Włochów portret (nie)oczywisty

by 15 kwietnia

Prawie każdemu narodowi przypisuje się jakieś cechy. Francuzi są wyniośli, Anglicy sztywni, Niemcy uporządkowani, a Włosi, no właśnie, można ich określić różnorodnie. Wiadomo, że to maminsynki, playboye od siedmiu boleści i lenie do kwadratu, najlepiej do nich zaś pasuje słowo „Makaroniarz”, w którym tkwi wszystko- ich stosunek do życia, umiłowanej odmiany pasty i pogody ducha. Ale czy Włosi naprawdę tacy są? Czy to, że większość uważa ich za luzaków i pustaków nie jest dla nich krzywdzące? Jak najbardziej, bo charakteru Włochów nie da się opisać jednym wyrazem. Są wielowymiarowi i skomplikowani, co nie zmienia faktu, iż wyżej wymienione cechy też ich dotyczą.

Włosi są głośni, co manifestują wszędzie. Są kłótliwi, co widać szczególnie na ulicach, gdy prowadzą samochód i zdarzają im się polemiki z innymi kierowcami. Są zaczepni i skorzy do dyskusji, ale są także całkiem sympatyczni. Potrafią być do rany przyłóż i służą pomocą, nie są rasistami, chociaż ostatnio wiecznie im się to zarzuca. Są dobrymi pracownikami i nie migają się od obowiązków, a sjesta to styl ich bycia, niemający nic wspólnego z włoską niechęcią do zakasania rękawów. Są systematyczni i można na nich polegać, aczkolwiek bywają i męczący, zwłaszcza gdy rozmawiają o polityce i piłce nożnej. Wtedy to lecą iskry i dochodzi do spięć, jako że futbol powoduje u nich przypływ adrenaliny, a ukochana drużyna bywa ważniejsza od wybranki. Wiadomo jak to jest- kobietę można zmienić, za to klub ma się tylko jeden. I jest on świętością.

Słynny temperament Włochów to nie wymysły, niemniej należy podkreślić, że nie każdy z nich jest następnym wcieleniem Casanovy. Włosi uwielbiają grę słowną i piękne kobiety, lecz pogłoski o ich zdradach są głęboko przesadzone. Znakomita część Włochów lata sobie z kwiatka na kwiatek, ale druga ich część tego nie potrzebuje i nie ma problemów z wiernością. To naród miłosny, z czym trzeba się zgodzić, gdyż na Półwyspie Apenińskim nietrudno o namiętne porywy serca. Wiedzą o tym, że ich uwodzicielskie spojrzenia porywają niejedną cudzoziemkę i często to wykorzystują. Nie ogranicza ich wiek i nie przejmują się tym, że czasy ich świetności już dawno minęły. Starsi mężczyźni w Italii nie dołują się z powodu mijających lat i próbują podrywać młodsze kobiety. Nie zawsze im się to udaje, lecz ważniejsze jest to, iż nie wypadli jeszcze z pola gry i nadal mogą siebie uważać za prawdziwych maczo. I mimo że życie wśród Włochów przynosi wiele zaskoczeń, to niezaprzeczalnie można powiedzieć, iż to wspaniały naród. I absolutnie wyjątkowy.



zdjęcie- SenzaFiltro

Italia na skraju (umysłowej) zagłady

by 03 kwietnia

We Włoszech ujawniła się nowa tendencja, która zbiera coraz szersze żniwo i ludzie masowo zostają zwolennikami pewnej (delikatnie mówiąc) śmiesznej teorii. Nic, że została ona obalona już bardzo dawno temu, albowiem według jej popleczników ziemia jest płaska, a wszystko to, co serwuje nam NASA to stek bzdur. Nauka robi nas w konia, zdjęcia z kosmosu to fotomontaż, zaś prawda objawiona jest jedna. Nasza planeta jest płaska i chociaż nie ma na to dowodów, to tak jest i biada temu, kto wyśmiewa rewolucyjne hasła "płaskoziemców". Są oni przekonani o wiarygodności swoich przekonań do tego stopnia, że zaczynają urządzać kongresy, na których mają zamiar przekonywać wszem wobec, iż mają rację. I chociaż wiedzą, że jej nie mają, to jednak ją mają, bo kiedy człowiek się uprze, że wie więcej od odkrywców i naukowców, to nie ma z nim co polemizować. Nauka wszak może się mylić, a to, co podpowiada serce, ma naprawdę głębokie podwaliny. Nie wiadomo tylko, gdzie kopać, by odkryć przyczynę powstania kolejnej bzdury, która (co zabawne i przerażające zarazem) we Włoszech zaczęła żyć własnym życiem.

