O krok od zamachu, o włos od tragedii

by 22 marca

Przedwczoraj, 20-go marca, we Włoszech doszło do dramatycznych wydarzeń. Niedaleko Mediolanu, w San Donato Milanese, karabinierzy zatrzymali autobus, którego kierowca postanowił urządzić jatkę, a mianowicie wysadzić pojazd w powietrze i zgładzić 51 uczniów gimnazjum oraz ich trzech opiekunów. Mężczyzna, z pochodzenia Senegalczyk, od 15-tu lat przebywający w Italii i posiadający włoskie obywatelstwo, chciał w ten sposób pomścić ofiary, które w ostatnich latach pochłonęło morze, kiedy próbowały przedostać się do Włoch. Kierowca miał zamiar dojechać autobusem na lotnisko Linate i tam dokonać aktu terrorystecznego, ale na szczęście nie udało mu się to, ponieważ do akcji wkroczyli karabinierzy. Udaremnili plany Senegalczyka i zapobiegli niewyobrażalnej tragedii.

Mężczyzna w ogóle nie powinien prowadzić autobusu, gdyż w przeszłości był karany za jazdę po pijanemu, a dodatkowo za molestowanie seksualne na nieletniej osobie i dziwne jest, że nikt się tym odpowiednio nie zajął. Jego zamysł to nie była spontaniczna decyzja, a misternie ułożona akcja, jako że wziął ze sobą karnister z benzyną, miał też pistolet i (podobno) nóż. Sterroryzował młodych pasażerów, związał ich, oblał benzyną i zabrał komórki, krzycząc, że z autobusu nikt nie wyjdzie żywy. Nie zauważył, iż jeden z uczniów zdołał ukryć telefon, a potem zadzwonił do ojca, zaś ten zaalarmował policję. Karabinierzy przyjechali na czas i nikomu nie stała się krzywda, tylko kilkanaście uczniów zostało przewiezionych do szpitala na obserwację, ale to pestka w porównaniu z tym, co mogło się wydarzyć. To naprawdę cud, że skończyło się na strachu. 

To, co mnie w tej sprawie przeraża to fakt, iż niedoszły zamachowiec to mieszkający od kilkunastu lat we Włoszech i wydawałoby się, całkowicie zintegrowany człowiek. Nie sprawował się co prawda jak przykładny obywatel, niemniej nie wykazywał żadnych objaw zradykalizowania się i nie był podejrzewany o terroryzm. Tymczasem chciał spalić żywcem dzieci, niewinne istoty, które nie mają nic wspólnego z polityką i sprawami dorosłych. Zemsta za imigrantów martwych na morzu to żadne wytłumaczenie, zwłaszcza że to nie rząd włoski jest odpowiedzialny za śmiertelne ofiary. To przemytnicy ładujący ludzi na pontony i łajby są winni temu, co dzieje się u wybrzeży libijskich i to oni mają na sumieniu kilkanaście tysięcy dusz, choć szczerze wątpię, czy posiadają jakiekolwiek uczucia, oprócz miłości do pieniędzy. Odkąd zmienił się we Włoszech rząd, liczba ofiar drastycznie spadła dzięki temu, że ukrócono proceder nielegalnej imigracji. Kiedy premierem był lewicowy Paolo Gentiloni, w morzu utonęło ponad dwa tysiące ludzi (za jego poprzedników jeszcze więcej), natomiast od czasów Giuseppe Conte mamy o jedno zero mniej. Oznacza to tyle, iż zamknięcie włoskich portów to była słuszna decyzja wbrew temu, co uważają przeciwnicy obecnego rządu. Zamachowiec chyba nie widział najnowszych danych, stąd zdecydował zamanifestować swoją wściekłość.

