Włochy i wszystko (nie)jasne

by 20 grudnia



Ostatnie 12 miesięcy były dosyć płodne, jeśli chodzi o słowa kluczowe, które pojawiały się w statystykach bloga bardzo często i niezwykle mnie śmieszyły. Kiedyś nawet nie miałam pojęcia o tym, że takie rzeczy istnieją, bo na początku mojego blogowania pies z kulawą nogą do mnie nie zaglądał, w związku z tym żadnych haseł długo tutaj nie było. Minęło jednak ładnych kilka lat, blog jako tako się skrystalizował i ciekawi Italii zaczęli zasypywać mnie różnymi stwierdzeniami. Niektóre z nich mnie zszokowały, inne przeraziły, większa część zaś wprawiła w dobry humor, więc po raz kolejny zdecydowałam, że warto będzie się z nimi podzielić. Na poważne sprawy znowu przyjdzie pora i to zapewne niedługo, tego jestem niestety pewna, tymczasem zapraszam do zapoznania się z prawdziwymi perełkami internetu. 

Włoch jest ojciec i matka- w dzisiejszych czasach wszystko jest możliwe.

Włochy lubię nie przepadam- to lubisz, czy nie przepadasz? W sumie masz trochę racji, bo i ja mam podobny dylemat. 

Włoska karma dla psów wraca- i biedne psy muszą się z tym pogodzić, że karma wraca. Jedzą jednak dalej.

Italia podszewka buta końcówka na mapie a ch.. mnie to obchodzi- w takim razie po co pytasz? Ta końcówka jest bardzo piękna.

Obnosi się tym, że mąż Włoch- to chyba nie o mnie, ja tam się nie obnoszę. Moje sąsiadki też mają mężów Włochów, więc czym się tu szczycić?

Włoch zjadł ten makaron i- żyje dalej, ba, dalej je makaron, ten to ma dobrze.

Prowincja italiańska kupię- obawiam się, że nie będzie cię stać.

Blog włoski do bani- wydało się...

Italia zima pogoda 40 stopni- chciałbyś... Na północy w zimie jest zimno, nawet we Włoszech.

Kim był Fedez zanim poznał Chiarę- raperem, który sam wybierał sobie ubrania. Dzisiaj ubiera go żona, lecz i tak nie widać różnicy.

Jak będzie żul po włosku- i tu mnie masz, nie mam zielonego pojęcia. Może spolszcz i napisz "żulo", brzmi fajnie i tak po włosku.

Zjem cie włochu- strach się bać.

Seksowny italiano- o matko, znowu? Co roku to samo. Istnieją, wystarczy się rozejrzeć.

Polityka mafia w tle- na jedno wychodzi, dwa powiązane ze sobą światy.

Włochy na mapie- są, a co.

Italia na piechotę- dobry pomysł na nazwę bloga, gorszy na realizację.

Włoch sam się umył- nie od dziś wiadomo, że Włoch potrafi.

I to by było na tyle. Fajnych haseł było więcej, ale wybrałam tylko niektóre, chociaż ciężko było się zdecydować. Mam nadzieję, że i przyszły rok przyniesie ze sobą moc wspaniałych słów, inspiracji i chęci do publikowania, bo z tym bywa u mnie różnie. Italia jest niepowtarzalna, zaskakująca i nieprzewidywalna, więc jestem pewna, że tematów mi nie zabraknie. Włoskie życie niewiele ma ostatnio wspólnego z tym dolce vita znanym z filmów, ale co tam. I tak jest niezłe, mimo że czasami wszystko tutaj doprowadza mnie do rozpaczy. Nie przejmuję się jednak, ponieważ wiem, że jutro mi przejdzie. Do napisania!


zdjęcie- pixabay

I co dalej?

by 13 grudnia

Rok powoli dobiega końca i najwyższa pora zrobić podsumowanie, które w sumie nie jest mi do niczego potrzebne, ale szkopuł w tym, że lubię analizować. Za niedługo minie 6 lat, odkąd prowadzę bloga i ciągle się zastanawiam, czy nie przyszła pora, aby zejść z tej wirtualnej sceny i dać sobie spokój z pisaniem. Nie publikuję dużo, bo ściśle określony temat, jakim jest Italia, nie zawsze daje mi powody do publikacji nowego tekstu. Oczywiście miłośnicy Włoch mogą się ze mną nie zgodzić i stwierdzić, że to najbardziej inspirujący kraj na świecie, niemniej nie w moim przypadku. Nie piszę, jak wiecie o podróżach i gotowaniu, nie opiewam piękna Belpaese, a zakres spraw, wokół których się poruszam, jest mocno ograniczony. Uważam też, że lepiej milczeć, niż publikować bzdury, zatem blog z tego powodu często obrasta kurzem i odradza się wtedy, gdy naprawdę mam coś do powiedzenia. Z perspektywy marketingowej to dosyć słabo i statystyki nigdy nie będą moją mocną stroną, ale co tam. Trzymam się swojej linii i mam misję pokazania Włoch bez spektakularnego, krajobrazowego filtra.

