Jaki był ten włoski rok i co będzie teraz?



Mijający rok nie należał do łatwych. Włochy zmagały się w ostatnich 12-tu miesiącach z wieloma problemami, a życie na Półwyspie Apenińskim upływało pod znakiem politycznych kłótni, z których (jak zwykle) nic nie wynikło. Kiedy w grudniu 2016 roku Włosi zagłosowali przeciw referendum dotyczącym zmiany konstytucji, wydawało się, że coś wreszcie w kraju ruszy, tymczasem nie stało się nic. Premier Matteo Renzi ustąpił ze stanowiska, na ministralnych stołkach dokonano kilku roszad i tyle. Rząd, nie wybrany przez lud, nie został obalony, nowy premier Gentiloni wypełnia tylko polecenia swego poprzednika, a sam Renzi- o czym wiedzą wszyscy- jest szarą eminencją Partii Demokratycznej. Za co odpowiedzialni są politycy obozu rządzącego i dlaczego w nadchodzących wyborach, które odbędą się na początku marca, przegrają z kretesem? Postaram się to wytłumaczyć.

Chociaż włoski premier jak mantra powtarza, że kryzys minął i Italia powoli wychodzi z dołka, to prawda jest jednak trochę inna. Pracy nadal nie ma, małe biznesy zamyka się coraz częściej (przedsiębiorcy obłożeni podatkami nie mają innego wyjścia), a wzrost gospodarczy to chyba jakiś propagandowy wymysł. Młodzi ludzie emigrują, ponieważ we Włoszech na zajęcie za przyzwoite pieniądze nie ma co liczyć, zaś niski przyrost naturalny jest konsekwencją nie tyle niechęci Włochów do zakładania rodzin, co wysokiej jakości życia. Włoscy seniorzy również wiodą trudny byt, jako że ich emerytury nie są wysokie, poza tym nie wszyscy je dostają. Bieda stała się faktem, a ponad 4 miliony osób ubogich jest potwierdzeniem tego, że w Italii źle się dzieje. Włoski rząd nie przejmuje się postępującym zubożeniem społeczeństwa i nie potrafi znaleźć remedium na nędzę. Wróć- może potrafi, ale nie chce. I to jest karygodne.

Włosi są narodem starców, co widać również i w polityce. Niektórzy parlamentarzyści zasiadają w sejmie od kilkudziesięciu lat i nie mają ochoty iść na emeryturę, a za naprawianie kraju bierze się po raz kolejny Silvio Berlusconi, który mimo niewątpliwych biznesowych zasług nie powinien znowu mieszać się do polityki. Włochom potrzebny jest wizjoner, człowiek młody i przebojowy, a nie 80-cio latek, mający za sobą kontrowersyjną karierę polityczną (wystarczy wspomnieć aferę bunga bunga). Jednym z gorących nazwisk jest reprezentujący Ruch Pięciu Gwiazd Luigi Di Maio, ale w moim przekonaniu nie jest to odpowiedni kandydat na stanowisko premiera, bo unika jak ognia politycznych konfrontacji, zresztą jego partia nie za bardzo mnie przekonuje. Jest też lider skrajnej prawicy Matteo Salvini, którego poparcie wśród Włochów ciągle rośnie, chociaż zarzuca się mu ksenofobiczne poglądy. Salvini uważa, że Włochom należy się pierwszeństwo, obiecuje obniżenie podatków i zrobienia porządku ze zjawiskiem imigracji. Mówi ludziom to, o czym milczy obecny rząd i z tego powodu cieszy się tak dużym powodzeniem. Z kolei Berlusconi zamierza dać Włochom minimalną emeryturę w wysokości tysiąca euro, co na pewno jest wabikiem dla starszych ludzi. Czy to tylko kiełbasa wyborcza w wykonaniu sprytnego Silvio, czy chęć szczera? O tym przekonamy się za niedługo.

Wiele się mówi o tym, że Włosi stali się rasistami i nie chcą przyjmować imigrantów. Tak, to prawda, lecz ich stosunek nie ma nic wspólnego z kolorem skóry i pochodzeniem uchodźców. Za niechęć Włochów odpowiedzialny jest rząd, który wpuścił do Italii rekordową liczbę imigrantów, dał zarobić grube miliony prywatnym przedsiębiorcom i wydał lekką ręką publiczne pieniądze. A gdy do tego dodać nielegalne interesy przemytników z organizacjami pozarządowymi (pod przykrywką pomocy kręcili biznesy na imigracji), to nie ma się co dziwić Włochom, że reagują negatywnie na rządową pomoc. Z tego też powodu większość Włochów jest przeciwnych wprowadzenia  prawa ius soli, a jeszcze bardziej wkurza ich, że kilku parlamentarzystów zdecydowało się ogłosić strajk głodowy do momentu uchwalenia nowego prawa. Dlaczego nikt nie protestuje w imieniu ofiar trzęsienia ziemi, nadal mieszkających w kontenerach, albo nie pochyli się nad losem biednych Włochów? Ubogim należy pomagać bez względu na ich narodowość. Miłościwie panująca Partia Demokratyczna powinna pamiętać i o rodakach, którzy za niedługo rozliczą ją przy urnach.

Oby nadchodzący rok pozwolił odbić się Italii od dna. Nie można bazować na starym społeczeństwie, trzeba zainwestować w młodych ludzi, stworzyć dla nich miejsce pracy i dać im godne warunki do założenia rodzin. Sprawa imigracji też musi ulec zmianie, gdyż rozwiązaniem problemu na pewno nie jest przyjmowanie do Włoch każdego jak leci. Zamiast wybawiać banki i uchraniać je od upadłości, powinno się ratować kondycje włoskich rodzin. Italia to kraj wielu perspektyw i dobrze by było, gdyby politycy zaczęli być wreszcie dla ludzi i zrozumieli, że państwo to nie ich prywatny folwark. Trzymam kciuki za Włochy. Miejmy nadzieję, że pięknie się odrodzą.


zdjęcie- pixabay

Obsługiwane przez usługę Blogger.