Czy we Włoszech jest bezpiecznie?



Mieszkam w Italii kilka dobrych lat, ale dopiero od niedawna dostaję pytania na temat tutejszego bezpieczeństwa. Ludzie zastanawiają się, jak przebywa się w kraju narażonym na terroryzm i dlaczego ataków jeszcze nie było. Na szczęście wciąż nikt nie uderzył na Włochy i mam nadzieję, że ten stan będzie trwał nadal, bo nie wiem, jak poradziłabym sobie z poatakową psychozą strachu. Ostatnie wydarzenia z Turynu pokazały, że nawet fałszywy alarm może wywołać panikę i wzbudzić trwogę w kilkunastotysięcznym tłumie. Nie jest jednak prawdą, iż Włosi żyją w lęku i boją się wychodzić z domu, a na widok podejrzanych typków uciekają w popłochu. 

Italia jest względnie bezpieczna za sprawą (i tu możecie się zdziwić) nielegalnej imigracji. Dopóki do Włoch będą przypływać tzw. uchodźcy, dopóty mieszkańcy kraju mogą spać spokojnie, gdyż terroryści nie są głupi. Włochy są dla nich mostem prowadzącym wprost do Europy, a na statkach oprócz uchodźców znajdują się również zamachowcy, co zresztą już udowodniono (Anis Amri, morderca z Berlina, w taki sposób dostał się na kontynent). Co stanie się w momencie, gdy państwo włoskie zablokuje drogę morską i przestanie przyjmować imigrantów? Na razie nic, jako że Włosi nie mają zamiaru kończyć z tym dochodowym procederem. Rzecz bowiem nie rozchodzi się o to, aby pomagać biednym ofiarom systemu, lecz o niebotyczne zyski, płynące do kieszeni przemytników i spółek zarabiających krocie na imigracji. Wierzcie lub nie, ale kasa, która kręci się na tym biznesie, jest tak duża, iż cwaniacy czerpiący na nim profity zrobią wszystko, żeby nie wypaść z interesu, co wiąże się z kontynuacją inwazji imigracyjnej na teren Półwyspu Apenińskiego. Rząd zaś robi naród w konia.

To nie jest tak, że nie da się zablokować statków przypływających do Włoch, choć według polityków jest to niemożliwe. W każdym wystąpieniu telewizyjnym posłowie partii rządzącej przekonują społeczeństwo, iż nie można odsyłać promów z imigrantami, ponieważ logistycznie jest to nie do ogarnięcia. Tymczasem kilkanaście dni temu stał się cud w Taorminie i na czas G7 droga morska została zablokowana i żaden statek nie został wpuszczony do sycylijskiego portu. Wynika więc z tego, że rządowi taka sytuacja jest zwyczajnie na rękę, co więcej, włoskie okrętowce same płyną do wybrzeży Libii, by zabrać stamtąd imigrantów (brylują w tym organizacje pozarządowe, pełniące role taksówek morskich). Udowodnił to znany youtuber Luca Donadel, który przeprowadził małe śledztwo i dzięki niemu wyszły na jaw ciemne włoskie sprawki. Natomiast niedawno w Kalabrii aresztowano siedemdziesiąt osób, mających związek z przemytową mafią, w tym (uwaga, uwaga) proboszcza jednej z parafii, który wspierając duchowo imigrantów wzbogacił się o - bagatela - trzy i pół miliona euro. 

Wróćmy jednak do podstawowej kwestii, czyli bezpieczeństwa. Nielegalna imigracja ma z tym wiele wspólnego, bo tak jak wspomniałam, terroryści dostają się do Europy także drogą morską i nie ma co zaprzeczać faktom. Poza tym bezpieczeństwo to również inne aspekty, które są coraz bardziej widoczne na włoskich ulicach. W ubiegłym roku do Włoch przypłynęło 185 tysięcy osób, z czego tylko pięciu tysiącom z nich przyznano status uchodźcy, a 123 tysiącom go odmówiono (to oficjalne dane). Co się stało z pozostałymi 50-cioma tysiącami imigrantów? Najpewniej rozpłynęli się w powietrzu. We Włoszech jest tak, że kiedy imigrant ubiega się o azyl, obowiązuje go proces ochronny i czas oczekiwania spędza w hotelach lub centrach imigracyjnych, oczywiście na koszt państwa. Gdy odmawia mu się azylu, musi pożegnać się z wygodami i wrócić do swojego kraju, jako że nie ma podstaw do tego, by przebywał na włoskiej ziemi. Problem jednak w tym, że państwo nie wydala nielegalnych imigrantów, a system deportacyjny woła o pomstę do nieba. Osoba, której odmówiono azylu dostaje papierek, gdzie napisane jest, iż nie może zostać we Włoszech i musi jak najszybciej stąd wyjechać. Większość niszczy urzędowe pismo i wyrzuca je do kosza na śmieci, po czym wiedzie trudny żywot nielegalnego imigranta. Często z tego powodu wkracza na drogę przestępczą, ponieważ nie ma innego wyjścia. I nie jest to dobre ani dla Włoch, ani dla tych ludzi, którzy nie znajdują tego, czego pragnęli, bo Italia nie okazała się tym wymarzonym Eldorado.

Na początku wpisu wyraziłam przekonanie, że kraj jest narażony na terroryzm i chciałabym uściślić tą opinię na podstawie niektórych przykładów. Niedawno włoskie służby specjalne zatrzymały trzech obywateli Kosova, planujących wysadzić słynny wenecki most Rialto, wydalono też z kraju kilku Marokańczyków i Tunezyjczyków, wzbudzających objawy niebezpiecznego zradykalizowania się. Niestety nie udało się powstrzymać terrorysty z Londynu- Youssefa Zaghba, który posiadał włoski paszport, z racji tego, iż miał matkę Włoszkę. Nie wiem, czy będzie więcej podobnych zdarzeń (mam nadzieję, że nie), ale z pełną świadomością mogę stwierdzić, że póki co czuję się we Włoszech bezpiecznie. I oby ten stan trwał. 


Obsługiwane przez usługę Blogger.