O krok od zamachu, o włos od tragedii


Przedwczoraj, 20-go marca, we Włoszech doszło do dramatycznych wydarzeń. Niedaleko Mediolanu, w San Donato Milanese, karabinierzy zatrzymali autobus, którego kierowca postanowił urządzić jatkę, a mianowicie wysadzić pojazd w powietrze i zgładzić 51 uczniów gimnazjum oraz ich trzech opiekunów. Mężczyzna, z pochodzenia Senegalczyk, od 15-tu lat przebywający w Italii i posiadający włoskie obywatelstwo, chciał w ten sposób pomścić ofiary, które w ostatnich latach pochłonęło morze, kiedy próbowały przedostać się do Włoch. Kierowca miał zamiar dojechać autobusem na lotnisko Linate i tam dokonać aktu terrorystecznego, ale na szczęście nie udało mu się to, ponieważ do akcji wkroczyli karabinierzy. Udaremnili plany Senegalczyka i zapobiegli niewyobrażalnej tragedii.

Mężczyzna w ogóle nie powinien prowadzić autobusu, gdyż w przeszłości był karany za jazdę po pijanemu, a dodatkowo za molestowanie seksualne na nieletniej osobie i dziwne jest, że nikt się tym odpowiednio nie zajął. Jego zamysł to nie była spontaniczna decyzja, a misternie ułożona akcja, jako że wziął ze sobą karnister z benzyną, miał też pistolet i (podobno) nóż. Sterroryzował młodych pasażerów, związał ich, oblał benzyną i zabrał komórki, krzycząc, że z autobusu nikt nie wyjdzie żywy. Nie zauważył, iż jeden z uczniów zdołał ukryć telefon, a potem zadzwonił do ojca, zaś ten zaalarmował policję. Karabinierzy przyjechali na czas i nikomu nie stała się krzywda, tylko kilkanaście uczniów zostało przewiezionych do szpitala na obserwację, ale to pestka w porównaniu z tym, co mogło się wydarzyć. To naprawdę cud, że skończyło się na strachu. 

To, co mnie w tej sprawie przeraża to fakt, iż niedoszły zamachowiec to mieszkający od kilkunastu lat we Włoszech i wydawałoby się, całkowicie zintegrowany człowiek. Nie sprawował się co prawda jak przykładny obywatel, niemniej nie wykazywał żadnych objaw zradykalizowania się i nie był podejrzewany o terroryzm. Tymczasem chciał spalić żywcem dzieci, niewinne istoty, które nie mają nic wspólnego z polityką i sprawami dorosłych. Zemsta za imigrantów martwych na morzu to żadne wytłumaczenie, zwłaszcza że to nie rząd włoski jest odpowiedzialny za śmiertelne ofiary. To przemytnicy ładujący ludzi na pontony i łajby są winni temu, co dzieje się u wybrzeży libijskich i to oni mają na sumieniu kilkanaście tysięcy dusz, choć szczerze wątpię, czy posiadają jakiekolwiek uczucia, oprócz miłości do pieniędzy. Odkąd zmienił się we Włoszech rząd, liczba ofiar drastycznie spadła dzięki temu, że ukrócono proceder nielegalnej imigracji. Kiedy premierem był lewicowy Paolo Gentiloni, w morzu utonęło ponad dwa tysiące ludzi (za jego poprzedników jeszcze więcej), natomiast od czasów Giuseppe Conte mamy o jedno zero mniej. Oznacza to tyle, iż zamknięcie włoskich portów to była słuszna decyzja wbrew temu, co uważają przeciwnicy obecnego rządu. Zamachowiec chyba nie widział najnowszych danych, stąd zdecydował zamanifestować swoją wściekłość.

