Pratigate, czyli jak włoski szołbiznes sięgnął dna



W ostatnich tygodniach włoskim szołbiznesem wstrząsnęła afera, która jest tak absurdalna, iż nie wypada mi się jej nie przyjrzeć. Jak to jest z celebrytami, wiadomo nie od dzisiaj- wszyscy nimi gardzą, oficjalnie nikt się nimi nie interesuje, choć nie wiedzieć czemu ich instagramy czy inne social media, pękają w szwach. Kogokolwiek bym nie spytała, ten ich nie śledzi i w ogóle ich nie zna, jako że to wstyd czytać o jakichś gwiazdkach ze spalonego teatru. Ze mną jest zaś tak, że nie jestem specjalną fanką celebryckiego światka, niemniej wiem kto jest kim i zdarza mi się czasem zerknąć na Pudelka lub jego włoskie odpowiedniki. Obserwując to, co się dzieje u znanych osób, doszłam do wniosku, że polscy celebryci muszą się jeszcze wiele nauczyć od tych rodem z Italii, bo ci to dopiero wiedzą, co zrobić, by było o nich głośno. Skandal, który wraz ze swymi agentkami wywołała showgirl Pamela Prati nie schodzi z pierwszych stron gazet i jest na ustach wszystkich, nawet tych, których życie znanych osób w ogóle nie interesuje.

Natura nie znosi próżni, a włoski szołbiznes jest bezlitosny. Młode celebrytki usuwają w cień te starsze, mające za sobą długoletnie kariery. Co więc mają zrobić zapomniane showgirl, aby nadal było o nich głośno i telewizja zapraszała je na wywiady? Ano najlepiej kombinować i kłamać, żeby tylko nie wypaść z obiegu. Pamela Prati, celebrytka z długoletnim stażem, wstrząsnęła opinią publiczną, kiedy wyszło na jaw, że jej planowany (i szumnie zapowiadany w mediach) ślub się nie odbędzie, ponieważ jej narzeczony, niejaki Mark Caltagirone, nie istnieje. Został wymyślony po to, by pomóc Prati wrócić na telewizyjne salony, co poniekąd się jej udało. Zapraszano ją do popularnych programów rozrywkowych, gdzie opowiadała o wielkiej miłości do Marka, podjęciu decyzji o adopcji dwójki dzieci i w końcu zmianie stanu cywilnego. Media połknęły przynętę, a historia wielkiego uczucia Pameli i Marka budziła coraz większe zainteresowanie. Wkrótce jednak legło ono w gruzach, gdyż tu i ówdzie pojawiły się głosy, iż z małżeństwa nici, bo nie ma żadnego Marka Caltagirone. I rozpętało się piekło.

Czujne portale wykryły, iż Pamela Prati w różnych wywiadach zmieniała wersje wydarzeń, a poza tym zaczęto zastanawiać się, jak to jest możliwe, że Mark Caltagirone praktycznie pozostał anonimowy. Nikt go nie widział, nigdzie nie opublikowane jego zdjęć, a z narzeczoną nie pokazywał się publicznie. Prati tłumaczyła wszem wobec, iż Caltagirone ceni sobie prywatność i nie chce być na świeczniku, do tego mieszka za granicą i bywa w Italii gościem. Agentka celebrytki, Eliana Michelazzo, również zarzekała się (i to na grób swojego ojca), że Mark to nie jest wymysł, tylko facet z krwi i kości, zaś osoby zarzucające im kłamstwo to zwyczajni krętacze. Pamela Prati po raz kolejny odbyła tournee po telewizji, lecz tym razem nie mówiła o uczuciach, a ze łzami w oczach przekonywała, że Mark żyje i ma się dobrze. W końcu odechciało jej się mówić, bo i tak nikt jej nie wierzył, zrobiła więc to, co w tej sytuacji wydawało się najbardziej słuszne- nabrała wody w usta. Nie odpowiadała na pytania, opuszczała studia telewizyjne, a jej zachowanie było co najmniej dziwne. Nadal jednak trzymała się wersji, że nie wymyśliła narzeczonego, ponieważ nie miała powodu, aby to robić. Bańka jednak pękła, a Pratigate zataczała coraz szersze kręgi.

