roku na rok jedzenie drożeje, rachunki tak samo, gdyż emerytura, jaka była, taka będzie aż do usranej śmierci. Nie ma podnoszenia kwot, ba, nikt tu o tym zjawisku nigdy nie słyszał. Skoro emerytury pozostają niezmienione, nie powinno się też zawyżać opłat, to jasne jak słońce. Narzekacie na nasz rząd? Popatrzcie, co wyrabia włoski.

-We Włoszech przyrost naturalny jest najniższy w Europie. Włosi się starzeją, Włoszki nie rodzą dzieci, a socjolodzy biją na alarm. Jak jednak myśleć o powiększeniu rodziny, kiedy nie ma się stałej pracy i miejsca pobytu? Przywykło się śmiać z Włochów, że to maminsynki, bo mieszkają z matkami przez całe życie. Niektórzy być może robią to z wygody, ale większość jest po prostu do tego zmuszona. Pracy brak, mieszkania są hiper drogie, gdzie zatem robić te dzieci i jak je utrzymać? Gdyby rząd chociaż trochę pieniędzy przeznaczył na politykę prorodzinną, zamiast wyrzucać kasę w błoto, na pewno wiele by się zmieniło.

-We Włoszech "klasa" rządzaca jest oderwana od rzeczywistości. Włoscy politycy żyją w jakimś paralelnym świecie, gdzie wszyscy są bogaci, szczęśliwi i zdrowi, a problemy społeczne to wymysł roszczeniowych obywateli. Polityczna kasta opływa w luksusy i za nic ma społeczeństwo, które domaga się pójścia do urn. We Włoszech o wybory ciężko, bowiem politycy partii rządzącej boją się ich jak diabeł święconej wody. Włoski naród nie wybiera prezydenta- tym zajmuje się parlament, nie mający ostatnio dobrej ręki do głów państwa. Moim faworytem wśród polityków jest niejaki Gianfranco Librandi, poseł nie mający pojęcia o tym, co dzieje się w kraju. Według niego w Italii prawie nie ma przestępstwa, uchodźcy to biedni chrześcijanie, a sami Włosi to tchórze, trzęsący portkami przed imigrantami. Nie można być wrogiem własnej populacji, a włoski rząd tak się zachowuje. 

  Ażeby poznać dobrze Włochy, trzeba w nich zamieszkać. Od ponad pięciu lat odkrywam Italię i nie zawsze podoba mi się to, co widzę. Nie wszystko złoto, co się świeci, a moja emigracja to potwierdzenie starej, dobrej prawdy, że najlepiej jest tam, gdzie nas nie ma. I tego się trzymajmy.





zdjęcie- Roamler Blog

Obsługiwane przez usługę Blogger.