Najgorsze jest to, że facet już zdążył dorobić sobie obrońców w postaci niektórych polityków z lewicy czy intelektualistów z bożej łaski, że się tak brzydko wyrażę, bo krew mnie zalewa, gdy słyszę, co plotą. Jak można twierdzić, iż gość był szaleńcem, skoro to nie był spontaniczny zamiar, a misternie utkany plan? Za kilka dni pewnie usłyszymy, że mężczyzna miał problemy psychiczne, więc praktycznie nie będzie mógł być sądzony. Dobija mnie poprawność polityczna i to, że broni się terrorystę, który dobrze wiedział, co robi. Wkurza mnie to, że mówi się o nim jako o Włochu, choć wcale Włochem nie jest, tylko Senegalczykiem posiadającym włoskie obywatelstwo. Wreszcie, martwi mnie to, że żaden z usprawiedliwiających czyn mężczyzny ani przez chwilę nie pomyślał o dzieciach, których trzymał jako zakładników. Przeżyły traumę, zostały uwięzione w autobusie i śmierć stanęła im na drodze, lecz dla zwolenników imigracji bez granic ważniejsze jest udowodnić, że to oni mają rację. Słuchać nie mogę, że winę za to, co się wydarzyło, jak zwykle ponosi Salvini, ponieważ sieje on nienawiść i teraz są tego rezultaty. A może stało się tak, bowiem ostatnio za bardzo w Italii mówi się o rasiźmie i powrocie faszyzmu? Lewica organizuje antyfaszystowskie manifestacje i mąci ludziom w głowach, gdyż rozbudzony włoski rasizm to mrzonka. Owszem, zdarzają się akty nietolerancji, ale wcale one nie przybrały na sile, a Włosi dobrze traktują imigrantów. Jako "obca" we Włoszech mogę potwierdzić, że nikt nigdy nie dał mi do zrozumienia, iż jestem tu niechciana. Wciskanie wszędzie rasistowskiego argumentu doprowadza mnie do rozpaczy.

Jeszcze do niedawna byłam przekonana, że Italia, pomimo wszystko, jest krajem bezpiecznym, lecz po tym, co się wydarzyło, jestem zmuszona zmienić zdanie. Oussenynou Sy, bo tak się nazywa przestępca, jest dowodem na to, iż licho niestety nie śpi, a zło może zaatakować wszędzie i to w niewinne dzieci. Senegalczyk jest również przykładem tego, że nie każdy obcokrajowiec ma ochotę się zintegrować, nawet jeśli żyje we Włoszech kilkanaście lat i posiada obywatelstwo. Facet planował skrzywdzić dzieci, był przepełniony nienawiścią i niemożliwe jest, że niektórzy mu współczują. Jedna z polityków lewicy w wywiadzie telewizyjnym powiedziała, że biorąc pod uwagę to, co dzieje się na morzu, jego gest jest całkowicie zrozumiały, a to już niewiele do usprawiedliwienia postępku terrorysty. Gdyby w autobusie znajdowało się jej syn czy córka, tak samo by śpiewała? Włochy przestały być bezpieczne nie tylko dlatego, że szlachetna idea integracji nie zawsze przynosi owoce, lecz także dlatego, iż akt dokonany przez kierowcę autobusu nie został potępiony przez wszystkich polityków, bez względu na przekonania. Skoro znaleźli się ludzie próbujący znaleźć wytłumaczenie dla faceta mającego zamiar wysadzić w powietrze dzieci, to oznacza dla mnie mniej więcej tyle, iż należy zacząć się bać. Nie potencjalnych terrorystów (bo tych się boimy z zasady), ale osób, którym poprawność polityczna przysłoniła rozum i nie widzą tego, że ich hasła, tak piękne w teorii, w praktyce już nie są tak łatwe do przerobienia. Włoski świat w obliczu podobnych tragedii powinien stać za sobą murem, a nie te mury tworzyć. Każde słowo obrony wobec senegalskiego obywatela Włoch jest zaproszeniem do podobnych zdarzeń. Wczoraj byliśmy o krok od tragedii, jutro możemy nie mieć tego szczęścia.


zdjęcie- Il Post
Obsługiwane przez usługę Blogger.