Ten zły minister, czyli ciekawy przypadek pewnego Matteo

by 20 lipca

Odkąd we Włoszech mamy nowy rząd, a Ministrem Spraw Wewnętrznych został kontrowersyjny polityk Matteo Salvini, nie mogę oprzeć się wrażeniu, że za chwilę w Italii wybuchnie rewolucja, zaś Salvini zostanie ogłoszony diabłem wcielonym i spalony na stosie. Ataki skierowane w jego stronę są mocno przesadzone, a wszystko przez to, że jest on konsekwentny w swych działaniach i trzyma się linii, którą obrał na długo przed wyborami, czyli rozprawienie się z nielegalną imigracją i tym samym zamknięcie włoskich portów, co nie jest na rękę organizacjom pozarządowym, a zwłaszcza opozycji, używającej w stosunku do wicepremiera określeń haniebnych, takich jak- morderca, następca Hitlera, bestia etc. 

Coś mi tu nie gra. Facet chce zrobić porządek w kraju, jeździ po Włoszech wzdłuż i wszerz, a jego wsparcie wśród narodu ciągle wzrasta. Obiecuje ład, zamierza skończyć z haniebnym procederem niekontrolowanej imigracji, więc dla politycznych antagonistów to właśnie on jest odpowiedzialny za utonięcia imigrantów i bałagan u wybrzeży libijskiej. A to jest już śmiechu warte, ponieważ za "panowania" poprzedników w wodach zginęło kilkanaście tysięcy ludzi i nikt nie wyzywał rządzących od zabójców. Można się nie zgadzać z Salvinim, można go nie szanować ani nie lubić, lecz żeby mieć go za mordercę, trzeba mieć nierówno pod sufitem. To nie jego wina, tylko mafii przemytowej i organizacji pozarządowych, które robią za taksówki morskie i dziwnym trafem ich droga zawsze wiedzie do Włoch, chociaż reprezentują inne kraje. Kiedy w końcu została zamknięta, odezwały się hordy oburzonych głosów, a Salvini został uznany wręcz za Antychrysta. Podkreślam, nie trzeba popierać poglądów ministra, ale reakcje wobec jego działań są nieprawdopodobne.

I tak, magazyn muzyczny Rolling Stone Italia wsławił się ostatnio tęczową okładką o wymownych słowach: "Noi non stiamo con Salvini" ("Nie trzymamy z Salvinim"), gdzie zebrał podpisy ludzi kultury i sztuki niezadowolonych z decyzji polityka. Ten sam miesięcznik ponad rok temu wypuścił okładkę z byłym premierem Matteo Renzim, wobec którego był nadzwyczaj łagodny, bo pod jego zdjęciem umieścił tytuł "The Young Pop", co oczywiście spotkało się, nie wiedzieć czemu, z powszechnym uznaniem. Młody lewicowy premier o swobodnych poglądach to nie to samo co prawicowy rasista, nienawidzący ludzi, nieprawdaż? Rolling Stone Italia jakoś nie uwzględnił tego, że Renzi nie jest lubiany przez rodaków, a jego polityka przyniosła dużo boleści, lecz to nie wystarczyło, aby zbierać podpisy i odciąć się od niego. Salvini natomiast ma ogromne poparcie społeczeństwa, które zresztą ciągle rośnie. Jak to wytłumaczyć, skoro to szakal i człowiek bez skrupułów? Czy naprawdę Włosi stali się nacjonalistami? Przy następnych wyborach trzeba będzie "podać im narkotyki, żeby nie głosowali na Salviniego", jak wyraził się niejaki Gilberto Corbellini.

Czym podpadł Salvini elicie wywodzącej się z lewicy? Jak wspominałam, przede wszystkim tym, że wstrzymał napływ nielegalnych imigrantów do Włoch i zablokował drogę morską. Zaczęło się od promu Aquarius, który przycumował w hiszpańskiej Valencji (już wiadomo, że większość imigrantów nie otrzyma statusu uchodźcy) i gdy przedtem nie wpuszczono go do włoskich portów, w Italii wybuchło trzęsienie ziemi, a konsekwencją decyzji ministra była właśnie słynna okładka Rolling Stone. Salvini stał się wrogiem publicznym całej lewicy, zaś w atakach na jego osobę bryluje nie kto inny, jak Roberto Saviano, którego cenię jako pisarza, lecz nie jako komentatora bieżących wydarzeń. Wierzyć mi się nie chce, że walczący z mafią Saviano popiera imigracyjny biznes i nie widzi oczywistości, zatem tego, że na ludziach przypływających do Włoch wzbogaca się (i to ogromnie) mafia. Pisarz ma obsesję na punkcie Salviniego, nazwał go Ministrem Złego Zycia i mordercą, gdyż obwinia go o śmierć tysięcy uchodźców. W moim odczuciu jest nieobiektywny, patetyczny i wykorzystuje tragedię imigrantów do ataków personalnych. Co ciekawe, odzywa się jedynie wtedy, kiedy włoskie porty zostają zamknięte. Na temat Francji, Hiszpanii, Malty i innych państw milczy jak zamknięty. A propos Malty, niedawno nie wpuszczono tam (po raz enty) statku organizacji pozarządowej, zatrzymano jego kapitana i odebrano mu paszport, ale jakoś nikt nie wyzywa Maltańczyków od morderców i nazistów.

