Chaos na włoskim pokładzie obywatelskim

Często mam wrażenie, że Italia to taki wielki kocioł, z którego paruje, bulgocze, by za chwilę zawrzało i wybuchło z iście włoską fantazją. Póki kocioł tylko gotuje, nic się nie dzieje i Włosi się nie burzą, lecz gdy uniesie się ogień, zaczyna być gorąco, a atmosfera robi się bardzo nerwowa. Któż może skutecznie podnosić ciśnienie Włochom, jak nie znienawidzeni przez nich politycy? Tym razem kocioł niemal eksplodował, a stało się tak za sprawą nowego prawa, które rząd stara się przegłosować, lecz nie spotkało się ono z uznaniem społeczeństwa. Chodzi o przyznawanie obywatelstwa osobom urodzononym w Italii, ale nie mających rodziców Włochów. Do tej pory otrzymywało się je po ukończeniu 18-go roku życia, zaś nowe prawo (ius soli - prawo ziemi) daje taką możliwość natychmiast po urodzeniu. I to się Włochom nie podoba (ponad 50% jest przeciwna), ponieważ większość uważa, że na włoskie obywatelstwo trzeba sobie zasłużyć. 

Włoska klasa średnia powoli zanika. Ludzie są coraz ubożsi, a przepaść między bogatymi i biednymi ciągle się pogłębia. Przedstawiciele elity (tzw. radical chic) są entuzjastami wprowadzenia ius soli, a ponadto nawołują do przyjmowania imigrantów, bowiem według nich są oni rozwiązaniem na dwa kluczowe problemy Włoch- niski przyrost społeczny i kryzys ekonomiczny. Nowe zasoby ludzke sprawią, że w Italii w końcu będą się rodzić dzieci, poza tym ich przybycie spowoduje, że Włosi dostaną w przyszłości swoje emerytury. Co prawda żaden ekspert nie potrafi odpowiedzieć na pytanie, jakim cudem nielegalni imigranci mogą zapewnić Włochom emerytury, natomiast na sugestie zainwestowania w politykę prorodzinną posłowie reagują nerwowym śmiechem. Z tego powodu ius soli przyczyniło się do pogorszenia już i tak niewesołych nastrojów społecznych. Znowu dba się tylko o przyjezdnych- krzyczą zmęczeni życiem Włosi. Gdyby partia rządząca poświęciła swym rodakom choć trochę uwagi, być może ich nastawienie do prawa ziemi nie byłoby tak negatywne. Tolerancyjne gadki radical chic dodają tylko oliwy do ognia, jako że decyzje rządu w nich nie uderzają.

Mam za sobą setki rozmów z Włochami, którzy mają dość sytuacji w kraju i podkreślają, że to nie jest ta sama Italia, co kiedyś. Widzę desperację ludzi, brak perspektyw i trudności wynikające z coraz wyższej stopy życiowej, za to prawie nie zauważam radości. Słynny optymizm Włochów powoli z nich wyparowuje, a kłopoty związane z bezrobociem i oczekiwaniem na zasłużoną emeryturę zdają się być kroplą, która przelała czarę goryczy. Sprawa ius soli nie spędza Włochom snu z powiek, niemniej jednak nie są zadowoleni z tego, by rozdawać obywatelstwo jak świeże bułeczki. Być Włochem nie znaczy urodzić się w Italii, ale się nim czuć, wyznawać wartości, jakie niesie ze sobą włoska konstytucja i przynależeć do społeczeństwa. Lepiej więc będzie, gdy urodzony we Włoszech cudzoziemiec poczeka do lat 18-tu i sam zdecyduje, czy zależy mu na obywatelstwie. Tak uważają zwykli Włosi, których można spotkać w sklepie mięsnym czy w barze, a nie uprzywilejowana część narodu, pouczająca rodaków z ekranów telewizora.

We Włoszech, wbrew pozorom, nie ma klimatu rasizmu. Nikt nie powie- nie chcę cię tu, bo jesteś czarny, żółty, nie jesteś Włochem, więc nie możesz tu mieszkać. Włosi szanują przybyszów zewsząd i znakomicie z nimi współżyją, a to, że mają po dziurki w nosie zjawiska nielegalnej imigracji, bynajmniej nie wynika z niechęci do innych nacji. Prawo ziemi nie jest bezpośrednio powiązane z imigrantami, lecz ich dotyczy, stąd właśnie sprzeciw wobec przyznania obywatelstwa urodzonym w Italii, a nie mającym włoskich rodziców. Zwolennicy ius soli wytaczają ciężkie boje i oskarżają Włochów o nieczułość wobec dzieci, jednak temat jest o wiele bardziej złożony. Łatwo powiedzieć, gorzej zrozumieć nastawienie narodu do zagadnienia tożsamości, zwłaszcza gdy na wszystko patrzy się z okna willi na strzeżonym osiedlu.

Włoski kocioł znowu wrze. Przyglądam się temu, co się dzieje, staram się zrozumieć obawy Włochów i mam cały czas nadzieję, że szczęście powróci na Półwysep Apeniński. Wiele razy powtarzałam, iż nie jestem ekspertką od Italii, ale mieszkanie tutaj daje mi ten przywilej, że potrafię wyczuć, co gryzie Włochów i jaki jest ich stan ducha. Mam włoskiego męża, jestem częścią jego wielkiej rodziny, żyję między Włochami, słucham tego, o czym mówią, a ich bolączki traktuję osobiście. Włosi mają duże serca i potrafią się dzielić, więc nie są przeciwni prawu ziemi z ksenofobicznych powodów, jak sugerują niektórzy. Nikt w ostatnich latach nie zrobił tyle dla imigrantów, ile Włosi, zatem nikt nie ma prawa zarzucać im rasistowskich poglądów. Nie wystarczy urodzić się w Italii, żeby mieć włoskie serce, to trzeba poczuć. Ius soli tego niestety nie gwarantuje.





zdjęcie- AteneoWeb
Obsługiwane przez usługę Blogger.