Czy we Włoszech jest bezpiecznie? (aktualizacja)


Kiedy wczoraj zastanawiałam się nad tym, czy po raz kolejny poruszyć temat bezpieczeństwa we Włoszech, przeczytałam w internecie wiadomość, która przesądziła sprawę. Otóż włoskie Służby Specjalne aresztowały 20-letniego Egipcjanina, tak zwanego Samotnego Wilka (Lupo Solitario) z Isis, gdyż planował on atak terrorystyczny na terenie Italii, a dokładniej w Mediolanie. Mieszkam niedaleko i przyznam, że przez chwilę odczułam lekki niepokój. Włochy są względnie bezpieczne, to fakt, niemniej jak widać na przytoczonym przykładzie, licho nie śpi. Na szczęście czuwają odpowiednie straże i działają w sposób błyskawiczny. Obywatel Egiptu został aresztowany, jego dwaj kolesie wraz z nim przygotowujący akcję również i wszyscy zostaną wydaleni z Belpaese. I bardzo dobrze, bo potencjalni terroryści to niebezpieczni ludzie, a ich miejsce jest w więzieniu w ich własnym kraju. Co jednak z tym bezpieczeństwem? 

W ubiegłym artykule wyraziłam przekonanie, iż spokój we Włoszech ma wiele wspólnego ze zjawiskiem nielegalnej imigracji. Jak wiemy, biznes związany z przemytem ludzi nowy rząd solidnie ukrócił, aczkolwiek problem pozostał. Chodzi mi o to, że nie wszyscy, którzy przypłynęli w ostatnich latach do Italii to aniołki i są na to niestety dowody. Nie jestem rasistką ani nie bronię nikomu potrzebującemu dostępu do Włoch, lecz zwyczajnie nie chcę tutaj przestępców. Nie mam nic przeciwko zwykłym imigrantom, mającym za sobą bolesne doświadczenia, ale nie mogę zaakceptować kryminalistów, bezczelnie kryjących się pod przykrywką uchodźców. Ostatnie miesiące pokazały, że takich osób jest wiele i zwłaszcza kobiety nie mogą czuć się do końca bezpieczne. Przykładem jest to, co przydarzyło się 16-letniej Włoszce, Desiree, która została wielokrotnie zgwałcona, a później zamordowana przez kilku Senegalczyków. Najpierw podali biednej dziewczynie narkotyki, a potem gwałcili ją na przemian przez kilkanaście godzin. Kiedy nastolatka była już w stanie agonalnym, postanowili ją wykończyć, gdyż jak stwierdził jeden z nich- "lepiej ona martwa, niż my w więzieniu". Jak zaplanowali, tak zrobili.

Podkreślam raz jeszcze, nie wrzucam każdego imigranta do jednego worka, ale kiedy dzieją się takie rzeczy i negatywnymi bohaterami są osoby, które pojawiły się w Italii w ostatnich latach, budzi się we mnie złość. Lewicowi premierzy, odpowiedzialni za inwazję imigracyjną, ciągle przekonywali, iż pomagają ofiarom wojny i przypływają tutaj osoby nastawione pokojowo, a okazało się, że nie jest to do końca prawdą. Skąd zresztą politycy mieli to wiedzieć, skoro na statkach znajdowali się wyłącznie ludzie bez dokumentów? Według mnie było to bardzo pochopne podejście do sprawy, ponieważ trzeba wiedzieć, kogo się wpuszcza do domu. Historia Desiree udowadnia, że należy być czujnym i zamykać drzwi zwyrodnialcom. Dotknął mnie los tej biednej dziewczyny, natomiast wzburzyło mnie to, co wydarzyło się po jej śmierci. Znaleźli się bowiem odważni przedstawiciele lewicy, moi ulubieni radical chic, którzy zaczęli wywlekać brudy z jej przeszłości. Desiree pochodziła z patologicznej rodziny, jej matka urodziła ją, gdy miała 15 lat, a ojciec handlował narkotykami, zatem nic dziwnego, że spotkał ją taki koniec. Od kiedy to dzieci odpowiadają za błędy rodziców? Obrzydziło mnie, że nie padły słowa potępienia w kierunku zabójców Desiree, zaś na jej rodzinę wylano wiadro pomyj. Poprawność polityczna doprowadziła do tego, że nie uszanowano ofiary morderców z Senegalu.

