W (nie)zgodzie z zasadami, czyli Włosi na drogach


Często słyszę zachwyty nad fantazją Włochów jako kierowców i równie często się tym zachwytom dziwię. Być może samochód zaparkowany na środku ulicy czy notoryczne nieprzestrzeganie zasad wydają się fajne z perspektywy turysty, który widzi te szaleństwo kilkanaście dni na włoskich wakacjach i mu się podoba, niemniej codzienne obcowanie z włoskimi kierowcami już takie sympatyczne nie jest. Niedostosowywanie się bowiem do reguł panujących na ulicach to nie jest żadna wyobraźnia czy włoski romantyzm (i takie opinie słyszałam), a zwyczajna głupota i lekkomyślność. Nie cierpię jeździć autem, nie rozumiem, jak można zostawiać je, gdzie popadnie i nieprzerwanie dziwię się temu, dlaczego na włoskich drogach tak mało jest kontroli. Chyba właśnie z tego powodu Włosi za kółkiem za dużo sobie pozwalają i zwykłe ulice traktują niczym tor wyścigowy.

Przekraczanie szybkości to nie jedyny ich wybryk. Chociaż używanie komórek podczas kierowania jest zakazane i wszyscy wiemy, jak ryzykowne, to nie przeszkadza niektórym w prowadzeniu samochodu. Codziennie widzę kierowców, którzy zamiast skupić się na drodze, rozmawiają przez telefon komórkowy albo wysyłają jedną ręką wiadomości, a drugą starają się manewrować kierownicę (i spróbuj im tylko zwrócić uwagę, a wyślą cię do diabła lub postraszą rzutem ową komórką). Przypadków wypadków spowodowanych właśnie przez korzystanie z telefonów ciągu jazdy jest co niemiara, ale to Włochów nic nie uczy. Rozmawiają bez przerwy, nie zdając sobie sprawy z tego, że narażają przechodniów, innych kierowców i przy okazji siebie na niebezpieczeństwo. A przecież po coś wynaleziono słuchawki do komórek...

Stawanie na światłach rodzi pytanie, po co w ogóle w Italii stosowane są trzy kolory, skoro pomarańczowy można było śmiało pominąć. Rzadko kto się nim przejmuje i przejeżdża, gdy się włączy, a gdy jakiś zbłąkany kierowca się zatrzymuje, to pozostali zaczynają trąbić i wymyślać Bogu ducha winnemu poczciwinie. Przechodząc zaś na pasach musimy uważać i mieć oczy szeroko otwarte, ponieważ nie każdy będzie chciał nas przepuścić, trzeba jednak uczciwie przyznać, że z tym jest coraz lepiej i kierowcy wykazują się sporą dawką kultury. Najgorsze natomiast jest zostawianie aut gdzie popadnie, choć o miejsca parkingowe nietrudno. Parkowanie samochodów w miejscach niedozwolonych to jakaś plaga, na którą nie ma lekarstwa, bo nikomu nie chce się z tym nic robić. Z perspektywy pasażerki widzę, jak takie auto zaparkowane prawie na środku ulicy może być niebezpieczne dla innych i dziwi mnie, że ten włoski zwyczaj może się podobać, ba, ludzie są nim zachwyceni.

Pod koniec sierpnia mieliśmy niemiłą przygodę, na wspomnienie której nadal przechodzą mnie dreszcze. Wracaliśmy wieczorem do domu, ruch był niewielki, gdy nagle zauważyłam, że mąż zaczął się denerwować i patrzeć w lusterko. Okazało się, że samochód jadący za nami nie utrzymywał bezpiecznej odległości, więc mąż pokazywał do lusterka kierowcy, aby zwolnił i się przesunął. Ten ani nie śmiał i w zamian wykonywał słynny gest, który znaczy tyle, co "czego do diabła chcesz". Ogarnęło mnie zdenerwowanie, mimo że zazwyczaj jestem bardzo spokojna w samochodzie, bo mąż ma prawo jazdy ponad 20 lat, nigdy nie dostał mandatu za złą jazdę, a do Polski jeździ sam i zawsze bezpiecznie nas dowozi (odpukać). Facet ciągle trzymał się za blisko i niestety miało to fatalne skutki. Kiedy zatrzymaliśmy się na czerwonym świetle, nie zdążył wyhamować i wylądował na bagażniku, powodując stłuczkę. Wyszliśmy z tej kolizji cali i zdrowi, aczkolwiek moja psyche mocno na tym ucierpiała, ponieważ kiedy jedziemy autem, ciągle jestem zestresowana i patrzę w lusterko, czy aby nikt się do nas nie zbliża. I to nie jest tak, że wszyscy włoscy kierowcy to szaleńcy i robią na ulicach, co im się żywnie podoba, niemniej niektórym przydałoby się odebrać prawo jazdy. U nas jest mniej chaotyczne (chyba dlatego, że nie ma tylu skuterów) i za każdym razem, gdy jesteśmy w kraju mąż nie może się nadziwić, jakie polskie drogi są spokojne. Włoch wie, co mówi.

Obsługiwane przez usługę Blogger.