Na włoską kawę w miłym towarzystwie

We Włoszech coraz cieplej, pogoda skłania do wyjścia, a uliczne kawiarnie zachęcają do odwiedzin i kiedy zdarzyło mi się ostatnio pić kawę w pobliskim barze, wyobraziłam sobie, że jestem w towarzystwie znanego Włocha i dyskutuję z nim, jak ze starym kumplem, na interesujące mnie tematy. Pomyślałam sobie też, że to dobra okazja do tego, by wreszcie zaprosić do grupowego wpisu autorki blogujące z Włoch lub piszące o Italii. Temat, który wybrałam to- z jakim znanym Włochem/Włoszką poszłabyś na kawę i o czym byś z nim porozmawiała- w sam raz na wakacyjny nastrój. Oto wybrańcy moich koleżanek po fachu:

Agata, autorka bloga That's Liguria:

Na kawę najchętniej poszłabym z włoskim stylistą... jednym z najważniejszych w historii mody!!! Z Valentino Garavani. Przede wszystkim dlatego, że jest on żyjącą ikoną i twórcą nowych trendów, które zmieniły gusty w ubieraniu. Jego styl, wszystko co powstało w czasie jego kariery mi się podoba. Poza tym, z wywiadów z nim przeprowadzonych, wydaje mi się niesamowicie inteligentną osobą o bardzo ironiczno-sympatycznym usposobieniu... a ja przepadam rozmawiać z takimi osobami ;).

Podczas rozmowy przy kawie chciałabym się zapytać jak przyszło mu do głowy stworzenie koloru rosso Valentino i kiedy zrozumiał, że to TEN kolor. Poza tym kilka pytań z rodzaju: w którym kurorcie najlepiej jeździ się na nartach, która restauracja jest jego ulubioną, albo w której z jego licznych willi najchętniej przebywa i dlaczego. Chciałabym też wydobyć z niego kilka ciekawostek o jego sławnych znajomych (np. o Karlu Lagerferdzie, Jackie Kennedy czy Andym Warholu). I chciałabym też poznać jego trzy psy (mopsy): Margot, Maude i Maggie, bez których nigdzie się nie rusza.

Nie mam wątpliwości, że byłaby to najbardziej niesamowita rozmowa przy kawie, jaka mogłaby mi się przytrafić w życiu.


Kasia, autorka bloga Włochy okiem blondynki:


Kiedy Sabina z Ratunku, Italia! zaproponowała mi gościnny post, od razu przyszło mi do głowy tylko jedno nazwisko- Loren... Sophia Loren, a właściwie Sofia Villani Scicolone, bo tak naprawdę nazywa się ta znana na cały świat gwiazda kina. 

Dlaczego właśnie ona? Powodów jest całkiem sporo. Pierwszy to: kto nie chciałby napić się kawy i poplotkować z Sophią Loren? No właśnie!

Ta kobieta jest po prostu niesamowita. Obejrzałam z nią niejeden film, przeczytałam niejeden wywiad czy książkę, a mimo to wciąż mi mało. Widzę to tak: spotykam się z Sophią w jednym z małych barów, najlepiej w Neapolu i zwyczajnie bez stresu i napięcia rozmawiamy o wszystkim tym, o czym najbardziej lubią rozmawiać kobiety. 

O co chciałabym ją zapytać? Po pierwsze, jak ona to robi, że wygląda tak obłędnie! Liczę, że zdradziłaby mi kilka segretów, żebym i ja za naście lat mogła się czuć tak piękna i młoda. Nie omieszkałabym podpytać o to, jak grało się u boku takich amantów jak Cary Grant czy Marcello Mastroianni. O jakiej roli jeszcze marzy? Czy czuje się spełniona? Słuchałabym jej pewnie z rozdziawioną buzią i chłonęłabym każde wypowiedziane słowo jak gąbka. Wszak spotkanie z taką gwiazdą nie zdarza się codziennie. Czuję, że to byłaby nie tylko fantastyczna przygoda, ale także doświadczenie i przeżycie, z którego czerpałabym przez resztę życia. O rany, rozmarzyłam się! Oczami wyobraźni już widzę nas siedzące przy stoliku, popijające kawkę, i jak przystało na kobiety, buzie nam się nie zamykają. Na spotkanie przychodzę z "Wczoraj, dziś, jutro. Moje życie", żeby na koniec z przyśpieszonym biciem serca poprosić o autograf. Jedno jest pewne. To byłby wspaniały dzień.



Aneta, autorka bloga Hello Calabria:

Długo zastanawiałam się, kogo sławnego mogłabym zaprosić na kawę. Najpierw myślałam o Vasco Rossim, ale bałam się, że zaproponuje mi wspólne śpiewanie, więc odpuściłam- za bardzo fałszuję. Ostatecznie zdecydowałam się pójść w kierunku fotografii. A skoro interesują mnie również tematy społeczne, to kogo miałabym wybrać, jak nie Oliviera Toscaniego.

