Jak wicepremier zaplątał się we własne sidła, czyli ciąg dalszy politycznych zawirowań we Włoszech


Ci, którzy interesują się polityką zagraniczną na pewno wiedzą, iż we Włoszech nastąpił kryzys i rząd nie przetrwał. Krótko mówiąc chodzi o to, że koalicjanci, czyli Lega Nord (Liga Północna) i Movimento 5 Stelle (Ruch Pięciu Gwiazd) nie chcieli już ze sobą współpracować, a dokładniej to wicepremier Salvini nie miał już na to więcej ochoty. Można stwierdzić, że było to do przewidzenia, bo te dwie partie są różne jak ogień i woda, ale przecież nie takie rzeczy w polityce widzieliśmy i nie w takie bajki wierzyliśmy. Ja przez jakiś czas byłam optymistką, choć nigdy nie należałam do zwolenników Ruchu Pięciu Gwiazd, a i postulaty Ligi Północnej w większości są dla mnie obce. Chciałam jednak wierzyć, gdyż wydawało mi się, że po katastrofalnych działaniach lewicy w ostatnich latach gorzej być nie może. I faktycznie, nie było, lecz nigdy, odkąd mieszkam we Włoszech, nie zauważyłam takiej rozbieżności i nienawiści pomiędzy zwolennikami lewicy a prawicy. Nigdy też chyba społeczeństwo nie było tak bardzo podzielone.

Nie lubię poprawności politycznej, więc obiecałam sobie, że nie będę owijać w bawełnę i postaram się pisać jak jest naprawdę. Zaczynałam publikować teksty o Italii  w momencie, gdy jeszcze rządziła lewica, widziałam katastrofalne skutki decyzji rządzących i myślałam sobie, że muszę coś z tym zrobić. To nie było tak, że nienawidziłam lewicy, to włoska lewica spowodowała, że się od niej odwróciłam. Kiedy przyjechałam do Włoch, czyli osiem lat temu, ogromne wrażenie wywarł na mnie młody i (wydawało mi się) zdolny polityk, jakim był Matteo Renzi. Gdy został premierem, kibicowałam mu, cieszyłam się z jego nominacji i byłam przekonana, że dzięki niemu Italia się odrodzi. Tak się nie stało, zaś poczynania lewicy i samego Renziego zmusiły mnie do obserwacji i zmiany przekonań. Skoro niby jest tak dobrze, dlaczego jest aż tak źle- zapytywałam siebie? Włoska lewica myślała wiecznie o innych, a niestety zapomniała o społeczeństwie, ich własnych wyborcach. Należy pomagać, i owszem, lecz Partia Demokratyczna robiła to nieudolnie, bo miała za nic problemy zwykłych Włochów. Zaprosiła za to do Italii rekordową liczbę imigrantów, wydała miliardy euro na ich utrzymanie (wzbogaciło się dzięki temu wiele spółek), a rodakami przestała sobie zawracać głowę. Nie ukrywam, że właśnie te poczynania lewicy uznałam za skandaliczne. Naród najwyraźniej był tego samego zdania, ponieważ wybory parlamentarne pokazały, jak mocno lewa strona podpadła Włochom. I właśnie wtedy, gdy Matteo Renzi odchodził w niesławie, coraz większą popularnością zaczął się cieszyć inny Matteo, ten bardziej nieokrzesany - Salvini. Ten sam, który dzisiaj chce przyśpieszonych wyborów.

