Interesy na Szczycie i tajemnicza śmierć słynnego mafioso

by 02 listopada

Był ciepły, jesienny wieczór i Matka na Szczycie wraz z dwiema przyjaciółkami- Gosią Jurrasik oraz Katarzyną Przebieg siedziały w barwnym górskim salonie gospodyni i pijąc grzane wino, dyskutowały na temat nowego projektu, który miały zamiar wcielić w życie. Dziewczyny postanowiły otworzyć bar w stylu włoskim, gdzie będzie można wypić cappuccino, zjeść pyszne rogaliki i posłuchać przebojów rodem z Italii na dobry początek dnia. Po długich namysłach zdecydowały, że knajpka będzie się nazywać Il Padrino, jako że to Ojciec Chrzestny włoskiego podziemia- Don Koralone zainspirował je do podjęcia decyzji. Matka na Szczycie co prawda miała jeszcze do niego wonty za ostatnią akcję, ale zdecydowała nie chować urazy, tylko iść do przodu i wykorzystać doświadczenie zdobyte w potyczkach ze słynnym mafioso. Owocny biznesplan dziewczyn przerwał niespodziewany rumor, bo ktoś właśnie zaczął się dobijać do drzwi.

-Kogo tu nosi o tej porze?- wkurzyła się Gosia Jurrasik- porządne kobiety nie przyjmują wizyt po godzinie dziewiątej!

Matka na Szczycie poszła otworzyć i po chwili wróciła w towarzystwie dwóch policjantów i jakiegoś człeczyny o niezbyt ujmującej powierzchowności, który taszczył ze sobą duży pakunek. Mężczyzna chrząknął, ukłonił się naszym bohaterkom i powiedział coś, co sprawiło, że spokojny Szczyt zatrząsł się od wrażeń:

-Nazywam się adwokat Parassita i chciałem panie poinformować, że wasz przyjaciel, Don Koralone, nie żyje.

Na moment zapadła cisza, którą przerwała Gosia Jurrasik:

-Nie, Matka na Szczycie jest niewinna, ma alibabki! W dzień śmierci była ze mną, jestem świadkiem, więc nie oskarżycie jej ani nie aresztujecie, nie pozwolę wam na to!

I stanęła między zdumioną Katarzyną, a człowiekiem "od złych wiadomości". Ten jednak nie przejął się zbytnio wrzaskami eks asystentki Donatelli Wwersalce i spokojnie kontynuował:

-Ależ nikogo nie chcemy aresztować, Don Koralone zmarł w sposób naturalny i nikt nie oskarża szanownej pani Katarzyny o morderstwo. Jestem tutaj, ponieważ niedawno został otworzony testament mojego pryncypała i okazało się, że została pani jego jedyną spadkobierczynią. Proszę, oto pani spuścizna.

I podał oniemiałej Matce na Szczycie pakunek. Po jego otworzeniu okazało się, że był to zwykły obraz, który przedstawiał Dona Koralone takiego, jakim go dziewczyny znały. Gdy Gosia Jurrasik zobaczyła cyniczny uśmieszek mafioso, wkurzyła się jeszcze bardziej:

-Chcesz mi powiedzieć, że taki ważniak jak Koralone zostawił tylko to nędzne dzieło? A gdzie jego miliony, wille, jachty?

-Wszystko to zostało skonfiskowane przez skarb państwa, bo pan Koralone nie działał do końca legalnie. Obraz ten to nieliczna rzecz, która nie jest nic warta, oprócz oczywiście sentymentu, a z godnych zaufania źródeł wiem, że darzyły panie mojego szefa głębokim szacunkiem. Chciał więc, abyście o nim nie zapomniały i jego ostatnim życzeniem było to, aby obraz z jego podobizną wisiał w waszym nowo otwartym barze.

Dziewczyny spojrzały na siebie i przełknęły śliny. Jak to możliwe, że Koralone wiedział o ich planach? Czyżby na Szczycie jego ludzie zainstalowali pluskwy? Albo ich komórki są na podsłuchu, a one same są śledzone? O matko, w co żeśmy się wpakowały, pomyślała Katarzyna Przebieg i przeklnęła w duchu dzień, gdy Koralone pojawił się na ich drodze.