I tak, grupka "płaskoziemców" zablokowała na ponad godzinę pociąg na trasie Mediolan - Genua, ponieważ nie miała żadnej ochoty płacić za bilet kolejowy. Bohaterowie afery przedstawili się jako "ambasadorzy zewnętrznej jurysdykcji planetarnej" (cokolwiek to określenie by nie znaczyło) i zdesperowany kontroler w żaden, choćby najbardziej przyziemny sposób, nie zdołał wymusić na nich zapłaty za przejazd. W zdarzeniu musieli interweniować karabinierzy i płaskoziemcy będą mieli teraz sprawę w sądzie, ale podejrzewam, że poglądów raczej nie zmienią, co więcej, będą ich bronić z tą samą zaciętością, z jaką nie chcieli płacić za bilet. Historia ta wydaje się być zabawna, lecz taka nie jest, bo przez głupotę kilku osób wielu pasażerów nie dojechało na czas do pracy. Gdyby chodziło o coś poważnego, można by przejść nad tym do porządku dziennego, niemniej robienie bałaganu z powodu teorii o płaskiej ziemi to za dużo nawet na Włochy. Dzisiaj sojuszników tej idei jest jeszcze niewielu, ale znając życie i Włochów, jutro mogą urosnąć w siłę. I zacząć mącić ludziom w głowach, zbierać pieniądze, organizować akcje i zjazdy, co zresztą już planują. Niebawem "płaskoziemcy" mają się spotkać w Palermo i debatować nad tym, czy prawda w końcu wyjdzie na jaw, chcą też udać się wycieczkowcem na Antarktydę i dopłynąć do brzegów ziemi. Aż strach się bać.

Wbrew wszelkiej logice płaskoziemcy naprawdę wierzą, że ziemia jest płaska i są święcie przekonani, iż Galileusz i inni badacze to wysłannicy diabła, a nie prawdziwi odkrywcy. Biedna ta nasza planeta, płaska niczym deska, ten brutalny fakt tuszują wszyscy, od nauczycieli począwszy, a na naukowcach skończywszy. Na szczęście grupa ludzi poszła po rozum do głowy i skontastowała, że coś tu jest nie tak. Członków nowej teorii przybywa i nie zdziwi mnie, jeśli za chwilę jej przywódcy założą partię i będą chcieli wejść do polityki, by głosić na mównicy o szkodliwości nowożytnej nauki. Na razie płaskoziemcy ograniczają się do małych afer i dzięki poglądom chcą się migać od tak przyziemnej rzeczy, jak płacenie za przejazd, ale co będzie w przyszłości, tego nie wie nikt. Może pójdą o krok dalej i wymyślą kolejną koncepcję, o choćby taką, że Włochy są jednak szersze niż dłuższe, bo to, co widzimy na mapach, to wielka ściema. Mogą też napisać traktat o gwiazdach i tym, iż niebo zostało namalowane, a słońce i księżyc to gigantyczne lampy, wyprodukowane przez znaną firmę oświetleniową. I kiedy to piszę, to ogarnia mnie smutek, gdyż wydaje się, że mamy wszystko i jesteśmy tacy do przodu, a nauka stoi przed nami otworem. Zabawna (wydawałoby się) historyjka o płaskoziemcach to wszakże gorzka opowieść, bo pokazuje, że ignorantów, którzy mają za nic naukę i wybitnych uczonych, nie brakuje. Oni wiedzą lepiej, mimo że nie posiadają merytorycznej wiedzy, ot, taki nasz współczesny świat w pigułce.



zdjęcie- ilturista.info

Obsługiwane przez usługę Blogger.