Blogowanie o Italii daje mi, wbrew pozorom, wiele satysfakcji, gdyż nie ukrywam, że uwielbiam się przyglądać rodakom mojego męża. A ci zaskakują mnie za każdym razem, jako że obcowanie z nimi przypomina trochę jazdę na kruchym lodzie (albo jak kto woli dzikim rumaku). Niby wydaje mi się, że ich znam, lecz po czasie dochodzę do wniosku, że to nieprawda, bo znowu mnie zaskoczyli. Od ponad pół roku poznaję Włochów na nowo, ponieważ każdy region to odsłona innego charakteru i odkąd przeprowadziłam się do Lombardii, moje obserwacje przybrały nieoczekiwany obrót. Genueńczycy byli zamknięci i nieufni, zaś mieszkańcy niziny padańskiej są bardziej otwarci i jest mi z nimi po drodze. Odnalazłam siebie w małym miasteczku i mimo że czasem tęsknię za wielkomiejskim gwarem, to nie wróciłabym do Genui za żadne skarby świata. Tu jest cicho, spokojnie i nawet bywa nudno, ale nie narzekam. Pielęgnuję ten kolejny rozdział w życiu i jestem szczęśliwa, że przestałam biegać, a wreszcie mogę spacerować. Oraz kontemplować rzeczywistość, która nie jest jakaś niezwykła, lecz zdecydowanie przyjemniejsza, więc w to mi graj. W końcu czuję się częścią wspólnoty, a nie tylko przyjezdną. 

Włochy były mi przeznaczone. Od dziecka kochałam ten kraj i marzyłam o nim, aż w końcu tu zamieszkałam. Jestem pewna, że to nie był przypadek i tak chciał los. Ojczyznę mam jedną, co ciągle będę podkreślać, zaś Italia w moim sercu ma szczególne miejsce. Psioczę na Włochy, zdarza się, że je nienawidzę i mam ochotę pakować walizki, lecz szybko mi przechodzi. Nie wiem, czy potrafiłabym znowu mieszkać w Polsce, gdyż jak już kiedyś wspominałam, tutaj odcięłam się od toksycznych ludzi i zaczęłam być sobą. Nigdy nie dogoniny Włochów, jeśli chodzi o filozofię życia, nigdy nie będziemy tak uśmiechnięci jak oni. Piję ten ich optymizm, delektuję się nim i cały czas uczę się tego, jak małe radości mogą urosnąć do rangi wielkich. Rzadko opiewam na blogu zalety mieszkańców Italii, ale wierzcie mi, warto brać z nich przykład. Nawet jeśli wszystko im się zawali, potrafią wziąć się w garść i wyjść z beznadziejnej sytuacji. Odkąd przebywam w Belpaese, przestałam się dołować i widzieć wszystko w czarnych barwach. Italia jest pełna odcieni i każdy włoski poranek jest wyjątkowy. 

Dlaczego więc na blogu poruszam w większości trudne sprawy? Odpowiedź jest prosta- spełniam swoje pragnienie bycia dziennikarką. Zawsze chciałam pisać, zawodowo mi się to nie udało, toteż jako tako dopełniam się na blogu. Nie mam z tego wymiernych korzyści, natomiast są inne, które bardzo mnie satysfakcjonują. Cieszę się, kiedy dostaję podziękowania za opisywanie włoskiej rzeczywistości, czasem się wkurzam, gdy ktoś wyzywa mnie od "nietolerancyjnych wariatek", ale długo się tym nie przejmuję. Publikowanie w sieci i przedstawianie osobistych poglądów wiąże się z ryzykiem, o czym dobrze wiedziałam, decydując się na taki charakter strony. Zdecydowałam jednak, że nie będę się bać i konsekwentnie realizuję to, co postanowiłam. I marzy mi się konkurencja, jakkolwiek dziwnie to brzmi, ale byłoby fajnie, gdyby na horyzoncie pojawił się blog o podobnym charakterze do mojego. Miałabym w końcu możliwość podyskutowania na temat Włoch i problemów, z jakimi się zmagają. Kto wie, może w nadchodzącym roku ktoś spełni to moje ciche urojenie? Tymczasem brnę do przodu i nie mam zamiaru przestać publikować. Po sześciu latach uodporniłam się na kryzysy, hejty i inne negatywne sprawy związane z blogowaniem. Nie planuję podbić świata, nie zamierzam pokazać, że i ja potrafię, nie przewiduję startować wyścigu o bycie kimś, ponieważ wiem, iż nie muszę niczego udowadniać. Ważne, że nadal piszę i idę dalej.
Obsługiwane przez usługę Blogger.