Kiedy niebo płacze


Mam dość. Jestem bezradna, wtrząśnięta, zasmucona, ale przede wszystkim jest mi wstyd. Wstyd za tych wszystkich mężczyzn, którzy pozbawiają życia kobiety, wstyd za to, że cywilizowany kraj, jakim jest Italia, nie może sobie poradzić z problemem kobietobójstwa (femminicidia). Wstyd za bezradność odpowiednich służb, do których zgłaszają się kobiety, lecz nie otrzymują należytej pomocy, a ich desperackie próby ucieczki od domowych tyranów kończą się śmiercią. W tym roku aż 106 kobiet zostało zamordowanych i nie jest to zapewne ostateczna liczba. Czy to cholernie przykre i niepokojące zjawisko, jakim jest kobietobójstwo kiedykolwiek się skończy? Statystyki pokazują, że nie, gdyż w porównaniu do ubiegłego roku niewiele się zmieniło. I nie wygląda na to, by miało się polepszyć, ponieważ włoskie prawo nie stoi po stronie kobiet, a dowodem są wyroki na te bestie w ludzkiej skórze. Obudź się wreszcie, Italio, i zrób coś, bo femminicidio to najczarniejsza plama na Twoim pogodnym obliczu. 

Potępiam sędziów, którzy w sposób haniebny aplikują prawo. Potępiam to, że kara dożywocia w przypadku kobietobójstwa jest stosowana marginalnie. Potępiam przypadki morderców przebywających w aresztach domowych, mimo że ich miejsce jest za kratkami. Potępiam lekceważące podchodzenie do sprawy oraz redukcję i tak niskich wyroków (w ostatecznym rozrachunku zamienia się na je na kilka nędznych lat). Nie mogę pogodzić się z tym, z jaką łatwością rozgrzesza się tych diabłów, nie potrafię zrozumieć tego, jak można im w ogóle dać drugą szansę. Zabite kobiety żadnej nadziei nie mają, a ofiarami są nie tylko one, ale przede wszystkim dzieci, które zostają sierotami, bo w jednej chwili tracą oboje rodziców. Jak żyć ze świadomością, że ojciec pozbawił życia matki? Jak dziecko ma zrozumieć to, czego nie potrafi pojąć dorosły człowiek? I wreszcie jak zapobiec temu, co się dzieje? Nie wystarczą apele, nie pomogą marsze w imieniu ofiar, a rozwiązanie jest tylko jedno- trzeba zmienić prawo. Mężczyzna dokonujący morderstwa na kobiecie nie powinien mieć możliwości wyjścia z więzienia. Ma aż za bardzo, a rezultaty lekkich orzeczeń sądu często przybierają krwawy obrót. Faceci wiedzą, że mogą odebrać życie żonon, ponieważ  posiedzą kilka lat, a potem wyjdą i dostaną kolejną szansę. 

Gdy myślę o kobietobójstwie, widzę twarze nieszczęśliwych kobiet, które nie miały szansy ułożyć sobie życia. Widzę twarze zakłamanych mężczyzn, wmawiających światu, że zabili w imię miłości, co jest wierutną bzdurą. Widzę twarze matek, rozgrzeszających zbrodnie synów i matek opłakujących przedwczesne odejście córek. Widzę mordercę idącego za trumną żony i wylewającego krokodyle łzy. Widzę twarz Sary, 22-letniej dziewczyny, spalonej żywcem przez byłego chłopaka. Widzę jej rówieśniczkę, której zabójca oddał ponad sto ciosów nożem. Słyszę głos matki, przekonującej, iż jej syn nie jest potworem i kolejnej kobiety, oddychającej z ulgą, kiedy jej jedynak zakończył toksyczny związek ("mój syn się uwolnił"- skomentowała brutalne morderstwo, dokonane przez niepełnoletniego potomka). I w końcu, widzę zabójcę kobiety, trenera osobistego, idącego w asyście policji, z tą fałszywą skruchą wypisaną na twarzy i zapytuję siebie- gdzie on ma kajdanki? A potem się dowiaduję, że nikt mu ich nie założył, bowiem obowiązuje go tymczasowy areszt domowy i do rozpoczęcia procesu może spać spokojnie. I zastanawiam się, czy to wszystko jest normalne? Czy w kraju, gdzie zabójstwa kobiet są na porządku dziennym, a rola mężczyzny- pana władcy nadal dobrze funkcjonuje możliwe jest, by coś się zmieniło? Nie pomogą spoty telewizyjne i rozpaczliwe nawoływania o pomoc, to mężczyźni muszą przyjąć do wiadomości, że kobiety nie są ich własnością i nie mogą decydować o ich przyszłości. Dzisiaj obchodzony jest Międzynarodowy Dzień Walki z Przemocą wobec Kobiet. Dzień, który w Italii ma głęboko zakorzenioną tradycję. Dzień, w którym wyjątkowo jest mi wstyd za włoskich mężczyzn. 


zdjęcie- Vita.it (czerwone buty, symbolizujące ofiary kobietobósjtwa).
Obsługiwane przez usługę Blogger.