Kończ już, Vespa, wstydu oszczędź




Miłośnicy Włoch na pewno kojarzą nazwisko Bruno Vespy. Od lat prowadzi on program "Porta a Porta" i jest gwarantem niewątpliwej kultury oraz klasy dziennikarskiej, jakiej nie mają jego krewcy koledzy po fachu. Nie spodziewałam się nigdy po Vespie żadnego skandalu, ani tym bardziej braku wrażliwości, tymczasem po ostatnich wydarzeniach byłam zmuszona zmienić opinię o panu redaktorze. Vespa przeprowadził bowiem wywiad z ofiarą przemocy, Lucią Panigalli i ta rozmowa odbiła się szerokiem echem we włoskich mediach. Dziennikarz nie okazał zrozumienia dla kobiety, która cudem uniknęła śmierci i potraktował ją w sposób więcej niż karygodny. Ten sam Vespa, mający szacunek do odbiorców, nie stanął na wysokości zadania i zachował się jak dupek. Jak można powiedzieć maltretowanej kobiecie, że niech się cieszy, że żyje, bo inne ofiary przemocy nie miały takiego szczęścia? To, że udało jej się umknąć śmierci, nie umniejsza jej cierpienia, zwłaszcza że życie signory Panigalli nadal jest zagrożone. Każde wyjście z domu musi zgłaszać służbom, gdyż jej oprawca jest na wolności i nie zawaha się ponownie zaatakować. Dla Vespy nie było to jasne, ponieważ z cynicznym uśmieszkiem na ustach stwierdził, że gdyby eks partner miał ją zabić, to by już dawno to zrobił. I za te właśnie słowa w moim odczuciu pan redaktor powinien wylecieć z telewizji na zbity (za przeproszeniem) pysk. 

W Italii przemoc wobec kobiet nie ustaje, a statystyki są zatrważające. Telewizja publiczna, która ma wpływ na odbiorców, ma dawać przykład innym mediom i traktować temat kobiet - ofiar z pietyzmem i dużą dozą delikatności. Vespa zaś, ten dziennikarz starej daty, zachował się odwrotnie- jego pytania były cyniczne, nonszalanckie i chwilami okrutne. Szyderczy uśmiech, który nie schodził mu z twarzy, był wyrazem pogardy i braku zrozumienia dla bohaterki wywiadu. W pewnym momencie wydawało mi nawet, że Vespa nie chce jej słuchać, zresztą każde jej słowo wyjaśnienia spływało po nim jak po kaczce. Dla niego było ważne udowodnić, że nic takiego się nie stało, a obita twarz to nie jest wielka tragedia, bo rany się zagoiły. Miałam wrażenie, że redaktor w końcu wyniesie na ołtarze mężczyznę, który tylko przez przypadek nie został mordercą. Jego ofiara cudem wywinęła się śmierci, co Vespa zupełnie zignorował. Poniżył Lucię Panigalli, podszedł do niej w sposób lekceważący i nie miał za grosz litości. Sugerował również, iż mężczyzna, który ją skatował, zrobił to, ponieważ był zakochany i uważam to za bardzo niebezpieczne stwierdzenie, bo nigdy, ale to nigdy nie należy wiązać przemocy z miłością. Przez takie opinie kobiety nie odchodzą od oprawców, gdyż wydaje się im, że bicie dostaje się z uczuciem w pakiecie. Mężczyźni tacy jak Vespa, mający na widzów ogromny wpływ, nie powinni zapominać, że ich psim obowiązkiem jest sprzeciwiać się agresji, a nie jej przyklaskiwać. Nie sztuką jest usiąść obok kobiety, który przeszła piekło i jej to wypomnieć- sztuką jest sprawić, by poczuła, że dozna jeszcze prawdziwego uczucia. Vespa nie tylko tego nie zrobił, a wręcz ją upokorzył i było to naprawdę wstrętne.  

Minął tydzień od przeprowadzenia wywiadu, a dziennikarz milczy jak zaklęty. Nie przeprosił, choć wszyscy tego oczekują, a jedyne, na co się zdobył, to obrona swojej osoby. Telewizja Rai też nie wydała oficjalnego oświadczenia, a ja mam niepokój, że sprawa rozejdzie się po kościach. Vespa pracuje w publicznej od lat i jest traktowany jak święta krowa, która może wszystko, a i tak nic się nie stanie. Dla mnie jego piękna kariera legła w gruzach i niewątpliwe zasługi redaktora odeszły w zapomnienie. Przedtem kojarzyłam go jako osobę u dużej kulturze osobistej, dzisiaj widzę tylko ten cyniczny uśmiech. Vespa użądlił ostro, ale nie spodziewał się, że to ukłucie obróci się przeciw niemu. I tak sobie myślę, że nawet gdyby cud się wydarzył i pan redaktor przeprosił, to nie wystarczy, aby zmazać plamę na nieskazitelnym dotąd wizerunku. Z szacunku dla kobiety, z którą przeprowadził wywiad, z szacunku dla każdej ofiary przemocy, Bruno Vespa powinien podać się do dymisji. Miejsce mężczyzn, którzy drwią z tak doświadczonych przez życie kobiet, jak Lucia Panigalli, na pewno nie jest na wizji. Nie chcę, żeby włoską telewizję publiczną reprezentował ktoś taki jak Vespa. Nie obchodzą mnie jego dawne zasługi, ponieważ już zawsze będzie mi się kojarzył z tym nikczemnym wywiadem. A jeśli zostanie, na co się niestety zanosi, to mogę zrobić jedno- zbojktować jego program. Nie obejrzę więcej Bruno Vespy w telewizji.


zdjęcie- Lettera Donna
Obsługiwane przez usługę Blogger.