Jeszcze Polka, czy już Włoszka?

  -"Ale się z niej zrobiła wielka pani Włoszka"- usłyszałam podczas mojego ostatniego pobytu w Polsce i wcale się na to stwierdzenie nie obraziłam (wręcz przeciwnie, nieźle się uśmiałam). Nie kreuję się na żadną Włoszkę, bycie Polką jest dla mnie powodem do dumy i zawsze z podniesionym czołem podkreślam, skąd pochodzę. Nigdy nie przyszłoby mi do głowy, żeby wstydzić się pochodzenia, bo to jest małostkowe i po prostu śmieszne. Urodziłam się Polką i tak już zostanie, nawet gdyby tysiące osób miałoby mi zarzucać "zmakaronizowanie"się. Rozumiem to, ponieważ czas spędzony na obczyźnie działa na niekorzyść mojej polskości, co nie znaczy, że pewne rzeczy robię świadomie. Na włoskiej ziemi łatwo bowiem o nowe zwyczaje, takie jak:

-Akcent. Podobno zaczęłam przeciągać litery i słychać w mojej mowie charakterystyczny włoski akcent. Może i tak, temu nie zaprzeczam, aczkolwiek sama nic podobnego nie słyszę. Wydaje mi się, że mówię normalnie, kiedy rozmawiam po polsku i nie uważam, bym przeciągała. Jeśli tak jednak się stało, to nie było to specjalne zagranie. Włoski akcent sam wkradł się do mojej mowy i zapewne już z niej nie wyleci, choćbym i poszła na "polskoakcentową" terapię.

-Wtrącanie włoskich słówek do polskich zdań. Mam z tym problem, przyznaję, zwłaszcza gdy mówię po polsku do Gai. Słyszę język włoski cały dzień, otaczają mnie tylko Włosi, zatem to naturalne, że włoskie wyrazy weszły do mojego polskiego słownictwa. Nie lubię tego i z tym walczę, ale na razie jestem na straconej pozycji. Moje makaronizmy nie mają na celu popisywania się, że znam język obcy, gdyż według mnie nie jest to jakiś spektakularny wyczyn. Teraz większość ludzi potrafi się porozumieć w innym języku, niż ojczysty i nie jest to nic niezwykłego. Gdybym znała ich dziesięć, być może zadzierałabym nosa, a tak nie ma się z czym obnosić.

-Gestykulacja. Jedną z cech wyróżniających Włochów jest nadmiernie stosowana przez nich gestykulacja, której używają praktycznie od narodzin (jestem pewna, że uczą się tego już w łonie matki). Osobiście bardzo mi się podoba rozmawianie rękami, chociaż na początku dosyć śmieszył mnie ten zwyczaj. Po kilku latach przyłapałam się jednak na tym, że i ja podczas rozmowy zaczęłam używać rąk, w końcu nie muszą one służyć jedynie do jedzenia, bądź mycia się. Ostatnio dyskutując o czymś zawzięcie z mężem tak się zagalopowałam, że gestykulując, uderzyłam go niechcący pięścią w twarz. "Prawdziwy Włoch potrafi to kontrolować"- stwierdził rozeźlony mąż, po czym poszedł sobie zrobić mocnej herbaty.

-Swoboda obyczajów. O Włochach można powiedzieć sporo, ale na pewno nie to, że są drętwi. To wyluzowany naród i jeśli się tutaj mieszka, trzeba się do nich dostosować. Na początku dziwiło mnie przechodzenie na "ty" po minucie rozmowy i nawet byłam tym trochę zniesmaczona, lecz zmieniłam zdanie, gdy poznałam szczerą naturę Włochów. Zwrotów per "pani" również się używa, jednak robi się to w sytuacjach formalnych, typu załatwiając sprawę w urzędzie. A tak i w przedszkolu Gai nauczycielki mówią do mnie po imieniu, a dzieci "ciao" zamiast "dzień dobry". Nie razi mnie to wcale, bo się do tego przyzwyczaiłam. Kiedy zaś jestem w kraju, to zapominam, że mamy bardziej sztywne obyczaje i zdarza mi się olewać reguły dobrego wychowania. Stąd też ta "wielka pani Włoszka".

-Nieprzestrzeganie zasad. Włosi mają z tym problem, co widać przede wszystkim na ulicach włoskich miast. Niedawno stałam na pasach i czekałam na zielone światło, a po drugiej stronie pasów koczowało trzech policjantów oraz jeden starszy pan, który nic sobie nie robił z ich obecności i przeszedł na czerwonej sygnalizacji. Policjanci nawet nie drgnęli, tylko spokojnie rozmawiali dalej. Gdyby to zdarzyło się w Polsce, mężczyzna dostałby soczysty mandat. Dlatego się pilnuję, choć nie zawsze mi się to udaje, mimo że bardzo się staram.

-Oswajanie "curvy". Większość italofilów na pewno wie, że po włosku ta nasza krajowa, sławna wszędzie obelga, oznacza zakręt. Ot, zwykły, niczym się nie wyróżniający zakręt, lecz gdy Polacy słyszą Włochów mówiących co chwilę "curva", mają niezły ubaw. Ja w tej kwestii dałam ciała, ponieważ nie daję rady swobodnie mówić o włoskich zakrętach, ba, nawet wzdrygam się, pisząc to słowo. Egzamin o "zwłoszczenie" się oblałabym więc na poczekaniu, bo co to za Włoszka, która broni się przed własnym językiem? I w taki właśnie sposób moją polskość uratowała pospolita "curva". Kto by pomyślał, że może się aż tak przydać?



zdjęcie- www.comevendereallestero.it
Obsługiwane przez usługę Blogger.