Najgorsze jest to, że facet już zdążył dorobić sobie obrońców w postaci niektórych polityków z lewicy czy intelektualistów z bożej łaski, że się tak brzydko wyrażę, bo krew mnie zalewa, gdy słyszę, co plotą. Jak można twierdzić, iż gość był szaleńcem, skoro to nie był spontaniczny zamiar, a misternie utkany plan? Za kilka dni pewnie usłyszymy, że mężczyzna miał problemy psychiczne, więc praktycznie nie będzie mógł być sądzony. Dobija mnie poprawność polityczna i to, że broni się terrorystę, który dobrze wiedział, co robi. Wkurza mnie to, że mówi się o nim jako o Włochu, choć wcale Włochem nie jest, tylko Senegalczykiem posiadającym włoskie obywatelstwo. Wreszcie, martwi mnie to, że żaden z usprawiedliwiających czyn mężczyzny ani przez chwilę nie pomyślał o dzieciach, których trzymał jako zakładników. Przeżyły traumę, zostały uwięzione w autobusie i śmierć stanęła im na drodze, lecz dla zwolenników imigracji bez granic ważniejsze jest udowodnić, że to oni mają rację. Słuchać nie mogę, że winę za to, co się wydarzyło, jak zwykle ponosi Salvini, ponieważ sieje on nienawiść i teraz są tego rezultaty. A może stało się tak, bowiem ostatnio za bardzo w Italii mówi się o rasiźmie i powrocie faszyzmu? Lewica organizuje antyfaszystowskie manifestacje i mąci ludziom w głowach, gdyż rozbudzony włoski rasizm to mrzonka. Owszem, zdarzają się akty nietolerancji, ale wcale one nie przybrały na sile, a Włosi dobrze traktują imigrantów. Jako "obca" we Włoszech mogę potwierdzić, że nikt nigdy nie dał mi do zrozumienia, iż jestem tu niechciana. Wciskanie wszędzie rasistowskiego argumentu doprowadza mnie do rozpaczy.

Jeszcze do niedawna byłam przekonana, że Italia, pomimo wszystko, jest krajem bezpiecznym, lecz po tym, co się wydarzyło, jestem zmuszona zmienić zdanie. Oussenynou Sy, bo tak się nazywa przestępca, jest dowodem na to, iż licho niestety nie śpi, a zło może zaatakować wszędzie i to w niewinne dzieci. Senegalczyk jest również przykładem tego, że nie każdy obcokrajowiec ma ochotę się zintegrować, nawet jeśli żyje we Włoszech kilkanaście lat i posiada obywatelstwo. Facet planował skrzywdzić dzieci, był przepełniony nienawiścią i niemożliwe jest, że niektórzy mu współczują. Jedna z polityków lewicy w wywiadzie telewizyjnym powiedziała, że biorąc pod uwagę to, co dzieje się na morzu, jego gest jest całkowicie zrozumiały, a to już niewiele do usprawiedliwienia postępku terrorysty. Gdyby w autobusie znajdowało się jej syn czy córka, tak samo by śpiewała? Włochy przestały być bezpieczne nie tylko dlatego, że szlachetna idea integracji nie zawsze przynosi owoce, lecz także dlatego, iż akt dokonany przez kierowcę autobusu nie został potępiony przez wszystkich polityków, bez względu na przekonania. Skoro znaleźli się ludzie próbujący znaleźć wytłumaczenie dla faceta mającego zamiar wysadzić w powietrze dzieci, to oznacza dla mnie mniej więcej tyle, iż należy zacząć się bać. Nie potencjalnych terrorystów (bo tych się boimy z zasady), ale osób, którym poprawność polityczna przysłoniła rozum i nie widzą tego, że ich hasła, tak piękne w teorii, w praktyce już nie są tak łatwe do przerobienia. Włoski świat w obliczu podobnych tragedii powinien stać za sobą murem, a nie te mury tworzyć. Każde słowo obrony wobec senegalskiego obywatela Włoch jest zaproszeniem do podobnych zdarzeń. Wczoraj byliśmy o krok od tragedii, jutro możemy nie mieć tego szczęścia.


