Miłość, której nie było

W styczniu tego roku Włochami wstrząsnęła kolejna tragedia dotycząca przemocy wobec kobiet. Były narzeczony zaczaił się na dziewczynę pod domem, po czym oblał ją kwasem i uciekł jak zwykły tchórz. Dziewczyna przeżyła, chociaż kwas wypalił jej twarz i odebrał urodę, lecz nie pozbawił dumy i siły, dzięki której Gessica Notaro się nie poddała. Niedawno wyszła ze szpitala, a o swoim dramacie opowiedziała w popularnym programie telewizyjnym. Została potwornie skrzywdzona, ponieważ eks partner nie mógł się pogodzić z jej odejściem, więc postanowił ją ukarać. To obsesyjna zazdrość jest tym, co łączy wszystkich katów, zabijających czy okaleczających swe partnerki. Uważają je za własność i dlatego mordują lub ciężko ranią niewinne kobiety. Niektórzy sądzą, że robią to w imię chorej, ale jednak miłości, co według mnie jest piramidalną bzdurą. Bo facet stosujący agresję nie ma zielonego pojęcia, czym jest miłość.

Podziwiam Gessikę Notaro za to, iż potrafiła podnieść się z tragedii i pokazała światu okaleczoną twarz. W czasach, gdy wygląd jest na pierwszym miejscu i wszystko, co brzydsze, jest wyśmiewane, Gessica miała siłę, by wyjść do ludzi i z podniesionym czołem opowiedzieć o tym, co ją spotkało. Dziewczyna nie przestała żyć, ma plany i marzenia, które chce zrealizować i już to jest zwycięstwem nad jej oprawcą. Były ukochany czeka na wyrok w celi i przekonuje wszem wobec, że z atakiem nie ma nic współnego. Akurat. Dręczył Gessikę, nieustannie groził, miał zakaz zbliżania się do niej, ale to i tak nie pomogło, bo zrobił swoje. Pan i władca, kat i psychol w jednym, bezlitośnie zemścił się za to, że eks narzecona wybrała wolność. Opinia społeczna ma dość tego rodzaju przestępstw, nie chce już słyszeć o przypadkach znęcania się nad kobietami, lecz nic nie wskazuje na to, aby coś miało się zmienić. Czy facetom w Italii serio odbiło?

Nie ma znaczenia, że były Gessiki pochodzi z Wyspy Zielonego Przylądka, gdyż problem przemocy wobec kobiet jest niestety bardzo włoski. Wybujałe ego nie pozwala mężczyznom przyjąć z godnością porażki, za jaką mają odejście kobiet i jedyne słuszne wyjście według nich to "wymierzenie sprawiedliwości na własną rękę". Wpadają w szał i bez skrupułów zostają zabójcami, nie bacząc na to, że wyrok odbija się rykoszetem na dzieciach, które w jednej chwili tracą matki i ojców. Kiedy w listopadzie ubiegłego roku opublikowałam wpis na temat femminicidia (kobietobójstwa) byłam pewna, że wrócę do tej sprawy niejeden raz. I przeraża mnie własne myślenie, bowiem wynika z niego, że oswoiłam się ze zjawiskiem femminicidia, a tak nie powinno być. Końca dramatu nie widać i co chwilę mówi się o nowych morderstwach czy wyrafinowanych torturach. Oburza mnie to i jednocześnie zasmuca, jako że nikt, do jasnej cholery, nie może bawić się w Boga. Nawet włoscy maczo.

Dzieje się tak, bo kary są nieadekwatne do czynów. Za zabójstwa kobiet wyroki są śmiesznie niskie i urągają rodzinom ofiar. Sędziowie dopatrują się okoliczności łagodzących i skazują morderców na 20 lat, a ci wychodzą z więzienia o wiele szybciej za dobre sprawowanie. Dostają drugą szansę, społeczeństwo przyjmuje ich pod swój dach i układają sobie życie na nowo. Ich ofiary takiej możliwości nie mają. Łagodne wyroki powodują, że faceci czują się bezkarni i są panami sytuacji. Byłemu Gessiki grozi 20 lat. Tylko 20, choć dożywocie to dla niego za mało.

Historia Gessiki ma drugie dno, które w pewien sposób ukazuje, dlaczego przemoc wobec kobiet to niekończąca się włoska opowieść. Przeglądając fora po telewizyjnym występie dziewczyny natknęłam się na głosy broniące jej eks narzeczonego. Według niektórych durniów Gessica sama się prosiła o taki finał, ponieważ wzięła sobie agresywnego faceta, a przecież widziały gały co brały. To oczywiście nieprawda, jako że gdy pojawiły się pierwsze sygnały wybuchowego temperamentu Jorge'a, Gessika z nim zerwała i zrobiła wszystko, by trzymał się od niej z daleka. Kobiety nie są winne temu, że mężczyźni posuwają się do ekstremalnych gestów i takie płytkie myślenie jest usprawiedliwieniem niecnych postępków. Najbardziej uderzyły mnie słowa, których autorką była inna kobieta: "Dobra, rozumiem, swoje przecierpiała i jej współczuję, ale nie musi pokazywać twarzy w telewizji." Trzeba być naprawdę okrutnym, żeby tak napisać. Gessica nie ma się czego wstydzić, gdyż okaleczona twarz to nie jej wina. I choć ciężko pogodzić się z utratą urody, Gessica skupiła się na oczach, będących zwierciadłem jej pięknej duszy.



  zdjęcie- Affari Italiani
Obsługiwane przez usługę Blogger.