Narkotykowy skandal, który wstrząsnął Włochami

by 15 lutego

Ja wiem, że telewizor to zwykły pożeracz czasu i najlepiej by było, gdybym w ogóle go się pozbyła. Wiem też, że włoska telewizja ma do zaoferowania programy niskich lotów, których jedynym zadaniem jest ogłupianie widzów i danie im tego, czego pragną najbardziej, czyli trashu. Przyznaję się do tego, że oglądam telewizję i to nie tylko wtedy, gdy na ekranie pojawia się Alberto Angela. Patrzę również na różne show, ponieważ ta kiepska rozrywka dla mas dobrze na mnie działa, a poza tym pomaga poznać mi lepiej naturę rodaków mojego męża. Mąż zaś uważa, że mogłabym dać sobie z nimi spokój, bo wstyd patrzeć na takie pierdoły. Zgadzam się z nim, niemniej dalej wpatruję się w ekran. I coraz bardziej się dziwię.

Kilka tygodni temu w programie telewizyjnym L'isola dei famosi (Wyspa Celebrytów) wybuchł skandal nad skandale, kiedy to jedna z uczestniczek reality - Eva Henger oskarżyła innego uczestnika o to, iż do show sprowadził narkotyki. Działo się to na żywo i nikt nie mógł zapobiec temu, co wydarzyło się później, a wymieniony przez Evę Francesco Monte wcale nie zaprzeczył rewelacjom o paleniu marihuany. Wyjaśnijmy tutaj, iż rzecz działa się w Hondurasie, gdzie posiadanie narkotyków jest surowo karane (nawet jeśli jest to "tylko" marihuana), a na każdym rogu da się spotkać policyjne patrole, mogące skontrolować przyjezdnych w każdej chwili. Monte ponoć palił marihuanę w hotelu, w którym oczekiwał na rozpoczęcie programu, co oczywiście było niedozwolone. Doniesienia okazały się na tyle szokujące, że Francesco zrezygnował z udziału w reality i wrócił do Włoch, zaś Eva Henger (wyelimowana przez widzów) musiała zmierzyć się z hejtem, bowiem opinia publiczna nie pozostawiła na niej suchej nitki.

We Włoszech zawrzało, Henger i jej rodzina zaczęli dostawać śmiertelne pogróżki, natomiast narkotykowe preferencje Francesco Monte jakoś Włochów nie zszokowały. W końcu mowa była nie o ciężkich narkotykach, lecz o marihuanie, kto w życiu jej nie palił, niech pierwszy rzuci kamieniem- tak rozumowali Włosi. Większość z nich nie wierzyła Evie Henger i uważała, że jej oskarżenie na żywo było spowodowane zemstą, a nie obawą o własne bezpieczeństwo. Monte nominował Evę jako kandydatkę do opuszczenia programu, więc odpłaciła mu pięknym za nadobne i zrobiła to z premedytacją, bo w wejściu na żywo. Zniszczyła chłopaka, doniosła na niego i nakleiła etykietkę narkomana, czego było za wiele dla liberalnych Włochów. Dlaczego nie zgłosiła sprawy wcześniej i nie powiadomiła produkcji- zastanawiali się widzowie programu, nie potrafiący przeboleć, że przystojny Francesco opuścił wyspę. Większość internautów była też zgodna co do tego, że Eva Henger, eks gwiazda porno, jest ostatnią osobą, która może prawić innym morały.

Gdy sprawa z narkotykami wyszła na jaw, byłam oburzona i całym sercem stałam po stronie Monte. Sądziłam, iż Henger posunęła się za daleko z oskarżeniami, a to, że zrobiła to w programie na żywo, dodało tylko oliwy do ognia. Minęło kilka dni, burza medialna rozpętała się na dobre, a ja ze zdumieniem przyjęłam to, jak sprawa palenia marihuany została przez widzów i producentów programu zminimalizowana. Ci, którzy bronili Monte wspominali o tym, że ta marihuana to w sumie nic takiego i nie ma co robić z tego sensacji. Zapomniano, że show oglądają nastolatki i takie słowa na pewno nie były dobrym przesłaniem (niektórzy się opamiętali i zaczęli przekonywać, że wszystkie narkotyki są złe). Po odejściu Monte z reality zapanowała swoista zmowa milczenia i nikt o nim już nie wspominał- ani byli uczestnicy, ani pozostali na wyspie. Henger broniła się zaciekle, ale nawet produkcja Wyspy Celebrytów była przeciw niej, co pozwoliło mi spojrzeć na sprawę z drugiej strony.

