I co dalej?


Rok powoli dobiega końca i najwyższa pora zrobić podsumowanie, które w sumie nie jest mi do niczego potrzebne, ale szkopuł w tym, że lubię analizować. Za niedługo minie 6 lat, odkąd prowadzę bloga i ciągle się zastanawiam, czy nie przyszła pora, aby zejść z tej wirtualnej sceny i dać sobie spokój z pisaniem. Nie publikuję dużo, bo ściśle określony temat, jakim jest Italia, nie zawsze daje mi powody do publikacji nowego tekstu. Oczywiście miłośnicy Włoch mogą się ze mną nie zgodzić i stwierdzić, że to najbardziej inspirujący kraj na świecie, niemniej nie w moim przypadku. Nie piszę, jak wiecie o podróżach i gotowaniu, nie opiewam piękna Belpaese, a zakres spraw, wokół których się poruszam, jest mocno ograniczony. Uważam też, że lepiej milczeć, niż publikować bzdury, zatem blog z tego powodu często obrasta kurzem i odradza się wtedy, gdy naprawdę mam coś do powiedzenia. Z perspektywy marketingowej to dosyć słabo i statystyki nigdy nie będą moją mocną stroną, ale co tam. Trzymam się swojej linii i mam misję pokazania Włoch bez spektakularnego, krajobrazowego filtra.

Blogowanie o Italii daje mi, wbrew pozorom, wiele satysfakcji, gdyż nie ukrywam, że uwielbiam się przyglądać rodakom mojego męża. A ci zaskakują mnie za każdym razem, jako że obcowanie z nimi przypomina trochę jazdę na kruchym lodzie (albo jak kto woli dzikim rumaku). Niby wydaje mi się, że ich znam, lecz po czasie dochodzę do wniosku, że to nieprawda, bo znowu mnie zaskoczyli. Od ponad pół roku poznaję Włochów na nowo, ponieważ każdy region to odsłona innego charakteru i odkąd przeprowadziłam się do Lombardii, moje obserwacje przybrały nieoczekiwany obrót. Genueńczycy byli zamknięci i nieufni, zaś mieszkańcy niziny padańskiej są bardziej otwarci i jest mi z nimi po drodze. Odnalazłam siebie w małym miasteczku i mimo że czasem tęsknię za wielkomiejskim gwarem, to nie wróciłabym do Genui za żadne skarby świata. Tu jest cicho, spokojnie i nawet bywa nudno, ale nie narzekam. Pielęgnuję ten kolejny rozdział w życiu i jestem szczęśliwa, że przestałam biegać, a wreszcie mogę spacerować. Oraz kontemplować rzeczywistość, która nie jest jakaś niezwykła, lecz zdecydowanie przyjemniejsza, więc w to mi graj. W końcu czuję się częścią wspólnoty, a nie tylko przyjezdną. 

Włochy były mi przeznaczone. Od dziecka kochałam ten kraj i marzyłam o nim, aż w końcu tu zamieszkałam. Jestem pewna, że to nie był przypadek i tak chciał los. Ojczyznę mam jedną, co ciągle będę podkreślać, zaś Italia w moim sercu ma szczególne miejsce. Psioczę na Włochy, zdarza się, że je nienawidzę i mam ochotę pakować walizki, lecz szybko mi przechodzi. Nie wiem, czy potrafiłabym znowu mieszkać w Polsce, gdyż jak już kiedyś wspominałam, tutaj odcięłam się od toksycznych ludzi i zaczęłam być sobą. Nigdy nie dogoniny Włochów, jeśli chodzi o filozofię życia, nigdy nie będziemy tak uśmiechnięci jak oni. Piję ten ich optymizm, delektuję się nim i cały czas uczę się tego, jak małe radości mogą urosnąć do rangi wielkich. Rzadko opiewam na blogu zalety mieszkańców Italii, ale wierzcie mi, warto brać z nich przykład. Nawet jeśli wszystko im się zawali, potrafią wziąć się w garść i wyjść z beznadziejnej sytuacji. Odkąd przebywam w Belpaese, przestałam się dołować i widzieć wszystko w czarnych barwach. Italia jest pełna odcieni i każdy włoski poranek jest wyjątkowy. 

Dlaczego więc na blogu poruszam w większości trudne sprawy? Odpowiedź jest prosta- spełniam swoje pragnienie bycia dziennikarką. Zawsze chciałam pisać, zawodowo mi się to nie udało, toteż jako tako dopełniam się na blogu. Nie mam z tego wymiernych korzyści, natomiast są inne, które bardzo mnie satysfakcjonują. Cieszę się, kiedy dostaję podziękowania za opisywanie włoskiej rzeczywistości, czasem się wkurzam, gdy ktoś wyzywa mnie od "nietolerancyjnych wariatek", ale długo się tym nie przejmuję. Publikowanie w sieci i przedstawianie osobistych poglądów wiąże się z ryzykiem, o czym dobrze wiedziałam, decydując się na taki charakter strony. Zdecydowałam jednak, że nie będę się bać i konsekwentnie realizuję to, co postanowiłam. I marzy mi się konkurencja, jakkolwiek dziwnie to brzmi, ale byłoby fajnie, gdyby na horyzoncie pojawił się blog o podobnym charakterze do mojego. Miałabym w końcu możliwość podyskutowania na temat Włoch i problemów, z jakimi się zmagają. Kto wie, może w nadchodzącym roku ktoś spełni to moje ciche urojenie? Tymczasem brnę do przodu i nie mam zamiaru przestać publikować. Po sześciu latach uodporniłam się na kryzysy, hejty i inne negatywne sprawy związane z blogowaniem. Nie planuję podbić świata, nie zamierzam pokazać, że i ja potrafię, nie przewiduję startować wyścigu o bycie kimś, ponieważ wiem, iż nie muszę niczego udowadniać. Ważne, że nadal piszę i idę dalej.
Obsługiwane przez usługę Blogger.