-W takim razie przyjmuję dar- powiedziała Matka na Szczycie- i żegnam panów. Nie proponuję kawy, gdyż na pewno macie wiele spraw do załatwienia.

Gdy mężczyźni wyszli, przyjaciółki zaczęły się zastanawiać, jak to możliwe, że Koralone zawsze wie wszystko i nawet śmierć mu w niczym nie przeszkadza?

-Musimy się przyzwyczaić do tego, że facet nie zostawi nas w spokoju- westchnęła Kasia Przebieg- dlatego uważam, że lepiej będzie powiesić ten obraz w barze, bo inaczej znowu może spotkać nas coś złego.

-Popieram- powiedziała Matka na Szczycie i choć Gosia Jurrasik była przeciw, gdyż nie uśmiechała jej się wizja umarlaka w przytulnej włoskiej knajpce, to nie miała wyjścia jak to zaakceptować, bowiem została przegłosowana. Nie pozostawało nic innego, jak dopełnić formalności, latać po urzędach, zdobywać pozwolenia itepe, ale okazało się, że wszystko zostało już załatwione i nasze bohaterki otwarły bar Il Padrino w iście błyskawicznym tempie. Nie trzeba dodawać, że z miejsca stał się on kultowy i przyciągał miłośników Italii z całego kraju.

Wyglądało na to, że portret Dona Koralone przynosił szczęście knajpce. Nie tylko ustawiały się do niego pielgrzymki podejrzanych gości, lecz przynosił on także niemałe profity. Typki, którzy przychodzili oglądać najsłynniejszego mafioso namalowanego przez Salvadora Dali (takie plotki rozpuściła Gosia Jurrasik, mimo że na pierwszy rzut oka widać było, iż to kicz, a nie dzieło wielkiego mistrza. Gosia jednak słusznie rozumowała, że fani Koralone, w większości przestępcy, raczej nie znają się na sztuce), przypinali do obrazu, jako wyrazy szacunku, banknoty, którymi dziewczyny sprawiedliwie się dzieliły.

-Chociaż raz Don Koralone nam się do czegoś przysłużył- uśmiechnęła się Matka na Szczycie- w końcu wyszłyśmy na nasze, bo do tej pory z jego powodu miałam tylko długi.

Dobra passa trwała nieprzerwanie mimo różnych przeszkód. Konkurencja, która nie mogła znieść tego, że lokal trzech przyjaciółek pozamiatał całą resztę, zaczęła rozpuszczać plotki, iż bar jest nawiedzony, a sama Gosia Jurrasik korzysta z usług egzorcysty. Kasia Przebieg musiała zmierzyć się z bolesną przeszłością, gdy wyszła na jaw jej misja w Watykanie (a złośliwcy dodawali, że zrobiono jej tam pranie mózgu), natomiast o Matce na Szczycie mówiono, że poślubiła potajemnie Don Koralone i teraz jest wielką szychą. Oczywiście Katarzyna Targosz nic sobie z tego nie robiła i powtarzała wszem wobec, że niech sobie ją obgadują, ponieważ sumienie ma czyste i może chodzić z podniesioną głową. A to, iż ubyło jej kilku klientów, w ogóle ją nie poruszyło, jako że portet mafiosa z Neapolu cieszył się nadal bardzo dużym powodzeniem, a nawiedzeni fani Koralone oprócz datków pieniężnych zaczęli zapalać w barze świeczki, na co Gosia Jurrasik przyznała, że czuje się tu jak w kościele.

W każdym razie nie było źle i do dziewczyn co rusz zgłaszali się a to reklamodawcy, a to reporterzy, żeby zrozumieć przyczynę powodzenia prowincjonalnej knajpki. Miłej bo miłej, i owszem, ale takich przecież jest w okolicy na pęczki.

-No cóż- odpowiadała skromnie Gosia Jurrasik- wystarczy na nas popatrzeć i macie odpowiedź na wasze rozterki. Charyzma, klasa, uroda i wyjątkowa błyskotliwość od lat przyciągają mężczyzn, więc skoro mogą oglądać nas teraz godzinami w knajpce, to nie ma się co dziwić, że Il Padrino z miejsca uzyskał ogromną popularność. Dodatkowo mają nam przyznać gwiazdkę Pisklę, chociaż nic nie gotujemy. Ale co urok to urok.