Henger doniosła w dobrej wierze czy nie, lecz to nie ona brała niedozwolone środki, a cała nienawiść skupiła się na niej. Biedny Francesco, który wiele ostatnio wycierpiał, stał się dla widzów jeszcze bardziej drogi. Produkcja programu odcięła się od narkotykowej afery i robi wszystko, by widzowie o niej zapomnieli. Nie będzie to łatwe, ponieważ marihuanowy skandal stał się pożywką dla mediów, a na pytanie, kto tu kłamie- Monte czy Henger, nikt nie potrafi odpowiedzieć. Mnie w tej sytuacji zaskoczyła inna rzecz- postawa widzów, oburzonych zachowaniem Evy Henger. Oznacza to, że dla Włochów gorszym przestępstwem od samego przestępstwa jest donosicielstwo. I to jest bardzo niepokojące.


zdjęcie-Centro Meteo Italiano

O czym szumią (moje) włoskie struny

by 07 lutego

W moim życiu Włochy od dawna pełnią ważną rolę. Jeszcze zanim tu zamieszkałam, już kochałam ten kraj miłością bezgraniczną i bezkrytyczną. Darzyłam sentymentem wszystko co włoskie, a na sam dźwięk słowa Italia przechodziły mnie dreszcze. Dzisiaj moje uczucia trochę się zmieniły, niemniej nie zmienia to faktu, że Włochy są moją drugą ojczyzną. A jako że pozostałam w klimacie świętowania blogowej rocznicy, postanowiłam opisać kilka ciekawostek o mnie, ściśle związanych z Italią, które nie mają większego znaczenia, lecz pokazują, co mi tam włoskiego w duszy gra. A gra, i to jak gra:

1. Włochy pokochałam w 1990 roku, kiedy miałam 12 lat i dzięki Mundialowi Italia 90 przeniosłam się do włoskiej ziemi. Pamiętam te błękitne koszulki reprezentacji, kibiców wydzierających się z ekranów telewizora i włoskie słówka, które udało mi się wychwycić. To były czasy bez internetu, smartfonów i tylko z dwoma kanałami w telewizji, za to z emocjami sięgającymi zenitu. Po mistrzostwach w Italii już nic nie było takie, jak przedtem.

2. Moim ulubionym włoskim klubem piłkarskim jest AC Milan. Zostałam jego fanką, gdy prezydentem klubu był Silvio Berlusconi. Od zawsze wiedziałam, że to niepospolity człowiek, niemniej jego wkład w politykę włoską wprawił mnie w osłupienie. Do byłego premiera odczuwam coś na kształt sympatii z racji tego, że za jego kadencji Milan odnosił największe sukcesy. Szkoda, że tak samo sprawnie nie potrafił rządzić krajem.

3. Wiem, że tym punktem mogę się narazić niektórym osobom, ale nie przepadam za grą aktorską Roberta Benigniego. Cenię go jako reżysera, jego filmy mogłabym oglądać na okrągło (zwłaszcza "La vita e bella"), lecz jako aktor niestety mnie nie powala. Moja niechęć zaczęła się od "Pinokia" i nie pomogły tłumaczenia aktora, że w tej roli widział go sam Federico Fellini.

4. A skoro wspomniałam włoskiego reżysera, to nie mogę pominąć jego wybitnego dzieła, jakim jest niewątpliwie "La strada". To absolutnie wyjątkowy film, który pokazuje, że Anthony Quinn potrafił więcej, niż zagrać Greka Zorbę, a Giulietta Masina to była wielka aktorka. Jej Gelsomina wpłynęła na mnie do tego stopnia, że chciałam tak nazwać moją starszą córeczkę. Niestety, mąż nie chciał o tym słyszeć.

5. Chciałabym się przenieść w czasie i choć przez chwilę żyć we Florencji, gdy rządzili w niej Medyceusze. Kiedyś przeczytałam książkę na temat tego rodu i zafascynowała mnie postać Lorenza Medici, jego stosunek do sztuki i patronat nad wielkimi (i nie tylko) artystami. Niedawno telewizja transmitowała serial o Medyceuszach (ze wspaniałą międzynarodową obsadą), lecz nie porwał mnie on wcale.

6. Nie przepadam za owocami morza, za to uwielbiam bakłażany, które odkryłam tutaj. Nikt mnie nie zmusi do zjedzenia karczochów i polenty, ponieważ kiedyś zrobiłam z niej cement i zamiast wyrzucić, podałam na ją na obiad. Od tamtej pory jestem uprzedzona.

7. Uważam, że muzyka włoska jest niedoceniona. Ostatnio odkryłam piosenki Rino Gaetano i odpłynęłam. Poza tym cenię utwory Claudio Baglioniego i wolę go w roli wokalisty niż prowadzącego festiwal Sanremo (moim zdaniem zupełnie się tam nie sprawdził). No i Vasco Rossi z rockowym pazurem, którego mogłabym słuchać w nieskończoność.

To oczywiście tylko część moich pasji, być może wkrótce podzielę się kolejnymi informacjami na temat mojego włoskiego życia. Na razie przypomniały mi się najważniejsze fakty, o następnych na pewno jeszcze wspomnę. Nie ma bowiem nic piękniejszego od rozprawiania o Italii i nie zawsze to być muszą poważne rozmowy. A jeśli dotyczą one (w jakimś stopniu) kultury, to tym bardziej trzeba je kontynuować.


zdjęcie (kadr z filmu La Strada)-Wikipedia
Obsługiwane przez usługę Blogger.