Jaki był ten włoski rok i co będzie teraz?

by 31 grudnia


Mijający rok nie należał do łatwych. Włochy zmagały się w ostatnich 12-tu miesiącach z wieloma problemami, a życie na Półwyspie Apenińskim upływało pod znakiem politycznych kłótni, z których (jak zwykle) nic nie wynikło. Kiedy w grudniu 2016 roku Włosi zagłosowali przeciw referendum dotyczącym zmiany konstytucji, wydawało się, że coś wreszcie w kraju ruszy, tymczasem nie stało się nic. Premier Matteo Renzi ustąpił ze stanowiska, na ministralnych stołkach dokonano kilku roszad i tyle. Rząd, nie wybrany przez lud, nie został obalony, nowy premier Gentiloni wypełnia tylko polecenia swego poprzednika, a sam Renzi- o czym wiedzą wszyscy- jest szarą eminencją Partii Demokratycznej. Za co odpowiedzialni są politycy obozu rządzącego i dlaczego w nadchodzących wyborach, które odbędą się na początku marca, przegrają z kretesem? Postaram się to wytłumaczyć.

Chociaż włoski premier jak mantra powtarza, że kryzys minął i Italia powoli wychodzi z dołka, to prawda jest jednak trochę inna. Pracy nadal nie ma, małe biznesy zamyka się coraz częściej (przedsiębiorcy obłożeni podatkami nie mają innego wyjścia), a wzrost gospodarczy to chyba jakiś propagandowy wymysł. Młodzi ludzie emigrują, ponieważ we Włoszech na zajęcie za przyzwoite pieniądze nie ma co liczyć, zaś niski przyrost naturalny jest konsekwencją nie tyle niechęci Włochów do zakładania rodzin, co wysokiej jakości życia. Włoscy seniorzy również wiodą trudny byt, jako że ich emerytury nie są wysokie, poza tym nie wszyscy je dostają. Bieda stała się faktem, a ponad 4 miliony osób ubogich jest potwierdzeniem tego, że w Italii źle się dzieje. Włoski rząd nie przejmuje się postępującym zubożeniem społeczeństwa i nie potrafi znaleźć remedium na nędzę. Wróć- może potrafi, ale nie chce. I to jest karygodne.

Włosi są narodem starców, co widać również i w polityce. Niektórzy parlamentarzyści zasiadają w sejmie od kilkudziesięciu lat i nie mają ochoty iść na emeryturę, a za naprawianie kraju bierze się po raz kolejny Silvio Berlusconi, który mimo niewątpliwych biznesowych zasług nie powinien znowu mieszać się do polityki. Włochom potrzebny jest wizjoner, człowiek młody i przebojowy, a nie 80-cio latek, mający za sobą kontrowersyjną karierę polityczną (wystarczy wspomnieć aferę bunga bunga). Jednym z gorących nazwisk jest reprezentujący Ruch Pięciu Gwiazd Luigi Di Maio, ale w moim przekonaniu nie jest to odpowiedni kandydat na stanowisko premiera, bo unika jak ognia politycznych konfrontacji, zresztą jego partia nie za bardzo mnie przekonuje. Jest też lider skrajnej prawicy Matteo Salvini, którego poparcie wśród Włochów ciągle rośnie, chociaż zarzuca się mu ksenofobiczne poglądy. Salvini uważa, że Włochom należy się pierwszeństwo, obiecuje obniżenie podatków i zrobienia porządku ze zjawiskiem imigracji. Mówi ludziom to, o czym milczy obecny rząd i z tego powodu cieszy się tak dużym powodzeniem. Z kolei Berlusconi zamierza dać Włochom minimalną emeryturę w wysokości tysiąca euro, co na pewno jest wabikiem dla starszych ludzi. Czy to tylko kiełbasa wyborcza w wykonaniu sprytnego Silvio, czy chęć szczera? O tym przekonamy się za niedługo.

Wiele się mówi o tym, że Włosi stali się rasistami i nie chcą przyjmować imigrantów. Tak, to prawda, lecz ich stosunek nie ma nic wspólnego z kolorem skóry i pochodzeniem uchodźców. Za niechęć Włochów odpowiedzialny jest rząd, który wpuścił do Italii rekordową liczbę imigrantów, dał zarobić grube miliony prywatnym przedsiębiorcom i wydał lekką ręką publiczne pieniądze. A gdy do tego dodać nielegalne interesy przemytników z organizacjami pozarządowymi (pod przykrywką pomocy kręcili biznesy na imigracji), to nie ma się co dziwić Włochom, że reagują negatywnie na rządową pomoc. Z tego też powodu większość Włochów jest przeciwnych wprowadzenia  prawa ius soli, a jeszcze bardziej wkurza ich, że kilku parlamentarzystów zdecydowało się ogłosić strajk głodowy do momentu uchwalenia nowego prawa. Dlaczego nikt nie protestuje w imieniu ofiar trzęsienia ziemi, nadal mieszkających w kontenerach, albo nie pochyli się nad losem biednych Włochów? Ubogim należy pomagać bez względu na ich narodowość. Miłościwie panująca Partia Demokratyczna powinna pamiętać i o rodakach, którzy za niedługo rozliczą ją przy urnach.

