Dziwny przypadek nadwrażliwego sąsiada


Gdyby można było wybrać sobie sąsiadów, życie byłoby piękniejsze. Co prawda nie mam na co narzekać, bo trafili mi się niekłopotliwi sąsiedzi, którzy w większości są bardzo miłymi ludźmi, lecz kobieta z naprzeciwka powoli dostaje szału, ponieważ facet mieszkający nad nią jest nie do wytrzymania. I faktycznie, widząc co on wyrabia, muszę przyznać dziewczynie rację. To sąsiad wprost z piekła rodem.

W moim bloku i w ogóle we włoskich kamieniacach ściany są dosyć cieńkie, więc często można usłyszeć, o czym mówią sąsiedzi (dlatego ja się pilnuję i staram się nie podnosić głosu), nawet jeśli się tego nie chce. Jednak człowiek, z którym zadarła moja sąsiadka poszedł o krok dalej- mu przeszkadza wszystko. Mieszka sam i nie akceptuje niczego- ani tego, że zaszczeka pies (choć Genueńczycy znani są ze swej miłości do czworonogów), ani tego, że zamyka się okna, czy tego, że puści się muzykę. Co chwila schodzi na dół i zostawia sąsiadce przypięte karteczki z pretensjami. Na jej miejscu wyszłabym z siebie.

Te karteczki to jakaś mania sąsiada, bo podrzuca je każdej rodzinie mającej to nieszczęście, że mieszka nad nim. Teraz stanęło na sąsiadce, która przeprowadziła się tutaj rok temu, nie ma jej prawie cały dzień w domu, a kiedy do niego wraca, musi stresować się z powodu karteczek na drzwiach. Zanim tu się zjawiła, zastanawiałam się, jak to możliwe, że to mieszkanie wiecznie zmienia lokatorów, a teraz mam na to odpowiedź. Ludzie odchodzą stąd z powodu sąsiada, jako że nie chcą się z nim użerać i wolą mieć święty spokój. Co to zresztą za forma komunikacji, te całe karteczki? Z tego co wiem, sąsiad mówić potrafi, więc jaki to problem pójść i powiedzieć wprost, o co mu chodzi?

W ubiegłym tygodniu zostawił swoje żale na drzwiach aż cztery razy. Pierwszy brzmiał "Proszę zamykać i otwierać okiennice ciszej, bo ludzie nie mogą spać). Pisząc "ludzie" miał na myśli oczywiście siebie, gdyż nikt inny się o to nie wkurza. Druga karteczka była bardziej zwięzła: ("Proszę nie trzaskać drzwiami") i nie wiadomo, czemu sąsiad uparł się tych drzwi, ponieważ sąsiadka wcale nimi nie wali. Trzecia karteczka dotyczyła psa: ("Proszę uspokoić tą bestię, bo tylko szczeka"). Rzeczona bestia ma cztery miesiące, jest słodka i prawie nie szczeka, a jeśli już, to bardzo rzadko i nie za głośno. Czwarta karteczka została przypięta wczoraj: ("Proszę za długo nie wiercić, to niedozwolone). Zdesperowana sąsiadka robi remont łazienki i obwinia siebie za zbyt krzykliwe życie. 

Mój mąż stwierdził, że gdyby nam przypinał na drzwiach te durne karteczki, to porozmawiałby sobie z nim po męsku. Nie można od innych wymagać, by nie oddychali w swoim własnym domu, zwłaszcza gdy nic złego nie robią. Problem leży w sąsiedzie, który ma dziwną wizję wspołżycia międzyludzkiego. Wiadomo, że bywają gorsze dni i hałasy z zewnątrz mogą przeszkadzać każdemu, ale przecież można to inaczej załatwić. Kulturalnie, bez pretensji, tymczasem facet nie ma ochoty na rozmowy i woli obgadywać sąsiadów na fejsie (co rusz podkreślając, skąd pochodzą, jakby to miało znaczenie) i biadolić na los, który zrzucił mu taki kłopot pod siebie. Jego znajomi raczej nie wiedzą, że przypina karteczki od dobrych kilku lat i dał się we znaki czwartej z kolei rodzinie. Wynika więc z tego niezbicie, iż kłopot ma on, a nie ludzie zachowujący się jak ludzie. Za niedługo nie będą mogli nawet szeptać, bo sąsiad i na to znajdzie paragraf. Najlepiej by było, jeżeliby to on się wyprowadził i zamieszkał w willi lub na bezludnej wyspie. Wtedy byłby pewien, że nikt nie zakłóci mu świętego spokoju.

Wesołego Alleluja!


zdjęcie- YourMag
Obsługiwane przez usługę Blogger.