zdjęcie- Il Post

Al Bano w oparach (ukraińskiego) absurdu

by 14 marca

Jaka piosenka kojarzy się z Włochami? To pytanie, na które większość odpowiada: "La felicita", bo chyba żaden włoski utwór nie zrobił takiej kariery, jak nieśmiertelny klasyk w wykonaniu Al Bano i Rominy Power. Nie ma też osoby, której kawałek ten by się nie podobał, ponieważ to wyśpiewane "szczęście" jest kwintesencją wszystkiego, co włoskie i ma w sobie tyle radości, że wzbudziłoby uśmiech na twarzy największego marudy. Tymczasem ostatnio ten uśmiech u samego Al Bano zamienił się w grymas, gdyż został on uznany przez władze Ukrainy za zagrożenie i nie jest to żart, ani fake news, a ponura prawda. Poczciwy Al Bano, jeden z najbardziej znanych i lubianych ambasadorów włoskiej piosenki, ma teraz na głowie ukraiński bunt, bo ktoś go uznał za terrorystę. I tylko dlatego, że jest zwolennikiem Putina. 

Nie mnie oceniać uwielbienie włoskiego piosenkarza dla rosyjskiego prezydenta i nie mnie go nawracać, zwłaszcza że Al Bano ma w sumie podstawy, by lubić Putina. Niedawno zagrał w Rosji kilka koncertów i zarobił na nich krocie, więc na pewno wspomina rosyjską przygodę niezwykle miło. Prezydent Putin jest dla niego wyrazistym i zdecydowanym politykiem, który nie daje sobie w kaszę dmuchać i być może z tego powodu odczuwa do niego sympatię, ale na Boga, to jeszcze nie powód, aby wpisywać go na czarną listą i oczerniać jego wizerunek. Pogląd, iż Al Bano jest zagrożeniem dla bezpieczeństwa Ukrainy, jest tak samo szalony jak ten, iż ziemia jest płaska. Al Bano, ten dobroduszny piosenkarz z włoskiej prowincji, nie wzbudza żadnego ryzyka i nie jest groźny nawet dla swojego kota (o ile go ma). Cały świat przytoczył stanowisko Ukrainy, reputacja piosenkarza została nadszarpnięta, a on sam żąda przeprosin. I słusznie, bo nie szuka się zagrożeń tam, gdzie ich nie ma i nie robi się z porządnego człowieka przestępcy.

Italia, co było do przewidzenia, zatrzęsła się ze śmiechu po ukraińskich rewelacjach. Internet pęka od memów z Al Bano i uważa go teraz za szefa wszystkich szefów, potężniejszego od samego Trumpa. Piosenkarz od lat nie schodzi z pierwszych stron gazet, choć co ciekawe, bardziej od jego artystycznych dokonań, mówi się o życiu prywatnym Al Bano. Była żona Romina Power i była partnerka Loredana Lecciso są łakomymi kąskami dla włoskich mediów i co rusz, czy to jedna, czy druga (zwłaszcza ta druga), pojawiają się w telewizji i odpowiadają na pytania, jak to właściwie jest w klanie Carrisi. Al Bano ma tego dość i jak twierdzi- nie znosi być celebrytą, nie przeszkadza mu to jednak być gościem w różnych show i rozprawiać na tematy miłosne. Biorąc pod uwagę zawirowania z kobietami, rewelacje z Ukrainy to pestka, bo mieć przy sobie dwie niewiasty to naprawdę sporo. Jowialny Al Bano ma więc ciężki orzech do zgryzienia i zamiast zostawić go w spokoju, dokłada mu się nowych kłopotów. Władze Ukrainy powinny przeprosić piosenkarza i zaprosić go na serię koncertów, a może wtedy nadchodzący kryzys zostanie zażegnany. Ikon się nie tyka, tylko je hołubi, zaś póki co, życzyłabym wszystkim "terrorysty", jakim jest Al Bano. Gdyby zagrożenie stanowiły tylko takie osoby, jak on, świat byłby piękniejszy i moglibyśmy śpiewać "Felicita" na okrągło.



