Nie taki Włoch straszny, jak go (stereotypy) malują

  Kiedy ponad pięć lat temu zdecydowałam się na zamieszkanie w Italii, byłam przekonana, że o Włochach wiem wszystko i nic mnie już w związku z nimi nie zdziwi. Jakże się myliłam! Karmiłam się jedynie najbardziej potocznymi stereotypami, które w dużej mierze są krzywdzące i wcale nie oddają skomplikowanej skądinąd natury prawdziwego Włocha. Włosi są różni, tak samo jak różni jesteśmy my, Polacy, więc szufladkowanie ich nie ma najmniejszego sensu. Dlatego też chciałabym obalić kilka mitów dotyczących rodaków mojego męża i udowodnić, że wyobrażenia na ich temat bywają mocno przesadzone. To nieprawda, że:

-Każdy Włoch jest playboyem. Sztuka uwodzenia może i jest domeną południowców, ale szkopuł w tym, że nie wszystkich. Znam wielu Włochów, którzy nie są podrywaczami, nie ślinią się na widok kobiet i nie zalatują do nich z tekstami typu "ciao bella". Takie rzeczy tylko w filmach, natomiast na włoskich ulicach (przynajmniej tych genueńskich), niezmiernie rzadko się zdarzają.

-Każdy Włoch zdradza żonę. Tak się już utarło, że skoro facet pochodzi z kraju pizzy, to musi przyprawiać żonie rogi, w końcu Włosi mają to we krwi. A jeśli jeszcze nie zdradza, to za niedługo na pewno tak zrobi, albo już ma kochankę, lecz żona o niej nie wie. Wierny Włoch jest czymś w rodzaju mamuta i nie chodzi oczywiście o gabaryty, a fakt, że wyginął. Na szczęście zachowały się w przyrodzie oddane żonom egzemplarze.

-Każdy Włoch to maminsynek i mieszka z matką do 50-tego roku życia (bądź nawet jego kresu). Włosi mają szczególne uczucia do ich rodzicielek, nie oznacza to jednak, że bez mam nie potrafią funkcjonować. Niektórzy mieszkają z matką dla wygody, inni zaś nie mają innego wyjścia. Włoch na starcie wcale nie ma łatwo, bo nie dość, że musi stawić czoło wysokiemu bezrobociu, to jeszcze kosmicznym cenom za mieszkanie. W tej sytuacji jedynym rozwiązaniem jest pozostanie na bezpiecznym wikcie u mamusi. Słynne "maminsynstwo" Włochów jest przejaskrawione, aczkolwiek trzeba przyznać, iż mężczyzn słuchających matek jak wyroczni jest w Italii całkiem sporo. Figura matczyna jest bowiem niezastąpiona.

-Każdy Włoch jest zabójczo przystojny. Gdyby tak było, kobiety miałyby tu raj na ziemi, tymczasem dużo brakuje do tego Edenu. Nie zaprzeczam, że południowa uroda Włochów zawsze na mnie działała i niektórzy mężczyźni są tak piękni, że aż dech w piersiach zamiera, gdy się na nich patrzy, niemniej i przeciętniaków tu nie brakuje, co samo w sobie też nie jest złe. Wszak facet musi być zaledwie odrobinę przystojniejszy od diabła i pal sześć, że to Włoch.

-Włosi to śmierdzący lenie. Do tego stwierdzenia przyczyniło się określenie "praca po włosku", że niby Włosi pracują powoli, więc są mało wydajni, a co za tym idzie, zwyczajnie leniwi. Guzik prawda, taki jest ich styl życia i nie ma on nic wspólnego z tym, że się migają od obowiązków. Włosi żyją inaczej niż my, starają się jak najmniej stresować pracą, a rytuał w postaci siesty jest wpisany w ich rytm dnia. Rzecz jasna bywają wyjątki od tej przemiłej reguły i jest ich niestety coraz więcej.

-Włosi nie grzeszą inteligencją, bo skoro już są ładni, to nie mogą być mądrzy, tak dobrze to nie ma. Bzdura, taka sama jak ta, że wszyscy Polacy to złodzieje. Bycie bystrym (lub idiotą) nie zależy od narodowości, zatem zarzucanie Włochom niskiego IQ (z czym się kilka razy spotkałam) jest dosyć niedorzeczne. Wystarczy przypomnieć sobie nazwiska, które spłodziła Italia, by uzmysłowić sobie, że to kraj wybitnych twórców.

-Włosi uwielbiają blondynki. Zagalopowałam się. To nie stereotyp, Włosi naprawdę przepadają za blondynkami. Brutenki też są hołubione, ale że przeważają one na Półwyspie Apenińskim, nic dziwnego w tym, że jasny kolor włosów ma takie powodzenie. Nie doświadczyłam tego na własnej skórze, o czym piszę z pewną taką... zazdrością. No cóż, mogę się przefarbować, zabawić w "ryczącą czterdziestkę" i wyszaleć.

  Ażeby dobrze poznać dany kraj, trzeba w nim zamieszkać. Nie zostałam specjalistką od Włoch i Włochów, nie uważam się za znawczynię ich dusz, niemniej jakąś tam wiedzę posiadłam, czegoś się dowiedziałam i skonfrontowałam to z rzeczywistością. Wybrałam Włocha za towarzysza życia i dzięki niemu zrozumiałam, że jest jedna cecha, która łączy każdego italiano, a jest nią skłonność do egzaltacji i robienia z igły widły. Włoska umiejętność histeryzowania i wyolbrzymiania to nie legenda. Prawdziwy Włoch, nawet ten najmniej stereotypowy, zawsze będzie się wyróżniał jedynym i niepowtarzalnym "mamma mia", choćby i nic się nie stało. Włoch z krwi i kości z błahostki potrafi uczynić tragedię, w tym jego urok, siła i (mój) stres!


zdjęcie- speakitaliannow.altervista.org

Obsługiwane przez usługę Blogger.