Stracone pokolenie

Michele nie wytrzymał. Targnął się na własne życie, bowiem wykończyła go desperacja. Zostawił pożegnalny list, w którym przeprosił rodziców i wyjaśnił im motywy swojego postępowania. Nie mógł więcej znieść położenia, w jakim się znalazł, więc zdecydował się na ekstremalny gest. Michele, bezradny trzydziestoletni Włoch popełnił samobójstwo, ponieważ nie miał pracy, a w związku z tym nadziei na lepsze jutro. To nie pierwszy taki przypadek w Italii, gdzie młody człowiek zabija się z powodu bezrobocia. Przypuszczam też, że nie ostatni, jako że na rynku pracy jest kryzys, zwłaszcza wśród młodych ludzi. Reprezentują oni stracone pokolenie, dźwigające na barkach ciężar fatalnej polityki kilkunastu ostatnich lat, która nic dobrego im nie zaoferowała.

Mówi się wiele na temat tego, że młodzi Włosi to wygodnisie i takie trochę niedorajdy życiowe, bo mieszkają z rodzicami do późnych lat, nie potrafią się usamodzielnić i stanąć na własnych nogach. Nie jest to zgodne z prawdą, gdyż nie mają oni po prostu innego wyjścia, jak być na garnuszku mamusi. Włoch po maturze czy studiach nie może przebierać w ofertach niczym w ulęgałkach, a rynek pracy nie stoi przed nim otworem, tylko jest zamknięty na siedem spustów. Zatrudnienie w Italii graniczy z cudem, a jeśli komuś się zdarzy znaleźć dobrą pracę, to chyba dzięki znajomościom i byciem, jak to się tutaj mówi "syneczkiem tatusia". Młodzi Włosi masowo emigrują, ponieważ perspektywy, które daje im kraj, są zwyczajnie marne. Rząd zaś nie robi z tym nic i nie zanosi się na to, by coś miało się zmienić, a jeśli już, to na gorsze.

Syn kolegi męża skończył z wyróżnieniem ciężki kierunek, jakim jest architektura. Wydawałoby się, że nie będzie miał żadnych kłopotów ze znalezieniem zajęcia, a jednak stało się inaczej. Odezwała się do niego firma zajmująca się konstrukcją statków (taka jest właśnie jego specjalizacja) i zaproponowała mu zatrudnienie na czas próbny wraz z pensją w wysokości trzystu euro miesięcznie. Ta stawka jest zgodna z prawem, albowiem każdy pracodawca musi zapewnić człowiekowi po studiach uposażenie od trzystu euro w górę. Nic więc dziwnego, że co sprytniejszy przedsiębiorca niedoświadczonemu adeptowi nigdy nie da więcej, niż to nędzne kilkaset euro. A na taką kwotę nikt o zdrowych zmysłach raczej się nie zgodzi. Trzysta euro we Włoszech nie wystarczy nawet na wynajem mieszkania, nie mówiąc już o reszcie. Jak zatem żyć?

To smutne, że tak piękny kraj jak Italia, zostawia bez opieki młodych ludzi i nie daje im możliwości wyboru. Szukają oni szczęścia poza granicami, bo we Włoszech nikt ich nie wspiera i nie walczy o ich lepsze jutro. Minister Pracy bagatelizuje problem bezrobocia i bezwstydnie śmieje się w twarz tym, którym powinien pomóc i wesprzeć w trudnych chwilach. Umowy śmieciowe to tutaj norma i coraz bardziej pogłębia się przepaść między bogatymi, a biednymi. Młodzi, będący przyszłością i filarem narodu, traktowani są po macoszemu i muszą sobie radzić sami. Nie wszyscy jednakże to potrafią, więc przegrywają z bezwzględnym systemem, mającym za nic ludzkie dramaty. Kto ma na sumieniu życie Michele? Bezrobocie odebrało mu wolność i odarło z godności. "Wytrzymałem, ile mogłem", napisał do rodziców. Oby jego śmierć czegoś nauczyła odpowiedzialnych za katastrofalną wręcz politykę pracy.


To nie jest kraj dla młodych ludzi-głosi napis.

zdjęcie- linkiesta.it
Obsługiwane przez usługę Blogger.