Wyprowadzka


Druga połowa kwietnia będzie dla mojej rodziny dosyć ciężkim miesiącem. Stało się, wyprowadzamy się, o czym marzyłam od dawna, ale nadal to do mnie nie dochodzi. Zapuściłam korzenie w Genui, przyzwyczaiłam się do tego miasta, ujarzmiłam je, więc świadomość, że będę tu mieszkać tylko do końca miesiąca, jest dla mnie trudna do zniesienia. Cieszę się z przeprowadzki, jak najbardziej, ba, skaczę po łóżku z radości, niemniej jest mi trochę dziwnie, co zresztą jest normalnym uczuciem. Przeżyłam w Genui siedem lat, raz lepszych, raz gorszych, lecz niewątpliwe pięknych, bo tutaj wyszłam za mąż i urodziły się moje córeczki. Zostawiam za sobą pierwsze momenty emigracji, dużo życzliwych osób, mnóstwo nowych znajomych i schody, które przeklinam tak samo, jak na początku.

Wyprowadzamy się, ponieważ mój mąż zmienił pracę. Nie siedzi już na uniwersytecie, a pracuje w firmie, do której dojeżdża pociągiem, więc dalszy pobyt tutaj zwyczajnie nie ma sensu. Od początku grudnia ubiegłego roku mąż codziennie traci na dojazd pięć godzin i ten nowy tryb życia daje nam się mocno we znaki. Wychodzi z domu rano przed szóstą, wraca wieczorem koło dziewiątej, dzieci w ciągu tygodnia prawie go nie widzą, a ja czuję na sobie podwójny balast. Nie lubię narzekać na macierzyństwo, ale muszę przyznać, że bez wsparcia męża nie jest mi lekko. Muszę radzić sobie sama, zaś każde dalsze wyjście z domu jest dla mnie sporym wyzwaniem. Do pediatry mąż woził mnie autem, natomiast teraz jeżdżę trzema autobusami, co nie jest jakimś wielkim wyczynem, lecz mając na plecach Sarę ważącą 10 kilogramów po przyjściu do domu czuję się tak, jakbym zeszła z ringu.

I chłonę Genuę, na którą zostało mi tak mało czasu. Dopiero dzisiaj, na tak niewiele przed wyjazdem, zdałam sobie sprawę z tego, że nie znam tego miasta. Zawsze odładałam zwiedzanie na jutro, tymczasem okazuje się, że na jutro jest już za późno. Nie dam rady nadrobić turystycznych zaległości i przeprawiać się przez miasto z aparatem w ręku, bo nie pozwala mi na to proza życia. Nie mogę rzucić wszystkiego i latać po Genui, choć bardzo bym chciała, ponieważ mam zobowiązania i czekają na mnie kartony, do których powoli pakuję nasz skromny dobytek. Jednakowoż, gdy nadarza się okazja, cykam zdjęcia i uwieczniam tak dobrze mi znane miejsca. Moje uczucia do Genui są skomplikowane, czego nigdy nie ukrywałam, lecz obecnie, w przededniu naszej wyprowadzki, pamiętam jedynie te dobre rzeczy. Będę tęsknić umiarkowanie, gdyż najdroższych zabieram ze sobą. A udajemy się do Lombardii, gdzie zamierzamy zapuścić korzenie, przynajmniej taki mamy zamiar, chyba że los zadecyduje inaczej.
Obsługiwane przez usługę Blogger.