Oby nadchodzący rok pozwolił odbić się Italii od dna. Nie można bazować na starym społeczeństwie, trzeba zainwestować w młodych ludzi, stworzyć dla nich miejsce pracy i dać im godne warunki do założenia rodzin. Sprawa imigracji też musi ulec zmianie, gdyż rozwiązaniem problemu na pewno nie jest przyjmowanie do Włoch każdego jak leci. Zamiast wybawiać banki i uchraniać je od upadłości, powinno się ratować kondycje włoskich rodzin. Italia to kraj wielu perspektyw i dobrze by było, gdyby politycy zaczęli być wreszcie dla ludzi i zrozumieli, że państwo to nie ich prywatny folwark. Trzymam kciuki za Włochy. Miejmy nadzieję, że pięknie się odrodzą.


zdjęcie- pixabay

Rok pod znakiem włoskich haseł i niedosyt blogowy w tle

by 17 grudnia


To nie był blogowo dobry rok. Zapowiadał się wspaniale, a kończy się pustką, co jest wyłącznie moją winą. Pisałam stanowczo za mało, bo dwa teksty na krzyż w miesiącu to tyle co nic. Obiecywałam sobie wiele, miałam w perspektywie napisanie książki, do której się tylko przymierzam, lecz nic nie robię, by ta powstała. Wszyscy jak zwykle mnie wyprzedzili, a ja zostałam na szarym końcu i nie mam żadnych spektakularnych osiągnięć. Nie byłam konsekwentna, nie potrafiłam się skupić na blogu, więc wyszło jak wyszło. Parę dobrych tekstów udało mi się napisać, ale to nic, aby być kimś. Nie marzę o blogowej sławie, nie o to mi chodzi, po prostu sama sobie wyrzucam, że nie przyłożyłam się do pisania tak jak to zaplanowałam. No i efekty niestety widać.

Tymczasem czytelnicy szukali w tym roku na blogu zagadnień związanych z językiem włoskim i z życiem w Italii. Nie sądzę, by dowiedzieli się wiele, niemniej nieźle się uśmiałam, czytając niektóre słowa, dlatego jak zwykle przy podsumowaniach, postanowiłam je tu przytoczyć. Nie ma bowiem lepszego zakończenia, niż hasła kluczowe, gdyż są one dowodem na to, że jednak na blog ktoś zagląda. Spisywałam je skrupulatnie, a na wybrane z nich postaram się odpowiedzieć. To poniekąd mój obowiązek.

Włoch czy włoski? Najlepiej Włoch, który ma włoski. Wszędzie.

We Włoszech jest syf- przykłady. No cóż, i Italia nie jest idealna. Dobrym przykładem jest włoski rząd.

Włosi ze wschodu. Nie ma takiej opcji. Są Włosi z północy i Włosi z południa. Włochy są dłuższe niż szersze.

Ile zarabia przeciętny Włoch. Przeciętnie, a czasem nawet i mniej.

Da się zjeść włoskie żarcie. Da się, co widać po autorce bloga. Niestety.

Festiwal w Sanremo żyje. I ma się dobrze. Włosi zaś za nim nie przepadają, lecz go oglądają. Nic innego nie leci wtedy w telewizji, więc dlatego.

Jak znaleźć Włocha na męża. Najpierw należy go poznać. Potem będzie już górki.

Włoska rodzina się kłóci. Bardzo kulturalnie, rzadko talerze latają w powietrzu.

Byłam na Sycylii i poległam. Podajmy sobie ręce.

Babę z Włoch opętał demon. Mam nadzieję, że to nie o mnie.

Każdy Włoch zdradza. To mit.

Piłkarze z Italii. Nie pojadą na Mundial do Rosji. Spuśćmy na to zasłonę milczenia. 

Włochy to stan umysłu. Zdecydowanie. 


To tylko niektóre z wybranych przeze mnie haseł. Odpowiedzi na nie proszę potraktować z przymrużeniem oka, ponieważ podeszłam do nich ironicznie. Nie wybrałam sloganów ocierających o rasizm (a było ich niemało) i tych dotyczących imigrantów (również pojawiło się wiele zapytań na ten temat), bo nie mam ochoty kolejny raz udowadniać, że nie jestem wielbłądem. Nie zapowiadam w nadchodzącym roku rewolucyjnych zmian i nie mam wobec siebie wielkich oczekiwań, ale jedno wiem na pewno- będę pisać częściej, mądrzej i lepiej


zdjęcie- Aly Chi Designs

Obsługiwane przez usługę Blogger.