Przyznać publicznie, że lubi się Salviniego lub popiera niektóre jego idee, wiąże się z niemałym ryzykiem, wiem to po sobie. Zostanie do człowieka przypięta łatka rasisty czy niepostępowego idioty i jakoś trzeba z tym żyć. U mnie było tak, że kiedy widziałam w telewizji lidera Legi Nord, przełączałam kanał, ponieważ facet działał mi na nerwy. Wydawało mi się, że chce wykopać z Włoch i mnie, więc nienawidziłam go całym sercem. Postanowiłam jednak dać mu szansę i wysłuchać, co ma do powiedzenia, a jego tezy, ku mojemu zdziwieniu, nie wydały mi się aż tak kontrowersyjne. Salvini chciał zrobić porządek ze zjawiskiem nielegalnej imigracji i nie miał nic do obcokrajowców przebywających we Włoszech legalnie. Niemniej, jego polityka "zamkniętych portów" spowodowała, że przez dużą część społeczeństwa odbierany jest jako wcielenie diabła. Z jednej strony bije rekordy popularności, zaś z drugiej ma przeciw sobie lewą stronę, która nie podpisze się pod żadnym z jego postulatów. Co ciekawe, lewica oskarżająca go o sianie nienawiści, sama jest równie brutalna i codziennie możemy poczytać o tym, jaki to Salvini jest "politycznym bandytą", albo o tym, jak pewna pani adwokat będąc w Lizbonie, zakupiła laleczkę voodoo, do której dolepiła twarz Salviniego i miała zamiar ją zakuwać, czym nieopatrznie pochwaliła się w mediach społecznościowych. I właśnie dlatego za mniejszego hipokrytę uważam Salviniego, przynajmniej nie ukrywa swoich celów. Nie oznacza to, że mu ufam, bynajmniej, po ostatnich jego akcjach dotyczących obalenia rządu jestem na niego wściekła. Wraz z Di Maio obiecywał, że będą razem rządzić pięć lat, tymczasem minął rok i już odbył się głośny, polityczny rozwód, a sam Salvini strzelił sobie samobója i został z niczym na placu boju.

Kilka dni temu premier Włoch Giuseppe Conte podał się do dymisji, co w moim przekonaniu jest dużym błędem. Mimo że, tak jak wspomniałam, z Ruchem Pięciu Gwiazd zupełnie nie jest mi po drodze, to jednak miałam premiera Conte za właściwego człowieka na właściwym stanowisku. Matteo Salvini był przekonany, iż jakoś dogada się z koalicjantem i to on zostanie premierem, ale "grillini" go przechytrzyli. Salvini został na lodzie, jako że ani nie będzie samodzielnie rządził, ani też nie zapowiada się na to, by odbyły się przedwczesne wybory. Trwają bowiem rozmowy na linii Ruch Pięciu Gwiazd - Partia Demokrytczna i wiele wskazuje na to, że będziemy mieć we Włoszech sojusz, którego jeszcze do niedawna nikt nie brał pod uwagę. Radykalna partia, jaką jest Ruch Pięciu Gwiazd, układa się z liberałami i z tego na pewno, moim zdaniem, nic dobrego nie wyjdzie. W ogóle to, że RPG zaprasza na rozmowy partię, która przegrała ostatnie wybory, jest według mnie nie do przyjęcia, bo oznacza to, że grillinom tak naprawdę nie chodzi o dobro społeczeństwa, a o zachowanie stołków. Wicepremier Di Maio zawsze wyrażał się negatywnie na temat PD, a tu proszę, zaprasza ją do obrad i proponuje współpracę. I znowu w Italii będziemy mieć rząd nie wybrany przez Włochów, tylko zrodzący się z desperacji, gdyż za taki uważam sojusz Ruchu z lewicą. Lider Partii Demokratycznej. Nicola Zingaretti (brat słynnego aktora, odgrywającego rolę komisarza Montalbano), już zażądał zniesienia dekretów Salviniego i przedstawił listę punktów, jaką mają spełnić grillini, by razem sprawnie rządzić. To się nie uda, to małżeństwo w moim odczuciu nie ma żadnych szans na przetrwanie. I nie dlatego, że nie kocham lewicy, ale z tego powodu, że ten pakt jest zbyt egzotyczny nawet jak na włoskie warunki. Pomyśleć, że wszystko to wina Salviniego, którego miłość własna popchnęła do rozpoczęcia kryzysu. Były już Minister Spraw Wewnętrznych miał silną pozycję w społeczeństwie i nic nie zapowiadało, że tak szybko pożegna się ze stanowiskiem. Jego przeciwnicy są w siódmym niebie, ponieważ wyszło na to, że wcale nie musieli się go pozbywać, jako że sam im w tym pomógł. Podkreślam jeszcze raz, że to było jego najgłupsze polityczne posunięcie. Niepohamowana ambicja często przynosi niespodziewane rezultaty, a takim jest właśnie sojusz Ruchu Pięciu Gwiazd z Partią Demokratyczną, którego ojcem, chcąc nie chcąc, jest właśnie Matteo Salvini. Coś Ty, chłopie, najlepszego narobił...


zdjęcie- La Repubblica ("faccie toste" Di Maio i Salvini)



Obsługiwane przez usługę Blogger.