Dokąd zmierzasz, pani kapitan?



Obiecałam sobie, że wakacje to będzie dla mnie czas bez politycznych wpisów, bo mam serdecznie dosyć tłumaczenia wszem wobec, że nie jestem wielbłądem. Mam szacunek do wszystkich kultur i ras, natomiast nie mam tego szacunku do osób, które nie przestrzegają prawa i mają za nic włoskie przepisy. Oglądam właśnie relację z Lampedusy, gdzie do wybrzeży, mimo blokady portowej, usiłuje przedostać się okręt Sea Watch z nielegalnymi imigrantami na pokładzie i już wiem, że muszę się wyłamać z mojego wakacyjnego postanowienia. Muszę to zrobić, ponieważ demonstracja pani kapitan statku- Caroli Rackete jest dla mnie dobitnym dowodem na to, że tutaj nie chodzi o ratunek biednych ludzi, lecz o ich przemyt na tereny włoskie i o zabiegi polityczne. Dlaczego tak sądzę?

Statek Sea Watch stoi na włoskich wodach od prawie dwóch tygodni i znajduje się na nim czterdziestu dwóch mężczyzn (kobiety i dzieci od razu zostały objęte ochroną). Skoro tak bardzo zależy pani Rackete na ratowaniu życia imigrantów, to dlaczego nie przypłynęła z nimi do najbliższego portu, czyli w Tunezji? Dlaczego nie zahaczyła o Maltę, przecież była po drodze? I dlaczego tkwi aż dwa tygodnie na włoskich wodach, jeśli przez ten czas mogła swobodnie dopłynąć do Holandii, z której pochodzi prom? Włosi zamknęli swoje porty, więc mogła śmiało zawitać na wody hiszpańskie, francuskie, czy portugalskie, w końcu są rzut beretem. Dlaczego uparła się na Italię, pomimo tego, że nawet Trybunał w Strasburgu przyznał Włochom rację? Gdyby chodziło o ratowanie życia, już dawno zawitałaby z imigrantami gdziekolwiek. A tu chodzi tylko o politykę.

Odkąd mieszkam we Włoszech i obserwuję zjawisko nielegalnej imigracji, zastanawia mnie, jak bardzo lekceważy się Włochów i włoskie prawo. Gdyby Sea Watch przypłynął do wybrzeży Ameryki Północnej lub Australii i nie zostałby wpuszczony, nikt by nie krzyczał, bowiem przepisy tam są święte i należy ich przestrzegać. Europa siedzi cicho i poucza Włochy, podczas gdy inne kraje mogłyby przygarnąć zbuntowany okręt, a zwłaszcza jego "matka"- Holandia. Jak to możliwe, że łamanie prawa jest uznawane za bohaterstwo, a sama pani kapitan została symbolem współczesnej heroiny? Dlaczego się uparła, by wedrzeć się na włoskie wody? Podkreślam raz jeszcze- gdyby zależało jej na ratowaniu życia, odstawiłaby imigrantów do najbliższego bezpiecznego portu. Nie zrobiła tego, tak samo jak nie przyszło jej do głowy, że może będzie lepiej przypłynąć do Holandii, niż tkwić prawie dwa tygodnie u morskich granic Włoch. To nie włoski rząd naraził zdrowie ludzi przetrzymywanych na statku, to pani kapitan podjęła taką decyzję. Ten upór na Italię jest bardzo podejrzany.

Włoska lewica, co było do przewidzenia, nie tylko wyraża poparcie dla kapitan Rackete, ale też udała się do Lampedusy, by ją wesprzeć i dodać otuchy. Lewicowe media otwarcie jej kibicują, a przedstawiciele radical chic popierają jej działania, ponieważ gdy walczy się o ludzkie życie, można przełamywać wszelkie bariery. Pani kapitan przyznała, że ratowanie imigrantów jest jej moralnym obowiązkiem, ale nie oznacza to, że z tego powodu stoi ponad prawem. Mogła dotrzeć do innych portów i znaleźć alternatywne rozwiązanie, ale wolała stoczyć walkę z włoskim rządem, którą zresztą zapewne wygra, bo przez lewą część społeczeństwa została okrzyknięta bohaterką. Gdyby wdarła się na tereny (dajmy na to) Stanów Zjednoczonych, w najlepszym razie zostałaby aresztowana, a okręt by zatopiono. We Włoszech zaś może robić, co chce, bo każdy akt samowolki uznawany jest tutaj za bohaterstwo. Dlatego dzisiaj w gazetach królują hasła typu "Kapitanko, moja kapitanko", a Carola Rackete stała się symbolem kobiety walczącej, gdyż przeprowadziła imigrantów przez niehumanitarne włoskie barykady. Misja została wypełniona...


zdjęcie- il Tempo

Obsługiwane przez usługę Blogger.