Inną sprawą, która poruszyła serca przeciwników Salviniego, był jego nieziemski pomysł, by zrobić Spis Powszechny Ludności Romskiej, ponieważ nie wiadomo, ile jej tak naprawdę jest we Włoszech. Tu się dopiero zaczęło szaleństwo i oponenci ministra ze łzami w oczach krzyczeli, że to jest niehumanitarne, wysoce nieetyczne i ogólnie ma podłoże rasistowskie. Pal sześć, że wszyscy jak jeden mąż jesteśmy spisani, gdy idziemy wyrabiać paszport biorą nasze linie papilarne, ale nic to, bo tak trzeba. Spis Ludności Romskiej został tymczasem potraktowany jako przejaw ksenofobii, na co zwyczajnie brak jest słów. To jest tak rasistowskie, że bardziej już być nie może.

Salvini robi swoje. Nie ma za sobą telewizji publicznej, jako że we Włoszech jest ona zdominowana przez lewicę (czyli nie jest tak jak u nas), a lewicowa prasa, taka jak Corriere Della Sera czy La Repubblica nawet nie ukrywa tego, że go nie lubi, lecz Salvini ma to gdzieś. Dla niego liczy się głos ludu, który wyraźnie go popiera. Jego hasło przewodnie to "Prima gli Italiani" ("Najpierw Włosi") i być może dlatego stoi on kością w gardle wielu ludziom. Nie jest jednak tak, że nienawidzi on obcokrajowców, bo wobec tych przebywających legalnie na terenie Italii nie ma nic przeciwko. Problemem Salviniego są nielegalni imigranci, jako że nie wszyscy z nich uciekli tutaj z krajów objętych konfliktem, a poza tym Włochy nie stać na ich utrzymanie. Do tej pory w bieżącym roku przypłynęło do Włoch najwięcej "uchodźców" z Tunezji. Czy w tym kraju jest wojna?

Podsumowując, nie taki Salvini straszny, jak go malują i nie taki głupi, jak go przedstawiają. Opozycja (do której nadal nie dochodzi, że Salvini został wybrany w demokratycznych wyborach) zbiera podpisy pod wotum nieufności dla ministra, krytyka spada na niego nieustannie, a między nim a Saviano ciśnienie podniosło się do tego stopnia, że zaczęły lecieć pozwy. To było do przewidzenia i ciekawi mnie, do czego zaprowadzi wzajemna niechęć obu panów. Jednakowoż, aby nie było tak kolorowo w stosunku do ministra, potrafi on podnieść ciśnienie nawet tak spokojnej osobie jak ja, ponieważ wtrąca się do innych resortów i chce znieść obowiązek szczepień, które według niego są szkodliwe. Na szczęście nowa Minister Zdrowia, pani Grillo, która jest z zawodu lekarzem, ma w tej kwestii inne zdanie.


zdjęcie- Primaonline

Nieznośna lekkość (włoskich) butów

by 10 lipca


Dawno temu, gdy mieszkałam jeszcze w Polsce, trzymałam się zasady, której trzyma się również znakomita część Polaków, jeżeli nie wszyscy. Otóż po powrocie do domu zawsze zdejmowałam buty i zakładałam papucie, bo tak było najwygodniej, poza tym moja mama nie pozwoliłaby mi chodzić w buciorach po jej lśniącej podłodze. Minęło trochę czasu, kilka rzeczy w moim życiu się zmieniło i wylądowałam we Włoszech, gdzie od razu przeżyłam wielki szok kulturowy. Okazało się, że Włosi nie używają w domach kapci i buty są dla nich obuwiem niezastąpionym Co kraj to obyczaj, pomyślałam, ale na swoich włościach nie zamierzałam tego praktykować. 

