Nieznośna lekkość (włoskich) butów

by 10 lipca


Dawno temu, gdy mieszkałam jeszcze w Polsce, trzymałam się zasady, której trzyma się również znakomita część Polaków, jeżeli nie wszyscy. Otóż po powrocie do domu zawsze zdejmowałam buty i zakładałam papucie, bo tak było najwygodniej, poza tym moja mama nie pozwoliłaby mi chodzić w buciorach po jej lśniącej podłodze. Minęło trochę czasu, kilka rzeczy w moim życiu się zmieniło i wylądowałam we Włoszech, gdzie od razu przeżyłam wielki szok kulturowy. Okazało się, że Włosi nie używają w domach kapci i buty są dla nich obuwiem niezastąpionym Co kraj to obyczaj, pomyślałam, ale na swoich włościach nie zamierzałam tego praktykować. 

Nie dopasowałam się do tych dziwnych reguł i po wejściu do mieszkania zdejmowałam buty, lecz mój mąż nie miał najmniejszej ochoty przejść na kapciową stronę mocy, gdyż bez butów, jak się wyraził, miał się bardzo źle. Nie nalegałam i pozwoliłam na to biedaczkowi, w końcu to ja byłam gościem w obcym kraju, więc nie mogłam zmieniać stylu życia Włochów. Bywało, że krew mnie zalewała, ponieważ w domu pojawił się gość (np. jakiś fachowiec) i zostawiał mi na podłodze mokre ślady, bo akurat padało. Wtedy przeklinałam pod nosem, wkurzałam się na cały włoski świat i na ich luzackie podejście do wszystkiego, zwłaszcza mojego sprzątania. My, Polacy, jesteśmy dobrze wychowani, snułam w głowie rozważania. Zdejmujemy buty, dbamy o czystość u innych, zaś włoska swoboda obyczajów  jest zwyczajnym przegięciem. 

Kiedy pojechałam poznać moich przyszłych teściów, pierwsze co zrobiłam w ich szanownych progach, to było zdjęcie butów, jakżeby inaczej. Szybko jednak wsunęłam je na powrót, bowiem teściowa wraz z teściem zaczęli mnie przekonywać, że mam się nie krępować i chodzić w butach choćby do toalety. Dobrze się stało, że ich posłuchałam, gdyż w przypływie stresu (czego ubierając się, nie zauważyłam), włożyłam, o zgrozo, dziurawe skarpetki, wobec tego postanowiłam nie wychylać się przed szereg i dostosować do miłych gospodarzy. Odwiedzałam także wszystkich krewnych męża i pozostawanie w butach w końcu wydało mi się dosyć sensowne. Oszczędziłam dużo czasu i jak szybko weszłam do jakiegoś domu, mogłam z niego szybko wyjść, żeby polecieć do następnej ciotki. Sardyńska rodzina zrobiła na mnie pozytywne wrażenie i z ulgą mogłam stwierdzić, że pierwsze koty, pardon- buty, za płoty.

Jakiś czas później przyjechali do nas teściowie i co było do przewidzenia, w ogóle nie zdejmowali obuwia. Nasze małe mieszkanko różniło się od wielkiej chaty teściów, zatem brudna podłoga po raz kolejny okazała się moją zmorą. Poprosiłam męża, aby przekonał teściów do chodzenia w skarpetkach, ale jak grochem o ścianę. Teść zdjął buty na pół dnia i rzekomo się bez nich przeziębił, więc dałam sobie spokój. Przeczekałam "butowy" tydzień i obiecałam mężowi poprawę, czyli zaakceptowanie faktu, iż Włosi po domach w butach chodzą. Któregoś dnia stał się cud - mąż wreszcie zaczął chodzić w kapciach i to bez jakiejkolwiek perswazji z mojej strony. Ja natomiast spostrzegłam, że paradowanie po mieszkaniu w butach już mnie nie razi i nie narzekam więcej na brudne ślady. Rano zakładam papucie, lecz gdy wracam do domu z zakupów czy spaceru, nie zdejmuję butów i nie rozstaję się z nimi aż do wieczora. Cóż, z kim się zadajesz, takim się stajesz, a włoski styl bycia jest tego naprawdę wart.



zdjęcie- iovivoaroma.org

Jedyne takie włoskie wakacje

by 04 lipca

Cóż może być piękniejszego od urlopu we Włoszech? Cudowne plaże, wyśmienite jedzenie, wspaniałe widoki i niepowtarzalna włoska atmosfera od lat przyciągają turystów z całego świata. Mieszkając tutaj, nie czuję się, wbrew pozorom, jak na wiecznych wakacjach, ale trzeba przyznać, że bywają momenty, gdy ogarnia mnie słynne dolce vita i cieszę się, że tory losu sprowadziły mnie do Włoch. W moim przekonaniu Italia to wyjątkowy kraj i chociaż raz w życiu trzebą ją odwiedzić, inaczej wiele się straci. A kto przyjedzie tu po raz pierwszy, na pewno kiedyś wróci, o tym jestem przekonana. Włochy uzależniają i ciężko jest się wyleczyć z italofilii, zwłaszcza że to bardzo przyjemny i nieszkodliwy nałóg.