Tymczasem na horyzoncie pojawiły się pierwsze kłopoty. Pewnego dnia, gdy dziewczyny weszły rano do baru, zobaczyły, że portret Dona Koralone znikł. Matka na Szczycie na początku zbagatelizowała sprawę i przekonywała koleżanki, że nadal będzie tak samo. Po kilku dniach doszło do niej, że się myliła, jako że profity knajpki zmniejszyły się o ponad połowę. Klientów nie przybywało, a pielgrzymki przestępców już nie pojawiały się w progach Il Padrino, aby złożyć uszanowanie Ojcu Chrzestnemu mafii. Dziewczyny robiły dobrą minę do złej gry, lecz w końcu doszło do nich, że muszą coś zrobić, inaczej trzeba będzie zwijać interes. Zdesperowana Kasia Przebieg zaproponowała, by stworzyć tu klub go-go, w końcu,  jak się wyraziła - mamy jeszcze niezły przebieg - ale pomysł nie spotkał się z uznaniem współwłaścicielek baru. Gosia Jurrasik po raz kolejny pomstowała na Dona Koralone, w jej odczuciu sprawcy całego zamieszania i zastanawiała się, czemu nawet w grobie nie daje im spokoju. Po wielu dyskusjach, płaczach i małych kłótniach bar Il Padrino został przejściowo zamknięty, a naszym bohaterkom nie pozostało nic innego, jak wrócić do poprzedniego stanu i myśleć nad nowym pomysłem na wspólny biznes.

-A wiecie- przypomniało się Matce na Szczycie- w piwnicy mam pyszną nalewkę, pomoże nam rozruszać szare komórki. Pójdę po nią.

-Siedź- powiedziała Gosia- ja pobiegnę, a ty się odstresuj.

Jak powiedziała, tak zrobiła. Minęły może dwie minuty, a dwie Kasie usłyszały głośny wrzask i przerażona Gosia Jurrasik wróciła do pokoju.

-Duch, duch, widziałam ducha- krzyczała jak oszalała- to on, jego duch tam jest!

Chcąc nie chcąc Kasia Przebieg i Matka na Szczycie zeszły do piwnicy (Gosia Jurrasik szła między nimi) i kiedy zobaczyły, że obok worków z ziemniakami ktoś zrobił sobie legowisko, stanęły jak wryte. Po chwili z ciemności wynurzyła się dobrze im znana postać Dona Koralone, który nie wyglądał ani na trupa, ani tym bardziej na ducha.

-Musiałem sfingować własną śmierć- powiedział do dziewczyn- i tylko tutaj mogłem się ukryć. Wasz bar odwiedzali nie tylko goście, ale przede wszystkim moi goryle, którym zadaniem było mnie chronić i usuwać z drogi wszelkie niedogodności. Ktoś jednak nie potrafił trzymać języka za zębami i poinformował władze, aby prześwietlili knajpę. Nie chciałem, by przez portret doszli do moich powiązań z paniami, dlatego kazałem moim ludziom go zabrać i oddaliłem trop ode mnie. Gdyby się ktoś dowiedział, że przebywam w pani domu, miałaby pani duże kłopoty, dlatego też, aby się z nich wylizać, musicie mi pomóc dostać się do Włoch. Nieważne jak to zrobicie, ale wiedzcie, że to ja rozdaję karty. Jak zwykle.

Czy ten cholerny mafioso nigdy się od nas nie odczepi, pomyślała umęczona Matka na Szczycie. Koniec roku zapowiadał się tak spokojnie, a wygląda na to, że znowu będziemy bujać się po Italii. Mam dość!

Czy Matka na Szczycie i jej przyjaciółki pomogą Donowi Koralone?
Czy bar Il Padrino zostanie ponownie otwarty?
Co się takiego stało, że Don Koralone musiał zaplanować własną śmierć?

Ja tego nie wiem i nie mam pojęcia, czy się kiedyś dowiemy. O to musicie zapytać dzisiejszą solenizantkę, Matkę na Szczycie, bo to już taka blogowa tradycja, że w dzień jej urodzin publikuję opowiadanie z nią w roli głównej. Wszystkiego dobrego Kasiu, Ty wiesz!


Poprzednie opowiadania- 1 2 3

zdjęcie- iCappuccino

Obsługiwane przez usługę Blogger.