Nie dopasowałam się do tych dziwnych reguł i po wejściu do mieszkania zdejmowałam buty, lecz mój mąż nie miał najmniejszej ochoty przejść na kapciową stronę mocy, gdyż bez butów, jak się wyraził, miał się bardzo źle. Nie nalegałam i pozwoliłam na to biedaczkowi, w końcu to ja byłam gościem w obcym kraju, więc nie mogłam zmieniać stylu życia Włochów. Bywało, że krew mnie zalewała, ponieważ w domu pojawił się gość (np. jakiś fachowiec) i zostawiał mi na podłodze mokre ślady, bo akurat padało. Wtedy przeklinałam pod nosem, wkurzałam się na cały włoski świat i na ich luzackie podejście do wszystkiego, zwłaszcza mojego sprzątania. My, Polacy, jesteśmy dobrze wychowani, snułam w głowie rozważania. Zdejmujemy buty, dbamy o czystość u innych, zaś włoska swoboda obyczajów  jest zwyczajnym przegięciem. 

Kiedy pojechałam poznać moich przyszłych teściów, pierwsze co zrobiłam w ich szanownych progach, to było zdjęcie butów, jakżeby inaczej. Szybko jednak wsunęłam je na powrót, bowiem teściowa wraz z teściem zaczęli mnie przekonywać, że mam się nie krępować i chodzić w butach choćby do toalety. Dobrze się stało, że ich posłuchałam, gdyż w przypływie stresu (czego ubierając się, nie zauważyłam), włożyłam, o zgrozo, dziurawe skarpetki, wobec tego postanowiłam nie wychylać się przed szereg i dostosować do miłych gospodarzy. Odwiedzałam także wszystkich krewnych męża i pozostawanie w butach w końcu wydało mi się dosyć sensowne. Oszczędziłam dużo czasu i jak szybko weszłam do jakiegoś domu, mogłam z niego szybko wyjść, żeby polecieć do następnej ciotki. Sardyńska rodzina zrobiła na mnie pozytywne wrażenie i z ulgą mogłam stwierdzić, że pierwsze koty, pardon- buty, za płoty.

Jakiś czas później przyjechali do nas teściowie i co było do przewidzenia, w ogóle nie zdejmowali obuwia. Nasze małe mieszkanko różniło się od wielkiej chaty teściów, zatem brudna podłoga po raz kolejny okazała się moją zmorą. Poprosiłam męża, aby przekonał teściów do chodzenia w skarpetkach, ale jak grochem o ścianę. Teść zdjął buty na pół dnia i rzekomo się bez nich przeziębił, więc dałam sobie spokój. Przeczekałam "butowy" tydzień i obiecałam mężowi poprawę, czyli zaakceptowanie faktu, iż Włosi po domach w butach chodzą. Któregoś dnia stał się cud - mąż wreszcie zaczął chodzić w kapciach i to bez jakiejkolwiek perswazji z mojej strony. Ja natomiast spostrzegłam, że paradowanie po mieszkaniu w butach już mnie nie razi i nie narzekam więcej na brudne ślady. Rano zakładam papucie, lecz gdy wracam do domu z zakupów czy spaceru, nie zdejmuję butów i nie rozstaję się z nimi aż do wieczora. Cóż, z kim się zadajesz, takim się stajesz, a włoski styl bycia jest tego naprawdę wart.



zdjęcie- iovivoaroma.org

Jedyne takie włoskie wakacje

by 04 lipca

Cóż może być piękniejszego od urlopu we Włoszech? Cudowne plaże, wyśmienite jedzenie, wspaniałe widoki i niepowtarzalna włoska atmosfera od lat przyciągają turystów z całego świata. Mieszkając tutaj, nie czuję się, wbrew pozorom, jak na wiecznych wakacjach, ale trzeba przyznać, że bywają momenty, gdy ogarnia mnie słynne dolce vita i cieszę się, że tory losu sprowadziły mnie do Włoch. W moim przekonaniu Italia to wyjątkowy kraj i chociaż raz w życiu trzebą ją odwiedzić, inaczej wiele się straci. A kto przyjedzie tu po raz pierwszy, na pewno kiedyś wróci, o tym jestem przekonana. Włochy uzależniają i ciężko jest się wyleczyć z italofilii, zwłaszcza że to bardzo przyjemny i nieszkodliwy nałóg.