Nie napiszę ci, gdzie masz jechać, bo to zupełnie niepotrzebne, sam znajdziesz sobie drogę. Każdy włoski region ma coś do zaoferowania i wszędzie będziesz czuł się wybornie. Nie mogę stwierdzić, że Liguria jest najurokliwszą częścią Italii, ponieważ cały Półwysep Apeniński jest zachwycający. Gdziekolwiek nie pojedziesz, będzie zjawiskowo i po powrocie do domu odczujesz niedosyt, gdyż tak właśnie działają Włochy. Nie dam ci spisu najlepszych restauracji, jako że w każdym zakątku kraju znajdziesz miejsca, w których nie tylko najesz się do syta, ale i zrozumiesz, czym jest szczęście. Mogę jednak dać ci kilka wskazówek, co robić na włoskich wakacjach, o czym nie zapominać i czego się nie obawiać. 

Przede wszystkim wczuj się we włoski klimat. Poświęć rano pół godziny i udaj się do pobliskiego baru, by przekonać się, jaka tam panuje atmosfera. Wypij cappuccino, zjedz rogalika i zobacz jak Włosi podchodzą do życia. Wsłuchaj się w gwar i we włoskie rozmowy, nawet jeśli nie znasz języka. Chłoń niezwykły nastrój panujący w kawiarniach i nigdzie się nie śpiesz, bo to takie niewłoskie. Nie zapominaj o sieście, czyli południowym odpoczynku, wszak musisz mieć siły na późniejsze zwiedzanie i nocne przygody. Dostosuj się do cudownych włoskich zwyczajów, a wtedy jeszcze bardziej wsiąkniesz w Italię.

Pamiętaj o tym, aby do Włoch zabrać parę rzeczy, bez których ani rusz. Okulary przeciwsłoneczne to podstawa (tak, to banalne o tym wspominać, lecz z własnego doświadczenia wiem, że brak okularów to utrapienie we Włoszech), tak samo jak chusta, gdyż można się nią przykryć wchodząc do miejsc wymagających odpowiedniego stroju. A że większość czasu być może spędzisz na plaży, to koniecznie weź ze sobą krem z filtrem, bowiem o oparzenia nietrudno. Najważniejsze zaś składniki, w które musisz się uzbroić podczas włoskich wakacji to dobry humor, uśmiech na twarzy oraz swoboda. Wrzuć na luz i nie spinaj się na próżno, przecież urlop to nie czas na nerwy i stres.

Nie przejmuj się, iż nie dogadasz się z Włochami, ponieważ nie mówią po angielsku. To nie do końca prawda, gdyż posługują się językiem Szekspira coraz sprawniej, szczególnie młodzi ludzie, a i bez tego jakoś się dogadacie. Włosi rozmawiają rękami, więc są w stanie porozumieć się z każdym turystą i robią to w sposób nadzwyczaj uroczy. Jeśli mimo to masz obawy, weź ze sobą kieszonkowy słownik, tak na wszelki wypadek. Zdarza się, że lubiący żarty Włosi sprzedają turystom słowa niezbyt parlamentarne i mają wielki ubaw, gdy ci je powtarzają. To jednak nic strasznego i w tym wypadku przydaje się luz, o którym wcześniej wspominałam.

Nie lękaj się ulicznych sprzedawców, jako że są oni niegroźni. Niektórzy bywają natrętni, ale po zdecydowanym sprzeciwie zwiedzającego dają sobie spokój z oferowaniem produktów. Na plaży również się ich spodziewaj, lecz i tu nie masz się co irytować. Coś zaproponują i pójdą dalej, być może kupisz od nich jakiś drobiazg. To nielegalne i jeśli zostaniesz na tym przyłapany, dostaniesz soczysty mandat, jednak na plażach jest mało kontroli. Nie nakłaniam cię do sponsorowania nielegalnych interesów, jest mi po prostu żal mi ludzi, którzy chodzą przez cały dzień obładowani po pachy w wysokim upale i tak przez całe lato. Przyzwyczaisz się do widoku plażowych sprzedawców i prędzej czy później przestaną cię wkurzać.

Jeżeli masz okazję, zbaczaj z turystycznych szlaków i odwiedzaj prowincjonalne miasteczka, które są kwintesencją Italii. Popatrz na staruszków odpoczywających na ławeczkach, na gustownie ubrane kobiety w "pewnym wieku", pójdź na włoski targ, gdzie zobaczysz warzywa i owoce ułożone w sposób fantazyjny i ta normalna włoska rzeczywistość wyda ci się niezwykła. Smakuj Włochy, przeglądaj się w nich, kontempluj je, naciesz się nimi, przechowaj w wspomnieniach. I zakochaj się w Italii do szaleństwa, o co zresztą nietrudno, bo to kraj, gdzie hasło "miłość od pierwszego wejrzenia" naprawdę się sprawdza. 

Obsługiwane przez usługę Blogger.