Toscani zasłynął przede wszystkim z prowokacyjnej kampanii tworzonej w latach 1982-2000 dla United Colors Benetton. To dzięki niej stał się sławnym fotografem nie tylko we Włoszech, ale na całym świecie. Kampania ta poruszyła tematykę rasizmu, anoreksji, choroby aids i innych aspektów społecznych, szokując i zmuszając społeczeństwo do dyskutowania na tematy, o których udajemy, że nie istnieją.

Ale nie pytałabym go o to, jak zostać dobrym fotografem. Wiem, że odpowiedziałby mi, że muszę się nauczyć opowiadać obrazami to, co widzę, a nie tylko je uwieczniać. Naszą rozmowę potoczyłabym w kierunku jego kontrowersyjnego podejścia do tematów społecznych i dlaczego akurat wybrał świat reklamy, który wcale nie chce poruszać tematów drażniących konsumentów. Na pewno też nie pominęłabym w naszej rozmowie jego ostatniego projektu "Razza Umana", który nadal jest w toku. Ciekawi mnie, jak namawia ludzi do pozowania. Ja mam problem, by fotografować nieznajomych. A na koniec zaproponowałabym mu, żeby przyjechał z ekipą do miasteczka Amantea i tutaj zrealizował sesję do projektu. Oczywiście uczestniczyłabym w tym wydarzeniu przyglądając się jego pracy. Z takiej okazji cieszyłabym się najbardziej. 


Dominika, autorka bloga Och!Milano

Telewizję oglądam bardzo rzadko albo wcale. Odwykłam od niej całkowicie już na studiach, kiedy w wynajętym mieszkaniu na takie rekwizyty nie było miejsca i czasu. Potem wyjechałam do Włoch, gdzie w domu mojej włoskiej teściowej telewizor chodził na okrągło. Z ciekawości oglądałam i ja, bo włoska telewizja od polskiej nieco się różni. Wcale nie dlatego, że jest na wyższym poziomie intelektualnym i mniej w niej reklam. Włoska telewizja potrafi być skupiskiem absurdów i kwintesencją luźnego i/lub ignoranckiego, włoskiego żartu. Pewnego dnia trafiłam na Crozzę. Ten gość wyzwala sprzeczne emocje, bo czasem go lubisz, a czasem nie. Jego program "Fratelli di Crozza" na kanale 9 obśmiewa włoską politykę bez trzymania niczyjej strony, a Crozza wciela się w polityków i twarze z tv. Polityka polityką, ale talent Crozzy w artykulacji tak wielu różnych głosów i oddanie ich zachowań nie ma sobie równych. Przy kawie miałabym ochotę na luźną pogawędkę. O jego sposobie na życie i aspektach, które czynią je szczęśliwym po godzinach, gdy schodzi z desek teatru. Zycie komika przepełnia pozorna radość i humor, nie ma miejsca na gorszy dzień, bo gra musi się toczyć dalej. Zwłaszcza jeżeli gadamy o włoskiej gospodarce. Bycie zawsze przygotowanym, w dobrym humorze i pełnym energii jest wymagające, dlatego jestem ciekawa, jak sobie z tym radzi wielotwarzowy Crozza.



Renata, autorka bloga Kalejdoskop Renaty:

Mam wiele osób, które chciałabym poznać, a wypicie z nimi kawy byłoby prawdziwym wyróżnieniem i wydarzeniem w moim życiu. Jedną z takich postaci jest niewątpliwie Umberto Eco. To jeden z pisarzy mojego dzieciństwa. Umberto Eco był człowiekiem wielkiego talentu i dlatego jest osobowością trudną do zdefiniowania. Semiotyk, prozaik, filozof, krytyk literacki, dziennikarz, muzykolog, humanista- wszystkie definicje są odpowiednie, ale nie na tyle, aby podsumować jego wszechstronną działalność intelektualną. Dla mnie to przede wszystkim wielki filozof i wybitny językoznawca. Uważam, że był to jeden z najmądrzejszych pisarzy ostatnich lat. Myślę, że spotkanie z tak wielką osobowością byłoby niesamowicie inspirujące i wzbogacające. Miło by było spędzić parę godzin na dyskusji. Tym bardziej, że Eco miał dar wzbudzania w rozmówcy ciekawości wiedzy. W moim wyobrażeniu miałoby to być spotkanie jak z przyjacielem, z którym można porozmawiać o mądrych rzeczach, ale również o ludziach, rzeczach, pojęciach, o życiu po prostu. Na koniec dodam, że Umberto Eco wolałby się napić Spritz Aperol w swojej ulubionej knajpce w Mediolanie- Caffe Sforzesco. Spędzenie z nim chociaż kilku godzin byłoby oderwaniem od codziennych obowiązków.



Ewa, autorka bloga Ewa Maria Pacini:

Chcę Wam przedstawić pana dott. Paolo Galeotti. Jest to jeden z największych światowej sławy ekspertów od cytrusów ozdobnych, czyli roślin uprawianych w donicach, uczęszczający jako badacz i znawca po rozmaitych zjazdach i sympozjach na temat roślin na całym świecie. Przez bardzo długi czas pracował jako dyrektor ogrodu medycejskiego przy Villa di Castello na peryferiach Florencji. Udziela się w roli konsultanta przy wielu innych ogrodach na terenie Włoch i za granicą. Jest autorem wielu publikacji na temat cytrusów historycznych i ozdobnych.