Nie napiszę ci, gdzie masz jechać, bo to zupełnie niepotrzebne, sam znajdziesz sobie drogę. Każdy włoski region ma coś do zaoferowania i wszędzie będziesz czuł się wybornie. Nie mogę stwierdzić, że Liguria jest najurokliwszą częścią Italii, ponieważ cały Półwysep Apeniński jest zachwycający. Gdziekolwiek nie pojedziesz, będzie zjawiskowo i po powrocie do domu odczujesz niedosyt, gdyż tak właśnie działają Włochy. Nie dam ci spisu najlepszych restauracji, jako że w każdym zakątku kraju znajdziesz miejsca, w których nie tylko najesz się do syta, ale i zrozumiesz, czym jest szczęście. Mogę jednak dać ci kilka wskazówek, co robić na włoskich wakacjach, o czym nie zapominać i czego się nie obawiać. 

Przede wszystkim wczuj się we włoski klimat. Poświęć rano pół godziny i udaj się do pobliskiego baru, by przekonać się, jaka tam panuje atmosfera. Wypij cappuccino, zjedz rogalika i zobacz jak Włosi podchodzą do życia. Wsłuchaj się w gwar i we włoskie rozmowy, nawet jeśli nie znasz języka. Chłoń niezwykły nastrój panujący w kawiarniach i nigdzie się nie śpiesz, bo to takie niewłoskie. Nie zapominaj o sieście, czyli południowym odpoczynku, wszak musisz mieć siły na późniejsze zwiedzanie i nocne przygody. Dostosuj się do cudownych włoskich zwyczajów, a wtedy jeszcze bardziej wsiąkniesz w Italię.

Pamiętaj o tym, aby do Włoch zabrać parę rzeczy, bez których ani rusz. Okulary przeciwsłoneczne to podstawa (tak, to banalne o tym wspominać, lecz z własnego doświadczenia wiem, że brak okularów to utrapienie we Włoszech), tak samo jak chusta, gdyż można się nią przykryć wchodząc do miejsc wymagających odpowiedniego stroju. A że większość czasu być może spędzisz na plaży, to koniecznie weź ze sobą krem z filtrem, bowiem o oparzenia nietrudno. Najważniejsze zaś składniki, w które musisz się uzbroić podczas włoskich wakacji to dobry humor, uśmiech na twarzy oraz swoboda. Wrzuć na luz i nie spinaj się na próżno, przecież urlop to nie czas na nerwy i stres.

Nie przejmuj się, iż nie dogadasz się z Włochami, ponieważ nie mówią po angielsku. To nie do końca prawda, gdyż posługują się językiem Szekspira coraz sprawniej, szczególnie młodzi ludzie, a i bez tego jakoś się dogadacie. Włosi rozmawiają rękami, więc są w stanie porozumieć się z każdym turystą i robią to w sposób nadzwyczaj uroczy. Jeśli mimo to masz obawy, weź ze sobą kieszonkowy słownik, tak na wszelki wypadek. Zdarza się, że lubiący żarty Włosi sprzedają turystom słowa niezbyt parlamentarne i mają wielki ubaw, gdy ci je powtarzają. To jednak nic strasznego i w tym wypadku przydaje się luz, o którym wcześniej wspominałam.

Nie lękaj się ulicznych sprzedawców, jako że są oni niegroźni. Niektórzy bywają natrętni, ale po zdecydowanym sprzeciwie zwiedzającego dają sobie spokój z oferowaniem produktów. Na plaży również się ich spodziewaj, lecz i tu nie masz się co irytować. Coś zaproponują i pójdą dalej, być może kupisz od nich jakiś drobiazg. To nielegalne i jeśli zostaniesz na tym przyłapany, dostaniesz soczysty mandat, jednak na plażach jest mało kontroli. Nie nakłaniam cię do sponsorowania nielegalnych interesów, jest mi po prostu żal mi ludzi, którzy chodzą przez cały dzień obładowani po pachy w wysokim upale i tak przez całe lato. Przyzwyczaisz się do widoku plażowych sprzedawców i prędzej czy później przestaną cię wkurzać.

Jeżeli masz okazję, zbaczaj z turystycznych szlaków i odwiedzaj prowincjonalne miasteczka, które są kwintesencją Italii. Popatrz na staruszków odpoczywających na ławeczkach, na gustownie ubrane kobiety w "pewnym wieku", pójdź na włoski targ, gdzie zobaczysz warzywa i owoce ułożone w sposób fantazyjny i ta normalna włoska rzeczywistość wyda ci się niezwykła. Smakuj Włochy, przeglądaj się w nich, kontempluj je, naciesz się nimi, przechowaj w wspomnieniach. I zakochaj się w Italii do szaleństwa, o co zresztą nietrudno, bo to kraj, gdzie hasło "miłość od pierwszego wejrzenia" naprawdę się sprawdza. 

Obsługiwane przez usługę Blogger.