Presja ze strony mediów i internautów, którzy nie dają sobie w kaszę dmuchać spowodowała, iż agentka Prati- Michelazzo, zdecydowała się wreszcie przyznać. W poruszającym (i w mojej opinii) mało wiarygodnym wywiadzie potwierdziła, iż Mark Caltagirone nie istnieje, a ona sama również padła ofiarą spisku ze strony drugiej agentki Prati- Pameli Perricciolo. Perricciolo, nazywana Donną Pamelą, odgrywa bardzo ważną rolę w telewizyjnej "aferze stulecia", niemniej pozostaje w ukryciu i nie udziela się publicznie. Okazało się, że pomysł na narzeczonego - widmo to dla agentek nie pierwszyzna, bowiem Michelazzo przez 10 lat była żoną męża, którego nigdy nie spotkała. Jak to możliwe? Otóż piękna Eliana została zmanipulowana (jak sama stwierdziła) przez donnę Pamelę, a Simone Coppi, czyli wirtualny mąż agentki, to fikcyjna postać. Oczywiście telewidzowie nie uwierzyli agentce, ponieważ istnienie wirtualnego męża to zbyt wiele nawet dla przyzwyczajonych do przekrętów Włochów. Narzeczony, którego nie ma, ślub, który się nie odbył i mąż z dziesięcioletnim stażem, którego nie widziało się na oczy- to brzmi jak scenariusz kiepskiej telenoweli. Najważniejsze jednak było to, iż wydobyto z agentki potwierdzenie o tym, że Caltagirone to chwyt marketingowy, a nie prawdziwy mężczyzna. W tej sytuacji media powinny więcej nie zapraszać Prati i jej (byłej już) wspólniczki, ale wygląda na to, o Pratiful tak szybko nie zapomnimy.

Wykryto bowiem, że dwie agentki były przez lata parą, a nieistniejący Simone Coppi potrzebny im był do rozwinięcia biznesu. Agencja kobiet działała podobno jak sekta i niektórzy zwerbowani przez nie celebryci przyznali, iż byli manipulowani. Michelazzo zaczęła oskarżać  Perricciolo i podała ją  do sądu, natomiast Palema Prati po raz kolejny udzieliła wywiadu i tym razem przyznała, że faktycznie, nie ma żadnego Marka Caltagirone, lecz wierzyła w jego istnienie i miała go poznać w dzień ślubu. Powstaje pytanie- czy można być aż tak bardzo zakochanym, aby dać się uwieść przez internet i zgodzić się zostać żoną człowieka, którego nie widziało się na oczy? Osobiście  w to wątpię i dla mnie Pratigate jest odbiciem tego, jak bardzo sława i pieniądze mieszają ludziom w głowach. Nie mam pojęcia, co będzie musiała zrobić Pamela Prati, żeby wybaczono jej wyczyny, jej agentki są spalone, a kariera showgirl zawisła na włosku. Kobiety okazały się oszustkami i przerzucanie wzajemnie winy nie ma sensu, gdyż w ten sposób miłe pane jeszcze bardziej się pogrążają. Sprawa niestety nie zejdzie z pierwszych stron gazet, ponieważ Włosi lubują się w aferach, a ta z Prati jest ewenementem na skalę światową. Internauci pragną, aby Netflix zrobił serial o Marku Caltagirone i całej Pratigate, zaś memy z bohaterami skandalu od kilku tygodni królują w necie. Nie wiem, czy takiej sławy pragnęła Pamela Prati, niemniej jedno jest pewne- już nikt o niej nie zapomni. I tylko ja, pisząc teraz o tym, zastanawiam się, jak to naprawdę ze mną jest. Jestem, a może mnie nie ma, a życie we Włoszech, mój mąż i córeczki są wymysłem mojej bujnej wyobraźni? Dziękuję Ci, Pamelo Prati!



zdjęcie- DiLei (od lewej- Pamela Perricciolo, Pamela Prati, Eliana Michelazzo)

Obsługiwane przez usługę Blogger.