To cholerne Sanremo!

  Kiedy we Włoszech zaczyna się luty, warto spakować manatki i udać się na urlop za granicą, najlepiej tam, gdzie brak dostępu do telewizji satelitarnej, prasy i internetu (czyli w zasadzie donikąd). W lutym bowiem święci triumfy najsłynniejszy festiwal włoskiej piosenki, który przeciętnego Włocha przyprawia o ból głowy, a swoje niezadowolenie objawia jeszcze większą gestykulacją niż zazwyczaj.

  Festiwal w Sanremo, bo o nim rzecz jasna mowa, jest swoistym paradoksem na firmamencie włoskiej rozrywki, ponieważ nikt go nie ogląda, każdy na niego narzeka i uważa za zwyczajny kicz, ale jakimś cudem telewizja publiczna RAI zarabia na nim grube miliony, a wieczory z Sanremo biją wszelkie rekordy popularności. W tym roku jednak może być inaczej, jako że na festiwalu zabraknie modelek (czy innej maści celebrytek), które były urodziwym dodatkiem do prowadzącego show i kiedy pojawiały się na scenie, słupki oglądalności wędrowały wysoko do góry. Na kogo więc teraz będą patrzeć, znani z dobrego smaku i podziwu dla pięknych kobiet, Włosi? Przecież to nie o muzykę chodzi w Sanremo, a przynajmniej nie tylko o nią.

  Sanremo to wyjątkowe widowisko i wszystko w festiwalu jest zaplanowane i dopięte na ostatni guzik. W Sanremo nie ma przypadków, byle kogo tam nie zapraszają, a prowadzenie show jest marzeniem niejednego prezentera. Od kilku edycji gospodarzem produkcji jest Carlo Conti, za którym osobiście nie przepadam, ale kto by się tam pytał mnie o zdanie. Conti to bez wątpienia brylantowa postać włoskiej telewizji, lecz na mój gust jest zbyt poprawny, brakuje mu błysku w oku, niemniej doskonale odzwierciedla on sztywną formę konkursu i zatrudnienie go w roli prowadzącego było strzałem w dziesiątkę. Conti wpasował się w Sanremo niczym w dobrze skrojony garnitur i jestem przekonana, że to nie jego ostatni festiwal.

  Tradycją show są hollywoodzkie gwiazdy, które pojawiają się w Sanremo, by udzielić wywiadu na temat włoskiej muzyki i Włoch ogólnie, za co inkasują niemałą kwotę (rok temu Nicole Kidman za kilkanaście minut rozmowy zarobiła 300 tysięcy euro). I właśnie wydawane lekką ręką pieniądze podatników powodują u tychże niemałą wściekłość, gdyż w niełatwych czasach kryzysu niebotyczne stawki dla prowadzących i gości uznawane są za niemoralne. Niektórzy uważają, iż prestiż festiwalu jest tak duży, że artyści powinni występować w nim za darmo, ale gdyby tak miało być, to pies z kulawą nogą by do Sanremo nie zawitał. Koszty są niemałe, to prawda, za to zyski okazują się ogromne, a o to chyba w głównym rozrachunku chodzi. Dopóki więc dobrze zapłacą, dopóty będą przyjeżdżać wielkie gwiazdy (najświeższa to Keanu Reeves).

  Pierwszoplanową rolę w Sanremo odgrywa oczywiście muzyka, która w wydaniu konkursowym z roku na rok jest coraz bardziej anonimowa. Gdzie się podziały czasy, gdy cały świat śpiewał wraz z Sanremo "Nel blu dipinto di blu" (słynne Volare Domenico Modugno), czy "Ci sara" Al Bano i Rominy Power? Przeboje ostatnich lat wlatują mi jednym uchem, a wylatują drugim i jedynym wykonawcą, jakiego byłam w stanie zapamiętać, to Marco Mengoni i jego boski utwór "L'essenziale". Moja opinia jest subiektywna, co nie zmienia faktu, iż prawdziwych artystów można szukać ze świecą w ręku nawet w Sanremo.

  Mnie festiwal ani ziębi, ani grzeje, chociaż zdarza mi się go obejrzeć, ku utrapieniu męża, który jest zagorzałym przeciwnikiem Sanremo. Kiedy nadchodzi luty i pojawiają się zapowiedzi show, zaczyna marudzić i rozwodzić się nad tym, po co ten badziewny konkurs w ogóle istnieje. Nie rozumie, czemu artystom się tyle płaci, dlaczego w Sanremo potrzebny jest prowadzący (jego zdaniem lepsza byłaby w tej roli koza- na pewno okazałaby się o wiele zabawniejsza i przede wszystkim tańsza), a ludziom pusta rozrywka dla mas. Opinia mojego męża wydaje się być spójna z poglądami jego rodaków, bezlitośnie piętnujących Sanremo (widać to zwłaszcza na forach internetowych). Jak to więc możliwe, że tak krytykowany festiwal jest jednocześnie przez Włochów kochany miłością absolutną? Trzeba poznać ich dwoistą naturę, by pojąć ten fenomen. Tymczasem "to cholerne Sanremo" (copyright by mąż) już za niedługo. Udanego nucenia!





  zdjęcie- www.sussidiario.net

Obsługiwane przez usługę Blogger.