Smutna historia babci Peppiny


Nie lubimy myśleć o starości. Nie akceptujemy pojawiających się zmarszczek. Nie chcemy dać za wygraną i próbujemy walczyć z upływającym czasem. Dążymy do tego, aby pomagać seniorom, ponieważ starość to etap, który powinien być spokojny i niezmącony przez żadne urzędnicze widma. Niestety, nawet piękna włoska jesień życia może zamienić się w koszmar, gdy musi zmierzyć się z bezduszną biurokracją. Taką walkę od kilku tygodni prowadzi 95-cio letnia babcia Peppina, a jej historia poruszyła włoską opinię publiczną. Ktoś uparł się, by eksmitować staruszkę z drewnianej chatki, w której mieszkała, gdyż została ona wybudowana nielegalnie na terenie dwukrotnie odwiedzonym przez trzęsienie ziemi. Pierwszy dom Babci Peppiny zawalił się po przejściu kataklizmu, zatem córki zakupiły drewnianą chatkę (na jej własną prośbę), gdzie chciała dotrwać do końca swych dni. I chociaż staruszka wygrała z potężnym żywiołem, jakim jest trzęsienie ziemi, to nie zdołała pokonać bezlitosnych zasad biurokracji. Przegrała więc, a wraz z nią przegrało państwo włoskie.

Powiecie teraz, że przecież słusznie, skoro dom został wybudowany nielegalnie. To prawda, nie dopełniono formalności, co bardzo często się zdarza, a włoski system jeszcze częściej przymyka na to oko. Domy budowane bezprawnie to zjawisko powszechne, z którym da się dużo zrobić, lecz nikomu się nie chce. Istnieje również proceder okupowania pustych mieszkań i przybrał on już dosyć niebezpieczny obrót. Polega on na tym, że osoby włamują się do mieszkania, w którym nikt nie mieszka i stają się jego lokatorami. Jest to niezgodne z prawem nadużycie i szerzy się ono w zatraważającym tempie. Nikt jednak się nie kwapi, aby z tym coś zrobić i nie widać w przypadku okupowanych mieszkań nadgorliwości ze strony państwa, jak stało z domem babci Peppiny. Można śmiało wyrzucić staruszkę z jej drewnianej chatki, ale osób zajmujących mieszkania bez zgody prawowitych właścicieli już nie. Na to nie ma się siły i najmniejszej ochoty, bo to taka włoska walka z wiatrakami. Zbyt dużo jest takich sytuacji i trzeba wiele zachodu, by każdy rozpatrywać indywidualnie. A babcia Peppina nie dała rady sama się obronić, więc trzeba było zaburzyć jej spokój na stare lata. 

I właśnie to jest najgorsze w całej tej historii- sędziwy wiek babci Peppiny powinien być niejako gwarancją na jej nietykalność. Przerażająco smutny był widok kobiety w telewizji, gdzie ze łzami w oczach opowiadała o tym, że nie chce opuszczać miejsca, w którym przeżyła 60 lat. Starość trzeba chronić od podobnych emocji, trzeba zrozumieć potrzeby osoby i jej pragnienie pozostania na swojej ziemi. Włoska biurokracja wzięła pod lupę 95-cio letnią staruszkę i walczyła z nią do oporu, aż wygrała. Nie pomogli politycy, którzy zajęli się sprawą babci Peppiny, ani głos społeczeństwa, domagający się odrzucenia zakazu eksmisji. Prawo to prawo i należy je egzekwować, grzmiali urzędnicy wymachujący służbowymi papierkami. Ależ naturalnie i z tym nikt nie polemizował, a z faktem, iż wyrzucono z domu staruszkę. Dlaczego to samo prawo jest tak pobłażliwe w stosunku do tysięcy innych osób? Widok zrozpaczonej babci Peppiny opuszczającej swój dom poruszył niejedno serce, lecz sumienia niektórych osób pozostały niewzruszone. "Dzisiaj umarło dla mnie państwo, nie jestem więcej dumna z bycia Włoszką"- powiedziała jedna z córek Peppiny i nie wypada nie zrozumieć jej rozgoryczenia. Starych drzew się nie przesadza, zwłaszcza gdy są tak rozczulająco bezbronne.


zdjęcie- inews.it
Obsługiwane przez usługę Blogger.