Włoskie dramaty w szpitalnych aktach

Włoską służbą zdrowia wstrząsają ostatnio skandale przyprawiające pacjentów o duży niepokój. Moja opinia na temat leczenia we Włoszech jest bardzo wysoka, dlatego ze zdumieniem przyjęłam wiadomość o kilku przypadkach nieprawidłowości, jakich dopuścili się pracownicy placówek zdrowotnych. Najnowsza afera związana jest z pielęgniarką, która nie zaszczepiła około pięciuset dzieci. Proceder ten odbywał się przez prawie pół roku i nikt przez ten czas się nie domyślił, że kobieta żadnych igieł nie wbijała. Dziwne, bo przecież dzieci płaczą, a szczepionki na ogół zostawiają ślad, tymczasem żaden z rodziców niczego nie zauważył. Pielęgniarka idzie w zaparte i twierdzi, że szczepiła dzieci, ale dowody wskazujące na jej przestępstwo są ponoć niepodważalne. Powstaje pytanie, co nią kierowało i czemu, u licha, tak późno to wykryto? Wściekli rodzice żądają wyjaśnień i interweniować w tej sprawie musiała Minister Zdrowia Beatrice Lorenzin.

Inny przypadek nadużycia władzy lekarskiej jeszcze bardziej zszokował opinię publiczną w Italii. Lekarz anestezjolog i pielęgniarka szpitala w jednej z włoskich miejscowości uśmiercali swoich pacjentów, bowiem kręciło ich bycie panami ludzkiego życia. Pan doktor czuł się Bogiem, a pielęgniarka, będąca po godzinach jego kochanką, towarzyszyła mu w licznych morderstwach, dokonywanych na chorych ludziach. Bezwględna para zabiła w ten sposób kilkadziesiąt osób i nie oszczędziła nawet męża i matki (!) okrutnej pielęgniarki. Gdyby nie anonimowy telefon na policję, pewnie do dzisiaj mordowaliby ludzi. Pielęgniarka chciała też pomóc zejść dzieciom z tego świata, lecz doktor, nadal posiadający ułamek sumienia, się temu sprzeciwił. Jedna z jego koleżanek po fachu wiedziała, czym się zajmuje, a mimo to siedziała cicho. Mogła uratować kilka osób, ale wolała milczeć i pozwalać działać diabelskiej parze. Na szczęście ktoś zawiadomił odpowiednie służby. Liczba ofiar pozostaje niejasna, a zwyrodnialcy czekają na proces.

To nie pierwsza sprawa pielęgniarki o psychopatycznych skłonnościach. Jakiś czas temu głośno było o pielęgniarce z piekła rodem, która dokumentowała swoje liczne morderstwa (mówi się o setce ofiar). Kobieta zabijała starszych pacjentów, po czym nad ich trupami robiła sobie selfie, gdzie zawsze wyglądała na cholernie z siebie zadowoloną. Kiedy ją przyłapano, nie przyznawała się do winy, tylko bez emocji tłumaczyła, że pomagała cierpiącym godnie odejść. Jej linia obrony nie przekonała sądu i pielęgniarka została skazana na dożywocie. Sąsiedzi kobiety zgodnie twierdzili, iż to niemożliwe, aby ta sympatyczna i zawsze uśmiechnięta pielęgniarka okazała się być seryjną morderczynią. W kontekście tych zbrodni historia doktora grającego w tenisa w godzinach pracy wydaje się błahostką. Osobiście nie mam nic do zarzucenia włoskiej służbie zdrowia i smutne jest, że znajdują się jednostki aspołeczne, które zamiast ratować ludzkie życia, je kończą.

Uśmiechnięta pielęgniarka, która robiła sobie selfie z ofiarami

zdjęcie- LaStampa
Obsługiwane przez usługę Blogger.