zdjęcie- Il Tempo

O piłce, roli kobiet i erotyźmie, czyli seksizm po włosku

by 07 marca


Lubię piłkę nożną i znam wiele kobiet, które również przepadają za tym sportem, a ich wiedza o futbolu jest naprawdę spora. Nie uważam, by było w tym coś dziwnego ani nadzwyczajnego, bo sport jest dla wszystkich, a nie tylko dla mężczyzn, jak sugerują niektórzy. Kiedy więc usłyszałam słowa eks piłkarza, nomen omen mistrza świata z 1982 roku- Fulvio Collovatiego o tym, że panie nie znają się na piłce, wkurzyłam się na całego. Collovati powiedział, że "kiedy kobieta rozmawia o taktyce, to przewraca mu się w żołądku". Mnie też się przewróciło, ale ze złości. Stwierdzenie, że kobiety nie rozumują jak mężczyźni, jest okropne, poniżające i seksistowskie. Były piłkarz został chwilowo odsunięty od programu, w którym brał czynny udział i sprawa rozeszła się jako tako po kościach, lecz niesmak pozostał. Nie żyjemy w średniowieczu i zakładanie, że mężczyźni są od nas mądrzejsi, jest malutkie. 

Nie trzeba być wybitnym myślicielem, żeby pojąć prawa rządzące w piłce nożnej, ponieważ są one proste jak konstrukcja cepa. Nie mam zatem pojęcia, skąd przekonanie, że jedynie faceci potrafią ogarnąć to, co dzieje się na piłkarskim boisku. Kobiety nie oglądają meczów z powodu przystojniaków na murawie (no dobra, niektóre oglądają), wiedzą co to spalony i są w stanie wymienić wszystkie drużyny występujące w Serie A. Patrzenie więc z politowaniem na to, że możemy dyskutować o piłce nożnej, jest niedopuszczalne i pokazuje, jak wiele jest jeszcze do zrobienia w kwestii praw kobiet. Nigdy nie byłam wojującą feministką, przyznaję, niemniej nie lubię i nie potrafię przejść obojętnie wobec traktowania nas z góry, bo przecież piłka nożna jest dla facetów. Nie wiem, kto to wymyślił i tak sądzi, ale to powielane od lat hasło powinno już dawno przejść do lamusa. Na razie niestety lamusi je wypowiadają i na antenie włoskiej telewizji publicznej. 

Problem z gorszym traktowaniem kobiet nie dotyczy jednak tylko sportu. Przykład, o którym za chwilę wspomnę, jest dosyć kontrowersyjny, jako że dotyczy sfery erotycznej. Kilka lat temu w jednym z reality we włoskiej tv ("Wyspa Celebrytów")  wystąpił gwiazdor filmów porno Rocco Siffredi i nikt nie był tym zszokowany, bo Rocco to symbol jurnego byka i kultowy aktor erotycznych produkcji. Internet się nie oburzył, fora nie zadrżały, a aktorowi przybyło wielu nowych fanów. Dwie czy trzy edycje później do programu zaproszo aktorkę porno- Malenę i opinia publiczna nie była dla niej tak łaskawa, jak dla kolegi po fachu. Kobieta występująca w produkcjach pornograficznych zasługuje na opinię prostytutki i tak też Malena została określona. To, co uchodzi mężczyźnie i jest akceptowane przez społeczeństwo, nie za bardzo już wypada kobiecie. Nie mnie oceniać wybory życiowe Maleny, ale wzbudza się we mnie sprzeciw, gdy słyszę, że usprawiedliwia się aktora porno, bo to facet, a na kobiecie - aktorce nie pozostawia się suchej nitki. Rocco Siffredi jest dla Włochów ucieleśnieniem męskości, zaś Malena to kobieta lekkich obyczajów. I podkreślam raz jeszcze, nie oceniam wyborów zawodowych wspomnianych osób, a fakt, że ta sama ścieżka kariery jest postrzegana zupełnie inaczej. I z tego powodu, cytując opinię byłego piłkarza, przewraca mi się trochę w żołądku.



zdjęcie- Corriere  Della Sera

Obsługiwane przez usługę Blogger.