Badante- jedno słowo, tyle ról


We Włoszech jest ich bardzo dużo. Są światłem w życiu starszych ludzi, potrzebujących towarzystwa i ochrony przed samotnością. Mieszkają z nimi, sprzątają, chodzą na zakupy, gotują, niejednokrotnie ich myją i przewijają, oglądają razem telewizję i stają się dla nich członkami rodziny. To opiekunki osób starszych, po włosku badante, których praca jest ciężka, często bywa niewdzięczna, a jeszcze częściej niedoceniona. Nie jest łatwo być badante  i trzeba mieć do tej pracy nie tylko mocny charakter, ale i wyjątkową krzepę. Bo podniesienie staruszki wymaga siły zarówno fizycznej, jak i psychicznej. To nie jest praca marzeń, lecz wszystko zależy od tego, na kogo się trafi.

Sama nie mam żadnych doświadczeń związanych z opiekowaniem się osobami starszymi we Włoszech, dlatego skontaktowałam się z kilkoma rodaczkami, które wykonują zawód badante. Drogą wirtualną opowiedziały mi o tym, czym dla nich jest ta praca, jakie mają wspomnienia i czy żałują, że w ogóle pojawiły się w Italii. Ich historie są dla mnie przykładem tego, że Polki zawsze dają radę, nawet wtedy, kiedy jest im naprawdę źle. Mieszkanie z dala od krewnych, na obcej ziemi, gdy jest się skazanym jedynie na starszą osobę, którą się opiekuje, nie należy do prostych zadań, zwłaszcza na początku. Potem jest już nieco lepiej i czasem pojawia się światełko w tunelu.

Teresa od piętnastu lat pracuje jako badante. Zna Włochy na wylot, bo tak się złożyło, że często się przenosiła. Na początku było jej ciężko, ponieważ nie znała języka, nie potrafiła odnaleźć się we włoskich realiach, a do tego musiała zajmować się kobietą przykutą do wózka, która mimo kalectwa umiejętnie posługiwała się laską i okładała nią Teresę z byle jakiego powodu. Po miesiącu gehenny Teresa uciekła z tego domu wariatów, jak sama go określiła i za pomocą znajomej Polki znalazła schronienie u miłej Włoszki z Turynu. Starsza pani nie wymagała wiele, oprócz towarzystwa, a jej rodzina płaciła niezłe pieniądze i nie wtrącała się w obowiązki opiekunki. Teresa uczyła się języka, zaczęła poznawać tutejsze zwyczaje i udawało się jej posyłać pieniądze zadłużonemu mężowi. Niestety, po dwóch latach starsza pani zmarła, a Teresa znowu została bez zajęcia. Szybko jednak trafiła na ciekawą ofertę i została opiekunką jurnego emeryta, który nie potrafił trzymać łap przy sobie.

-I tak już piętnasty rok się tułam- wyznaje Teresa- pół roku siedzę we Włoszech, a potem jadę na miesiąc do kraju, aby odpocząć i nabrać siły na kolejne miesiące. Opiekuję się emerytami, a przecież i ja jestem niemłoda. Nie chcę jeszcze z tym kończyć, bowiem czuję się potrzebna tym ludziom. W Polsce najpewniej tonęłabym w długach  i w desperacji. Mąż ma niską emeryturę i nie mielibyśmy z czego żyć, a tak spłaciłam nasze zobowiązania i mogę spać spokojnie. Ludzie mnie szanują i nazywają "wielką panią", choć dawniej nie poznawali mnie na ulicy. Dzisiaj zarabiam w euro, więc zyskałam dzięki temu szacunek otoczenia.   

Maria nie ma tak długiego stażu jak Teresa i nie ma tyle szczęścia, co ona, gdyż trafiają się jej osoby wymagające stałej opieki. Od ponad roku pracuje w Rzymie, a jej "babcia" bez jej pomocy nie zrobi niczego. Maria czasem wysiada psychicznie, ponieważ wydaje jej się, że starsza pani specjalnie ją dręczy i tylko udaje obłożnie chorą. A kiedy Maria ma wolny dzień, emerytka przeważnie dostaje gorączki, albo nagłych zawrotów głowy i Maria musi zrezygnować ze spotkania z koleżankami, mimo że cały tydzień na nie czeka. 

-To takie parszywe- czytam w mailu napisanym do mnie- mam ochotę ucieć z tej pracy i wrócić do kraju, lecz zatrzymuje mnie kasa. W Polsce w życiu bym tyle nie zarobiła, zresztą poznałam tu kogoś i oszalałam z miłości. Mam 45 lat, myślałam, że te sprawy już są poza mną, a tu proszę, zbajerował mnie Włoch. Widujemy się rzadko, lecz chwile skradzione w przelocie tej opiekuńczej gonitwy wynagradzają mi wszystko. Nie zostawiłam chłopa w Polsce, nikogo nie zdradzam, niemniej nie jest mi dobrze, bo mój Włoch nie traktuje mnie poważnie. Chciałabym, aby się zdeklarował i zabrał mnie od tej baby, ale on milczy, a ja cierpię i znoszę humory 80-letniej emerytki. 

Zupełnie innym przypadkiem badante jest Halina, która do pracy opiekunki podchodzi na luzie i nie przejmuje się zbytnio wymaganiami starszych pań. Zna tą robotę od podszewki i z niejednego pieca chleb już jadła, więc wiele rzeczy jej zwisa i powiewa. Nie stresuje się, nie przejmuje, a gdy zdarza jej się gorszy dzień, dzwoni do domu, by się wygadać. Najgorsze w byciu badante jest dla niej tęsknota i brak polskiego jedzenia (Halina nie znosi makaronu). Spotyka się z Polkami, wychodzi na tańce, flirtuje z mężczyznami i buja w obłokach. 

-Praca badante jest nudna- przyznaje Halina- a najbardziej potrzeba do niej cierpliwości. I żeby mi jej nie zabrakło, znajduję sobie przestrzeń i małe rytuały, które akceptuje moja staruszka. Rano idę na zakupy i zahaczam o bar, gdzie piję kawę i plotkuję z Włochami. Wieczorami wychodzę na godzinkę i pozwala mi to na zachowanie spokoju. Muszę się, jak ja to nazywam, odchamić, inaczej bym nie wytrzymała. To nie jest łatwa robota, jako że psychicznie daje w kość. Trzeba mieć do niej predyspozycje, inaczej się nie wytrzyma. Nigdy nie "nakurwowałam" się tyle w Polsce, co w pięknej Italii, lecz Włosi, na szczęście, biorą moje przeklinanie za dobrą monetę. Poza tym podobam im się i co tu dużo ukrywać, jestem z tego powodu mega zadowolona. Włosi to mistrzowie podrywu.

Bohaterki tego wpisu zgodnie przyznają, że bycie badante to coś więcej, niż opieka nad starszymi osobami. Słowo badante to zlepek wielu ról, a każda z nich jest tak samo ważna. Opiekunka musi być dobrą pielegniarką, jeszcze lepszym psychologiem, czasem złym policjantem, bywa ochroniarzem staruszki, a przede wszystkim jest światełkiem w tunelu, dającym seniorom nadzieję. Dzięki badante samotność starszych ludzi nie jest już taka straszna. I tylko one wiedzą, ile ta praca wymaga poświęceń.


Zdjęcie- Adnkronos

Imiona pań na ich prośbę zostały zmienione.
Obsługiwane przez usługę Blogger.