Jak to jest pisać "niewygodnego" bloga?



Minęło ponad pół roku, odkąd na blogu zajęłam się tematyką włoską i zmieniłam nazwę strony. Te sześć miesięcy pozwoliło mi powrócić do korzeni, czyli znowu czerpać przyjemność z pisania, a poza tym dało mi możliwość odkrywania blogosfery na nowo (w tym przypadku blogów o tematyce ściśle związanej z Italią). Opublikowałam kilkanaście wpisów, z których jestem bardzo zadowolona, lecz szczerość z nich płynąca niekoniecznie spodobała się wszystkim zwolennikom Italii, zaglądających w moje skromne progi. Nie jest łatwo pisać o Włoszech bez "ochów", "achów" i słodkiego zachwytu, ponieważ można narazić się na nieprzyjemne komentarze i mocne zarzuty. Nie żałuję jednak, bo założyłam sobie, że pokażę Włochy, jakie są naprawdę i konsekwentnie ten projekt realizuję. Italia bez lukru, ściemy i namaszczenia to moje hasło przewodnie i trzymam się go, nawet jeśli nie każdemu odpowiada taka strategia blogowa. 

Mój blog nie jest skierowany do sympatyków Italii, którzy kochają ten kraj miłością absolutną i jest on dla nich rajem na ziemi. Turystycznie Włochy właśnie takie są, zresztą sama przed zamieszkaniem tutaj byłam wielką italofilką i jestem nią nadal, z tą małą różnicą, że na pewne sprawy otworzyły mi się oczy. Piszę więc o problemach, z jakimi boryka się państwo włoskie, opowiadam o tym, jak mi się tu żyje, ale nie uciekam też od lżejszych tematów. Zaplanowałam, że odbiorcami moich wpisów będą osoby mieszkające we Włoszech i te, które chciałyby się czegoś dowiedzieć o najpiękniejszym kraju na świecie. Italia "od kuchni" to taki mój (nazwijmy to) reportaż, mający na celu pokazanie czytelnikom, że da się z niej wycisnąć coś więcej, niż tylko niezapomniane widoki. Jestem świadkiem włoskiej historii, więc korzystam z przywileju, jaki zrodziła moja emigracja. Rozumiem, że taka postawa może mieć i przeciwników, niemniej nie mam zamiaru przestać. Wręcz przeciwnie, dopiero się rozkręcam.

Jest jednak kwestia, która mnie boli. Nigdy nie byłam rasistką i nie oceniam ludzi przez pryzmat koloru skóry czy wyznania, a dostałam parę wiadomości o tym, że powinnam się wstydzić za ksenofobiczne poglądy. Domyślam się, że słowa te zawdzięczam wpisom o nielegalnej imigracji i moim żelaznym sprzeciwie dotyczącym przyjmowania gości z Afryki. Problem jest złożony, lecz żeby zrozumieć zjawisko imigracji i je pogłębić, trzeba zamieszkać we Włoszech. Bo to nie jest tak, że ja tu siedzę i bronię dostępu innym, zwłaszcza o wiele bardziej potrzebującym ode mnie. Mam serce na swoim miejscu, ale to, co się dzieje we włoskich portach, przybrało dosyć niebezpieczny wymiar i z tego powodu nie uśmiecha mi się włoska polityka imigracyjna. Z polskiej perspektywy łatwo rzucać oskarżeniami i się oburzać, szczególnie gdy dobrze zna się Italię, ponieważ się tu kiedyś studiowało. Przyjmuję do wiadomości, że ktoś mieszkał przez rok na stancji u jowialnej Włoszki, jadał u niej pyszne obiady i czuł się jak w niebie (zatem nie uznaje tego, o czym piszę), lecz to nie jest ta sama Italia, co jeszcze kilka lat temu. Dlatego nie są dla mnie wymierne głosy osób, które nadal mają romantyczną wizję Włoch i kontestują nie tyle moje zdanie, co zdanie Włochów. Ażeby poznać nastroje społeczeństwa, trzeba wsiąknąć w kraj dzisiaj, teraz, jak najszybciej.

Nie mam wyłączności na słuszność, ani nie jestem ekspertką we włoskiej dziedzinie. Bacznie obserwuję Włochy, widzę przemiany, jakie dokonały się w kraju, pewne rzeczy mnie wkurzają, inne śmieszą, niektóre zaś drażnią do tego stopnia, że nie mam wyjścia i muszę je opisać. Kocham Italię i wszystko, co włoskie, jednak moja miłość nie jest ślepa. Dojrzewam wraz z moją emigracją i chociaż dolce vita to dla mnie taki trochę pusty slogan, to nie wyobrażam sobie żyć poza Włochami. Tęsknię za Polską, jak tylko można tęsknić na obczyźnie, ale jakaś cząstka mnie stała się nieodłącznie włoska. Gdybym miała wrócić do kraju, zapewne skakałabym z radości, jakkolwiek wiem, że brakowałoby mi włoskiego stylu życia. Na razie nigdzie się nie wybieram, więc w dalszym ciągu będę Was męczyć autentycznymi wpisami. Grzecznie ostrzegam, że nie są one przeznaczone dla maniaków, zakochanych we Włoszech bez pamięci. Na szczęście włoska blogosfera wspaniale się rozwija i każdy znajdzie w niej coś dla siebie. Ja jestem tylko jej drobną częścią.

zdjęcie-My Social Web
Obsługiwane przez usługę Blogger.