Nie czuję się bezpiecznie, gdy czytam, że obywatel Maroko zgwałcił na plaży staruszkę albo gdy słyszę o kolejnych włamaniach do domów Włochów. Kilka miesięcy temu opinią publiczną wstrząsnął zuchwały i nad wyraz brutalny atak na włoskie małżeństwo, które zostało sterryzowane przez szajkę złodziejów. Byli oni na tyle bezwzględni, że obcięli kobiecie ucho i tym samym udowodnili, że są w stanie nawet zabić, żeby tylko uzyskać dostęp do kasy. Kiedy o tym przeczytałam, od razu byłam pewna, że przestępcami są obcokrajowcy i bynajmniej nie miałam na myśli imigrantów z Afryki. We włamaniach do włoskich domów przodują niestety przybysze z Europy Wschodniej, a parę emerytów zaatakowali młodzi Rumuni, za dnia pracujący fizycznie, zaś nocą dorabiający sobie w okrutny sposób. Odcięcie ucha starszej kobiety wywołało w Italii burzę i społeczeństwo domagało się od władz szybkiej reakcji. Tak też się stało i miejmy nadzieję, że o takich przypadkach nie będziemy już więcej słyszeć.

Tymczasem włoskie prawo ostatnio zaskakuje. Niby ma karać przestępców, a jednak nawet na ciężkie przewinienie znajdzie się usprawiedliwienie. Niedawno we Włoszech głośno było o sprawie handlarza narkotyków rodem z Tunezji, który został uniewinniony, jako że sąd stwierdził, iż z czegoś musiał się utrzymywać. Gdy się o tym dowiedziałam, uzmysłowiłam sobie, że taki wyrok to zaproszenie do kolejnych przestępstw. Jeśli sprzedawanie narkotyków można uznać za zgodne z prawem tylko dlatego, że trzeba jakoś żyć, to po co w ogóle je zakazywać? Ten sam argument sąd użył w procesie czternastu przemytników ludzi, którzy również zostali uniewinnieni. Przemycali, gdyż nie mieli innego źródła dochodu. Czyli mogę iść jutro obrobić bank i nic mi się nie stanie? Bezpieczeństwo w Italii dzięki skandalicznym wyrokom włoskiego sądu zostało nieco nadszarpnięte i nie podoba mi się, że taki handlarz może teraz stać pod szkołą i nic mu nie będzie, bo to jest jego praca. Tak, mogę wylewać żale, ale ci ludzie muszą przecież zarabiać na życie. I nieważne, że robią to w sposób niezgodny z prawem, to akurat dla sądu nieistotny szczegół.

Pomimo wszystko uważam, że Włochy są bezpiecznym krajem. Nie ma paranoi na ulicach, życie toczy się własnym rytmem i nikt nie ma pretensji do zwykłych, uczciwie pracujących tutaj imigrantów. Ataków terrorystycznych w Italii nie było i ufam, że ryzyko pojawienia się na terenie Włoch Samotnych Wilków jest minimalne. Szczerze przyznam, że bardziej obawiam się tych, którzy kroczą tu przestepczą ścieżką, tak samo jak obawiam się ludzi prawa, ułaskawiających bez (wydawałoby się) szczególnego zastanowienia. Mieszkam na prowincji, moje miasteczko liczy trochę ponad 3 tysiące osób i bezpieczeństwo tutaj w żadnym wypadku nie jest zagrożone. Duże miasta oddychają jednak inaczej, niemniej nie sądzę, by w Mediolanie po aresztowaniu terrorysty z Egiptu nastała zbiorowa panika. Trzeba wszakże być czujnym i mieć się na baczności, zwłaszcza wtedy, gdy tak łatwo otwiera się bramy wiodące do pięknej Italii. Zamknąć je bowiem jest o wiele trudniej.
Obsługiwane przez usługę Blogger.