Most Morandi, akt drugi


Minął tydzień od dramatycznych wydarzeń w Genui i nadal ciężko pogodzić się z tym, co się stało. Wiele kwestii wciąż pozostaje niewyjaśnionych, są pytania, na które długo nie otrzymamy odpowiedzi, ale jedno nie ulega wątpliwości- w 21 wieku mosty nie powinny tak po prostu spadać. Zginęły 43 osoby (w tym czworo dzieci), ponad 600 zostało wysiedlonych z terenów pomostowych i trzeba im znaleźć nowe miejsce zamieszkania, a miasto ciągle opłakuje ofiary tragedii. Nie ustają polemiki, ludzie są wściekli i złość postanowili skupić na prezesach autostrady, czyli tych, którzy pobierają niemałe opłaty za przejazd po włoskich drogach, a nie robią nic, by polepszyć ich stan. Najwięcej dostało się rodzinie Benetton, jednej z właścicieli autostrad, większości kojarzonej ze znaną marką odzieżową. Inkasowanie grubych pieniędzy, brak inwestycji i (ponoć) sponsorowanie partii politycznych to podstawowe zarzuty wobec firmy. Kolejnym jest zbyt długie milczenie po zawaleniu się mostu oraz świętowanie członków zarządu Ferragosto dzień po katastrofie. Krótko (i brzydko) mówiąc, Benetton ma przesrane.

Od momentu, gdy po dramacie w Genui na wierzch wypłynęło nazwisko Benetton, opinia publiczna nie ma dla marki litości. Ludzie zarzucają włodarzom firmy skąpstwo i uważają, że są oni odpowiedzialni za śmierć tylu osób. Nazywają ich nawet mordercami, co być może jest reakcją przesadzoną, ale w obecnej sytuacji jak najbardziej zrozumiałą. Oficjalna strona na Facebook'u roi się od komentarzy zniesmaczonych Włochów (administratorzy nie nadążają za ich kasowaniem), którzy wyładowują swój gniew i bezradność po tragedii. "Nigdy więcej nie kupimy waszych produktów" jest najdelikatniejszym wyrazem sprzeciwu wobec działań potężnej spółki. Oliwy do ognia dodał Luigi Di Maio, który zasugerował, że Benetton sponsorował kampanię wyborczą lewicy. Na tą wiadomość błyskawicznie zareagował były premier Matteo Renzi, zaprzeczając rewelacjom i nazywając Di Maio szakalem. Nie potrafił siedzieć cicho naczelny fotograf Benettonu- Oliviero Toscani i co było do przewidzenia, stanął on w obronie pracodawcy, po czym wylała się na niego fala krytyki. Memy oskarżające Benetton zaczęły ogarniać internet i tylko lewicowe media milczały, nie mając odwagi ujawnić nazwy firmy. W necie jednak nic nie ginie i jako tako nie ma cenzury, zatem wszyscy się dowiedzieli, o kogo w sprawie chodzi.

Przypadek Benetton udowadnia, że milczenie nie zawsze jest złotem i chyba to najbardziej ludzi ruszyło. Podczas gdy w Genui panowała żałoba, a cały kraj z przerażeniem patrzył na to, co się dzieje, akcjonariusze autostrady nie odwołali tradycyjnej kolacji z okazji Ferragosto i nie odnieśli się w żaden sposób do tragedii na moście. Pokajali się dopiero po kilku dniach, przeprosili za brak reakcji, lecz ich skrucha nikogo nie przekonała. Benetton strzelił sobie w stopę i będzie musiał zatrudnić niejednego speca od ocieplenia wizerunku, aby jakoś naprawić nadszarpniętą reputację. Największe zyski przynosi firmie nie marka odzieżowa, niemniej to pod jej szyldem jest najbardziej znana, więc jej właścicielom żadna afera nie jest na rękę. Mimo wszystko istnieje cień nadziei na to, że firma podniesie się z kryzysu, gdyż przy podobnych nakładach pieniężnych nie ma rzeczy niemożliwych. Niestety, ani grama nadziei nie mają rodziny ofiar tragedii, bo ich bliscy odeszli na zawsze. I choć prokuratura w Genui, która bada sprawę zawalenia się mostu, nie wskazała jeszcze winnych, to obojętność przedstawicieli firmy przemówiła do społeczeństwa bardziej niż suche fakty.


zdjęcie- Corriere Della Sera
Obsługiwane przez usługę Blogger.