A na kawę bym z nim poszła z wielu przyczyn. Przede wszystkim dlatego, że kocha rośliny tak jak ja. A druga przyczyna to wiąże się z nim jako jeden botaniczno-historyczny kryminałek. W skrócie: istnieje odmiana cytrusa ozdobnego pod nazwą "Bizzaria". Jak podają źródła pisane, w jednym z ogrodów we Florencji, ogrodnik tamże zatrudniony znalazł dziwną roślinę. Taką właśnie, która miała na sobie kilka owoców i każdy z nich był inny. Pytany skąd to ma, odpowiedział wszem wobec, że mu to wyszło ze szczepienia. Nie miał na to szczepienia żadnych dowodów i przyciśnięty do muru wyznał, że znalazł ją przypadkiem pośród całej kolekcji ogrodu. I właśnie dott. Galeotti twierdzi, że jest to taka krzyżówka, wynikająca z rodzaju podkładki oraz szczepki, czyli rośliny zasadniczej, na której charakterystyce nam zależy. W 19-tym wieku ślad po roślinie ginie, po czym przypadkiem Galeotti natyka się na roślinę gorzkiej pomarańczy, a trzy lata później dała ona owoc, który miał wszelkie cechy owej historycznej Bizzarri. Galeotti postanowił tak wyhodowaną roślinkę dać na wyłączność wybranej firmie szkókarskiej, opatentować nazwę bizzarria, a wszystkie pochodzące od niej roślinki miałyby się legitymować wszelkiego rodzaju atestami, podbitymi przez superważne instancje rządowe. Według jego zamysłu miało to funkcjonować jak spuścizna narodowa, a lwia część dochodów ze sprzedaży miała zostać zainwestowana w ochronę i utrzymanie kolekcji ogrodów medycejskich na terenie Włoch. Galeotti nie chciał z tego czerpać zysku, chciał to zrobić wyłącznie z miłości do roślinek i z miłości dla konkretnej gorzkiej pomarańczy, dzięki której dane mu było dożyć wiekopomnej chwili, gdy to on odkryje i napisze coś dla potomnych. Niestety, musiała się w to wpieprzyć typowo włoska indolencja administracji państwowej, co to jej zwisa i powiewa dobro kultury, skarby botaniczne, ale również zwykła zawiść, robienie mu koło pióra i ciąganie po sądach. Państwo włoskie wypięło się na niego i żadnego wsparcia nie dostał. Pracownicy uniwersytetu z Florencji (wydzialu biologii i botaniki) buntowali się i rzucali mu kłody pod nogi. Jakiś lepszy adwokat wyjaśnił mu, że powinien był wystąpić o patent nie pod nazwą Bizzarria, a Bizzarria Galeotti, ale było już za późno, bo - teraz najlepsze - ktoś wykradł szczepkę tej roślinki i rozmnożył w celu bardzo prozaicznym, a mianowicie by czerpać z tego krociowe zyski!

W ten oto sposób państwo włoskie na własne życzenie pozbawiło się dodatkowych zysków, a roślinkę można spotkać w każdej firmie szkółkarskiej, która handluje cytrusami.

No i niby w skrócie opowiedziałam tę historię, ale sami widzicie i rozumiecie, że chęć poznania więcej szczegółów tej pasjonującej historii warta jest każdej, nawet najdroższej kawy w najelegańtszym barze Florencji!


A z kim ja wypiłabym kawę? Nie zastanawiałam się długo- byłby to Alberto Angela, który prowadzi w telewizji program Ulisse. Ma on bowiem ten dar, że potrafi opowiadać tak, iż chce się go słuchać, a o nudnych faktach historycznych rozprawia z pasją i zaraża widzów swym entuzjazmem. Porozmawiałabym z nim o sztuce i wielkich mistrzach, takich jak Da Vinci czy Michał Anioł, o Medyceuszach i Imperium Rzymskim. I gdy widzę tę scenę oczami wyobraźni, to wygląda ona tak- siedzę z rozdziawioną gębą (wiem, że nie za dobrze to o mnie świadczy) i przysłuchuję się temu, co ma do powiedzenia Angela. Nie uczestniczę za bardzo w dialogu, bo najważniejsze jest to, żeby mówił, mówił, mówił i będę go słuchać do oporu, aż kawa wystygnie, a musicie wiedzieć o tym, że nie znoszę zimnej kawy, ale kto by się tym przejmował, gdy ma okazję ją wypić w towarzystwie samego Alberta Angeli!


A z jakim znanym Włochem Ty poszłabyś na kawę?


zdjęcia- źródła- Wikipedia, Pinterest, książka Eco z kawą- Renata Pawłowska


Obsługiwane przez usługę Blogger.