Kiedy film staje się rzeczywistością



Wszystko zaczęło się od serialu "Gomorra". Nastolatkowie, zafascynowani bohaterami telewizyjnego cyklu, postanowili założyć własne gangi (tzw. baby gangi) i terroryzować rówieśników (i nie tylko). Przeciwnicy tej teorii (w tym Roberto Saviano, autor książki, na podstawie której powstał serial) uważają, że to bzdury, bo dziecięcie klany panoszą się w miastach (a zwłaszcza w Neapolu) nie od dzisiaj i nikt nie może nic z tym zrobić. Zwolennicy wpływu "Gomorry" na dzisiejszą młodzież twierdzą natomiast, że i owszem, nastoletni przestępcy to nie nowe zjawsko, niemniej serial przyczynił się do fascynacji przestępczością zorganizowaną wśród młodzieży i (o zgrozo) dzieci. Baby gangi skupiają wokół siebie nawet 10-cio letnich chłopców, którzy marzą o tym, aby budzić strach i szacunek, zupełnie jak w "Gomorze". Dla nich kryminaliści z serialu są idolami, a życie, jakie wiodą, jest godne naśladowania. Dlatego zakładają gangi i wzorują się na filmowych bandziorach.

Młodocianym przestępcom nie wystarcza samo obejrzenie serialu, oni przenoszą telewizyjną fikcję w życie, co jest bardzo niepokojące. Niedawno zrobiło się głośno o bandzie smarkaczy z Neapolu, którzy skopiowali jedną z najbrutalniejszych scen "Gomorry" i dotkliwie pobili piętnastolatka. Kilka dni temu internet obiegło zdjęcie ośmiu chłopców, pozujących ze spluwami i kijami bejsbolowymi w rękach. "Wzbudzamy przerażenie"- podpisał zdjęcie jeden z nich, wyraźnie zadowolony z tego, że jest członkiem takiej sfory. Najnowsze doniesienia ukazują zaś działalność baby gangu na północy kraju i sterroryzowanie przez nich pasażerów pociągu na trasie Mediolan - Piacenza (i paru innych). Nastolatkowie czują się bezkarni, mają policję w głębokim poważaniu i nie boją się nikogo, a skutki tego widać na włoskich ulicach. Szkolni prześladowcy zamienili się w prawdziwych bandytów i nie ma instytucji, która mogłaby temu zaradzić. "Przestępca" według młodych gangsterów brzmi dumnie, więc w to im graj.

Oczywiście to nie producenci serialu są winni temu, że "Gomorra" stała się dla nastolatków kultowym cyklem. Film przeznaczony jest dla osób dorosłych, ale nieletni go oglądają, ponieważ nikt ich nie kontroluje. Do Neapolu przyjechał ostatnio Minister Spraw Wewnętrznych Marco Minniti, aby przedstawić plan mający na celu resocjalizację zdeprawowanej młodzieży. Roberto Saviano jest zdania, że jedyną instytucją, która może uratować młodych ludzi jest szkoła, co jest prawdą, lecz trzeba uściślić, że bez współpracy rodziców nie stanie się nic. Nauczyciele stracili autorytet, ich słowa nie są już święte, a rodzice nie chcą słyszeć, że ich dzieci mają wiele za uszami. Miesiąc temu na Sycylii uczeń upomniany przez nauczyciela zadzwonił do rodziców, którzy przyjechali do szkoły i wysłuchawszy wersji syna, pobili biednego wychowawcę. Kiedy jeden z członków baby gangu odważył się przeprosić karabinierów za swe zachowanie, jego matka ostro go zrugała. Nie powinien się poniżać i przepraszać, bo przecież nie miał za co, to była tylko zabawa. Pobłażający rodzice to dzisiaj plaga.

Fenomen baby gangów przeraża, a niemożność poradzenia sobie z problemem agresji wśród nastolatków rodzi kolejne obawy. Co należy zrobić? Wyłączyć dzieciom telewizor, odciąć dostęp do internetu, czy zacząć wreszcie słuchać, co mają do powiedzenia nauczyciele? Dobrym rozwiązaniem byłoby zaostrzenie prawa i realna wizja kilkunastu lat spędzonych za kratkami. Jeśli nastolatkowie chcą się bawić w dorosłe życie, niech ponoszą tego konsekwencje. Więzienie na pewno otrzeźwiłoby małolatów zapatrzonych w serialowych mafiosów jak w obrazek. Tylko co na to ich tolerancyjni rodzice?


zdjęcie- il Dubbio
Obsługiwane przez usługę Blogger.